17.02.2024, 22:47 ✶
Czyli po staremu. Na te słowa Rodolphus się lekko uśmiechnął. Mimo że nie mógł wtajemniczać Nicholasa w pewne sprawy, to jednak takie komentarze były w jakiś sposób wyzwalające. Na pewno lepsze od tego, że Mulciber pociągnie go na dno i zszarga jego reputację. Rodolphus dokończył kanapkę, zapamiętując pewne niuanse, które zaobserwował. Wegetariańskie, bez laktozy, ale dobrze zbilansowane. Nicholas nie jadł mięsa? Robert chyba też go nie jadał. Albo nie miał ochoty? Nie znał jego upodobań kulinarnych ale chociażby taka Black odrzucała mięso od niedawna, nie byłoby to dla niego nic dziwnego. Coraz więcej czarodziejów rezygnowało z wszystkożernej diety, chociaż nie każdy potrafił zastąpić niezbędne składniki. Niektórzy odrzucali mięso i uważali, że robią dobrze - póki nie lądowali z anemią w szpitalu lub nie mdleli na korytarzu.
- Nie, nie ma potrzeby. Wie, że się zjawię - odpowiedział, dając jednocześnie do zrozumienia, że jeżeli Robert chciał się z nim spotkać, to nie musiał nawet prosić czy czekać na odpowiedź. Rodolphus po prostu na spotkanie się zjawiał. Czy tak samo było w przypadku relacji Nicholasa i Roberta? Nie wiedział, być może Robert bardziej szanował granice i czas Nicholasa. Nie zdziwiłoby go to, ale ani nie narzekał, ani nie uważał, że to coś złego. W relacji, która ich łączyła, nie było czasu na przekładanie spotkań. Zwłaszcza w tak burzliwym dla nich okresie. Jedyną sytuacją, w której postanowiłby odpisać Robertowi, byłaby taka, gdyby nie mógł się zjawić ze względu na zobowiązania zawodowe lub rodzinne, z czego tych ostatnich praktycznie nie miał. - Napisz mi swoje preferencje, zajdę do Twojego biura w przerwie.
Powiedział, dopijając herbatę. Przed spotkaniem z Robertem będzie musiał zajść do swojego mieszkania. Sprawdzić jak mają się sprawy, przenieść kilka rzeczy tam, gdzie nikt ich nie znajdzie. Powinien je też odpowiednio zabezpieczyć, tak na wszelki wypadek.
- Muszę być dzisiaj wcześniej, jeśli chcę zdążyć. Wyjdę wcześniej - powiedział, wstając z krzesła. Odruchowo zebrał naczynia ze stołu. Działał machinalnie, tak jak u siebie. Posiłek, zmycie, zebranie rzeczy i wyjście. Z niektórymi odruchami nie potrafił lub nie chciał walczyć. Jego rodzina miała skrzaty domowe, ale po prawdzie to nieczęsto bywały u niego w mieszkaniu - z różnych powodów. Głównie jednak dlatego, że były potrzebne w posiadłości, chociaż jeśli nadarzała się okazja, to po prostu je wzywał. Nie chciał jednak żadnego stworzenia, plączącego mu się pod nogami. Obojętnie czy to był skrzat, czy kot czy inne zwierzę.
Rodolphus opuścił mieszkanie Nicholasa, samotnie lub jeśli Travers też chciał wyjść, razem. Mieszkali na tej samej ulicy, pracowali w tym samym Departamencie - nie raz i nie dwa zdarzało im się przychodzić w tym samym czasie. Nikogo to nie zdziwi. Być może tylko ktoś uniesie brwi, gdy tuż przed wyjściem Lestrange zajrzy do Nicholasa i odbierze karteczkę, ale nikt mu nie udowodni, że to nie było związane z pracą. I zapewne nikt się tym interesować nie będzie.
- Nie, nie ma potrzeby. Wie, że się zjawię - odpowiedział, dając jednocześnie do zrozumienia, że jeżeli Robert chciał się z nim spotkać, to nie musiał nawet prosić czy czekać na odpowiedź. Rodolphus po prostu na spotkanie się zjawiał. Czy tak samo było w przypadku relacji Nicholasa i Roberta? Nie wiedział, być może Robert bardziej szanował granice i czas Nicholasa. Nie zdziwiłoby go to, ale ani nie narzekał, ani nie uważał, że to coś złego. W relacji, która ich łączyła, nie było czasu na przekładanie spotkań. Zwłaszcza w tak burzliwym dla nich okresie. Jedyną sytuacją, w której postanowiłby odpisać Robertowi, byłaby taka, gdyby nie mógł się zjawić ze względu na zobowiązania zawodowe lub rodzinne, z czego tych ostatnich praktycznie nie miał. - Napisz mi swoje preferencje, zajdę do Twojego biura w przerwie.
Powiedział, dopijając herbatę. Przed spotkaniem z Robertem będzie musiał zajść do swojego mieszkania. Sprawdzić jak mają się sprawy, przenieść kilka rzeczy tam, gdzie nikt ich nie znajdzie. Powinien je też odpowiednio zabezpieczyć, tak na wszelki wypadek.
- Muszę być dzisiaj wcześniej, jeśli chcę zdążyć. Wyjdę wcześniej - powiedział, wstając z krzesła. Odruchowo zebrał naczynia ze stołu. Działał machinalnie, tak jak u siebie. Posiłek, zmycie, zebranie rzeczy i wyjście. Z niektórymi odruchami nie potrafił lub nie chciał walczyć. Jego rodzina miała skrzaty domowe, ale po prawdzie to nieczęsto bywały u niego w mieszkaniu - z różnych powodów. Głównie jednak dlatego, że były potrzebne w posiadłości, chociaż jeśli nadarzała się okazja, to po prostu je wzywał. Nie chciał jednak żadnego stworzenia, plączącego mu się pod nogami. Obojętnie czy to był skrzat, czy kot czy inne zwierzę.
Rodolphus opuścił mieszkanie Nicholasa, samotnie lub jeśli Travers też chciał wyjść, razem. Mieszkali na tej samej ulicy, pracowali w tym samym Departamencie - nie raz i nie dwa zdarzało im się przychodzić w tym samym czasie. Nikogo to nie zdziwi. Być może tylko ktoś uniesie brwi, gdy tuż przed wyjściem Lestrange zajrzy do Nicholasa i odbierze karteczkę, ale nikt mu nie udowodni, że to nie było związane z pracą. I zapewne nikt się tym interesować nie będzie.
Koniec sesji