Złapał butelkę za szyjkę i zakręcił zawartością. Nie kochał butelki, ale jej zawartość zdecydowanie kochała jego. Jeden raz za wspomnienia, drugi raz za ból, trzeci raz za spokojny sen... Trochę odpłynął myślami, gdy Erik zniknął, aby się przebrać w ubrania swojej matki. Kiedy składał głowę do modlitwy, jak blisko mu było do wypowiedzenia imienia przechowywanego pod językiem. Morpheus był zaznajomiony ze sztuką wyrzeczeń, z praktykowaniem bycia lepszym. Chciał być dobry, jak go nauczyła matka, doskonałe dziecko, smukłe, eleganckie i niepożądane. Będzie wkładać pióra do ust, aż naga skóra stanie doskonale surowa. Będzie się zachowywać przykładnie i nigdy nie będzie pływać w obrazie jego delikatnego westchnienia. Będzie pić wodę, nigdy nie będzie zły, że wypluwa błoto. Ale był również synem swojego ojca.
— Tylko prawda nas ocali, pani szwagierko! — odpowiedział na pytanie z zaskakującą ikrą, wyrwany z zamyślenia doskonale zabawną karykaturą. Nie zamierzał robić niczego, wolał mówić, niż czynić, to była szczera prawda o nim, a był już tak pijany, że nadmierna szczerość nie brzmiała, jak zły pomysł. Jaki jest twoje najbardziej wybujałe marzenie? Pokiwał głową. Już chciał powiedzieć, że zostanie Ministrem Magii, ale nagle uświadomił sobie, że to nie jest nieosiągalne dla niego, wręcz przeciwnie, coś innego za to było. Wypił na odwagę kieliszek poza kolejką, procenty uderzyły do głowy jeszcze mocniej.
— Wymazać egzystencję Vakela Dolohova z historii. Zedrzeć z niego celebrycką pychę. Zabrać mu diamenty i szafiry. Zabrać mu dar widzenia. Upokorzyć. Sprawić, że będzie cierpiał, tak samo jak ja. — Erik musiał to wiedzieć, że takie urywane zdania w wykonaniu wujka oznaczają dużą ilość napięcia, stresu i zapalczywości. Czasami mówił tak, gdy wieszczył, a jasnowidzenie przychodziło mu z trudem ze względu na jakieś dodatkowe okoliczności. Na dodatek Morpheus wyglądał, z rozmazanym wzrokiem, jakby przekroczył linię świadomości i nawet jeśli głos nie plątał mu się, to myśli już zdecydowanie tak. Nie powinien mówić tego imienia na głos. Mrukną jeszcze do kieliszka: — Pacan.
Nalał sobie kolejną porcję alkoholu poza kolejką i wypił. Zakręcił butelką. Nora.
Jeśli wybrała prawdę, zapytał, co było jej marzeniem, ale po latach uznała, że to głupie, a jeśli wyzwanie, to mówienie wyrazów, które zawierają w sobie literkę o przez pół godziny.