18.02.2024, 01:01 ✶
– Do licha, za dobrze mnie znasz. I czy próbujesz sugerować, że za mocno wyręczam się innymi, hę? A co jeżeli dla Łatka zatrudnię profesjonalnego tresera? – spytała kapryśnym tonem. Prawda była jednak taka, że chociaż Brenna bardzo chciałaby móc ze wszystkim poradzić sobie sama, to znała swoje ograniczenia: przynajmniej tam, gdzie brakowało jej wiedzy i umiejętności. I potrafiła znaleźć osoby, które mogły z tym pomóc.
Po kamizelkę gdzieś do Francji faktycznie kogoś by posłała.
Mogłaby nalegać. Mogłaby go dręczyć i stosować wszystkie siostrzane sztuczki oraz te, których nauczyła się od ojca, by były przydatne w Brygadzie Uderzeniowej. Próbować go podejść, wziąć podstępem, grać zmartwioną miną, wypytywać, i tak dalej, i tak dalej. Istniało wiele strategii, które Brenna mogłaby zastosować.
Ale tak naprawdę, nawet jeżeli się martwiła, potrafiła czasem zrobić krok w tył, gdy widziała, że ktoś naprawdę nie chciał mówić.
Sama w końcu skrywała pilnie bardzo wiele rzeczy za wiecznym uśmiechem i zbyłaby Erika tak jak dzisiaj w każdej innej sytuacji, w której dopytywałby, czy wszystko w porządku.
Odpuściła nawet wypytywanie o to, o co miała zamiar pytać najpierw: gdzie do licha był z Perseusem Blackiem, że to taka wielka tajemnica?
– Na dzisiejszy bal mamy jakieś trzysta ciasteczek od Nory, a Malwa piecze ciasto i szykuje sałatki. Ja zrobiłam kanapki, a właściciele mają dostarczyć pieczone placki z mięsem. Jestem pewna, że znajdziesz na stole dość łakoci, nie chciałbyś się do nich dobrać trochę za wcześnie, a? – spytała i dźgnęła lekko palcem Erika w ramię. A potem przyjrzała się mu z cierpiętniczą miną, gdy zapytał, czy może nie skontroluje tych latarenek.
Jak mogłaby nie sprawdzić, czy na pewno są dobrze rozmieszczone?
– Może się umówimy, że ty skontrolujesz, czy ja dobrze rozstawiłam moje? – spytała, wciąż z tym samym, nieszczęsnym wyrazem twarzy, a potem ruchem różdżki wprawiła kilka latarni w ruch i pociągnęła je za sobą w stronę stołów, by zacząć rozstawiać je na blatach.
I bardzo starała się nie zastanawiać nad tym, czy dziś coś może pójść nie tak.
Po kamizelkę gdzieś do Francji faktycznie kogoś by posłała.
Mogłaby nalegać. Mogłaby go dręczyć i stosować wszystkie siostrzane sztuczki oraz te, których nauczyła się od ojca, by były przydatne w Brygadzie Uderzeniowej. Próbować go podejść, wziąć podstępem, grać zmartwioną miną, wypytywać, i tak dalej, i tak dalej. Istniało wiele strategii, które Brenna mogłaby zastosować.
Ale tak naprawdę, nawet jeżeli się martwiła, potrafiła czasem zrobić krok w tył, gdy widziała, że ktoś naprawdę nie chciał mówić.
Sama w końcu skrywała pilnie bardzo wiele rzeczy za wiecznym uśmiechem i zbyłaby Erika tak jak dzisiaj w każdej innej sytuacji, w której dopytywałby, czy wszystko w porządku.
Odpuściła nawet wypytywanie o to, o co miała zamiar pytać najpierw: gdzie do licha był z Perseusem Blackiem, że to taka wielka tajemnica?
– Na dzisiejszy bal mamy jakieś trzysta ciasteczek od Nory, a Malwa piecze ciasto i szykuje sałatki. Ja zrobiłam kanapki, a właściciele mają dostarczyć pieczone placki z mięsem. Jestem pewna, że znajdziesz na stole dość łakoci, nie chciałbyś się do nich dobrać trochę za wcześnie, a? – spytała i dźgnęła lekko palcem Erika w ramię. A potem przyjrzała się mu z cierpiętniczą miną, gdy zapytał, czy może nie skontroluje tych latarenek.
Jak mogłaby nie sprawdzić, czy na pewno są dobrze rozmieszczone?
– Może się umówimy, że ty skontrolujesz, czy ja dobrze rozstawiłam moje? – spytała, wciąż z tym samym, nieszczęsnym wyrazem twarzy, a potem ruchem różdżki wprawiła kilka latarni w ruch i pociągnęła je za sobą w stronę stołów, by zacząć rozstawiać je na blatach.
I bardzo starała się nie zastanawiać nad tym, czy dziś coś może pójść nie tak.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.