01.12.2022, 00:17 ✶
Sarah spoglądała na tańczących czarodziejów z niesłychaną frustracją, mając ochotę zagryźć zęby na tej bluzce, co ją sobie wydziergała. W takich momentach wszystko ją uwierało, każdy szew wbijał jej się w ciało tak, jakby go zrobiła z najbardziej gryzącej włóczki, jaką jej się udało znaleźć w Londynie. Zazdrość była okropnym uczuciem. Uczuciem kaleczącym ją w dumę i delikatność, ale nie potrafiła nic na to poradzić - bo cóż właściwie miała z tym zrobić? Nie zdusi w zarodku własnych emocji, nie posiadała w sobie nawet delikatnej iskry samokontroli. Charyzma nie szła u niej w parze z opanowaniem.
I wtedy, wśród tych wszystkich myśli z tyłu głowy, do których wstyd się przyznać, najjaśniej rozbłysła ta najbardziej dziecinna - niezdrowa fascynacja osobą, która stała się dla panny Macmillan centrum całego świata.
- F... Faye Longb-bottom?!
Dziewczyna pisnęła, a później zachłysnęła się dymem z kadzidła. Zrobiła minę, jakby jej życie miało się zaraz z tego powodu skończyć, ale stojąca naprzeciw czarownica nie mogła tego widzieć (i dobrze! bo by sobie coś złego pomyślała jeszcze).
- P A N I miałaby mi PSZESZKADZAĆ? - Pomiędzy nią i kadzidłem doszło do niespodziewanej szarpaniny. Próbowała je bowiem nieudolnie ugasić, a później odłożyła je jakoś tak, żeby się od niego nic nie zapaliło... ale mniejsza o to w sumie, ważniejszym było przecież to, kto właśnie prosił ją o pomoc. Ze wszystkich osób ona - najpiękniejsza, najjaśniejsza gwiazda, wielka inspiracja, największy wzór dla kogoś takiego jak roztrzepana panna Macmillan - jak to było możliwe? - To omamy od tego kadzidła może...? Nie, no nie wieszę, pani tu jest naplawdę, nie wiem, czy pani wie, ale jestem pani największą fanką, mam z panią chyba z osiem plakatów - pacnęła się dłonią w czoło - nie powinnam o tym telaz mówić, plawda? - Podbiegła do niej prędziutko, coby ją zaprowadzić przed stół zastawiony smakołykami. - DZIECI, ODSUŃCIE SIĘ, BUFET CHWILOWO ZAMKNIĘTY, BĘDĘ LOBIŁA YYY LEMANENT - jaka szkoda, że nie miała przy sobie miotły, to by je mogła pogonić kijem - SIO OD PANI LONGBOTTOM.
Tańczące kapłanki i wile sunące pośród zgromadzonych straciły wszystkie na znaczeniu. Faye mogła być półkrwi - no i co - Sarah nie potrafiła znaleźć tutaj persony bardziej olśniewającej od blondwłosej, niesamowicie utalentowanej piękności, jaką była kobieta... ściskająca... jej dłoń... Pani Longbottom mogła poczuć niepewność. Drżenie delikatnej dłoni młodej kapłanki było wyczuwalne nawet przez kogoś o tak niskiej percepcji, albowiem ujmując rzecz kolokwialnie: poważna pani spirytystka i wysłanniczka Matki telepała się z ekscytacji i miała ochotę płakać na widok ulubionej piosenkarki.
- Wszystko, absolutnie wszystko jest bez mięsa, bez oklucieństwa, ani glama w tych potlawach golyczy i ucisku słabszych - odpowiedziała z dumą, zaciskając spocone palce na dłoni idolki.
@Faye Longbottom
I wtedy, wśród tych wszystkich myśli z tyłu głowy, do których wstyd się przyznać, najjaśniej rozbłysła ta najbardziej dziecinna - niezdrowa fascynacja osobą, która stała się dla panny Macmillan centrum całego świata.
- F... Faye Longb-bottom?!
Dziewczyna pisnęła, a później zachłysnęła się dymem z kadzidła. Zrobiła minę, jakby jej życie miało się zaraz z tego powodu skończyć, ale stojąca naprzeciw czarownica nie mogła tego widzieć (i dobrze! bo by sobie coś złego pomyślała jeszcze).
- P A N I miałaby mi PSZESZKADZAĆ? - Pomiędzy nią i kadzidłem doszło do niespodziewanej szarpaniny. Próbowała je bowiem nieudolnie ugasić, a później odłożyła je jakoś tak, żeby się od niego nic nie zapaliło... ale mniejsza o to w sumie, ważniejszym było przecież to, kto właśnie prosił ją o pomoc. Ze wszystkich osób ona - najpiękniejsza, najjaśniejsza gwiazda, wielka inspiracja, największy wzór dla kogoś takiego jak roztrzepana panna Macmillan - jak to było możliwe? - To omamy od tego kadzidła może...? Nie, no nie wieszę, pani tu jest naplawdę, nie wiem, czy pani wie, ale jestem pani największą fanką, mam z panią chyba z osiem plakatów - pacnęła się dłonią w czoło - nie powinnam o tym telaz mówić, plawda? - Podbiegła do niej prędziutko, coby ją zaprowadzić przed stół zastawiony smakołykami. - DZIECI, ODSUŃCIE SIĘ, BUFET CHWILOWO ZAMKNIĘTY, BĘDĘ LOBIŁA YYY LEMANENT - jaka szkoda, że nie miała przy sobie miotły, to by je mogła pogonić kijem - SIO OD PANI LONGBOTTOM.
Tańczące kapłanki i wile sunące pośród zgromadzonych straciły wszystkie na znaczeniu. Faye mogła być półkrwi - no i co - Sarah nie potrafiła znaleźć tutaj persony bardziej olśniewającej od blondwłosej, niesamowicie utalentowanej piękności, jaką była kobieta... ściskająca... jej dłoń... Pani Longbottom mogła poczuć niepewność. Drżenie delikatnej dłoni młodej kapłanki było wyczuwalne nawet przez kogoś o tak niskiej percepcji, albowiem ujmując rzecz kolokwialnie: poważna pani spirytystka i wysłanniczka Matki telepała się z ekscytacji i miała ochotę płakać na widok ulubionej piosenkarki.
- Wszystko, absolutnie wszystko jest bez mięsa, bez oklucieństwa, ani glama w tych potlawach golyczy i ucisku słabszych - odpowiedziała z dumą, zaciskając spocone palce na dłoni idolki.
@Faye Longbottom
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.