Tuż po zebraniu, kiedy Martes dał znać, że odezwie się w sprawie zlecenia od Czarnego Pana, Nicholas postanowił wrócić do swojego domu. Tam z kolei dokończył swoje sprawy, jakimi się zajmował. Na noc jednak wrócił do mieszkania. Co by bliżej mieć do pracy z rana. Spać, nie bardzo mu się udawało. Eliksiru nie brał. Przemęczył się tę noc, zasypiając bardziej na czuja, czy budząc co jakiś czas. Może czekał na wiadomość? Sprawa Alanny Carrow była jakby świeża. Nie mogła czekać, w przeciwnym wypadku zdrajczyni im daleko ucieknie. Jeśli, w ogóle żyje.
Już w nocy przebudziło Nicholasa skrzeczenie sowy. Udał się do pomieszczenia, gdzie przebywały i zobaczył jakąś z listem. Odebrał a zwierzę puścił wolno. Wiadomość, jaką przeczytał, mówiła wszystko. Adres podany na miejsce spotkania nie był trudny do zapamiętania. Ledwie parę kroków dalej. Skoro wiedział już, gdzie i kiedy Martes będzie na niego czekać, Nicholas postanowił spróbować dospać te kilka godzin. Zaś wcześnie rano, pilnując czas, ogarnął się na tyle dobrze, aby zjawić na miejscu jakieś pięć minut po Martesie.
Opuszczając swoje mieszkanie, po odpowiednim zamknięciu i zabezpieczeniu, nie używając teleportacji, gdyż miał blisko, zjawił się przed drzwiami pod wskazany adres. Zapukał. Jeżeli drzwi zostały mu otwarte, skinął głową znanemu mu gospodarzowi. W końcu z Rodolphusem pracowali w Departamencie Tajemnic, choć inne komnaty badań. Zaskoczeniem było to, że Martes zorganizował spotkanie akurat tutaj. Dostrzegając jego obecność, również się przywitał. Travers tradycyjnie ubrany był w czerń. Choć wziął ze sobą szatę, nie był pewny, czy będzie potrzebna.