18.02.2024, 03:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 20:50 przez Atreus Bulstrode.)
piję swojego drina z Aveliną, Alastorem i Avictorią, a potem podbijam do Brenny
- Spokojnie - odpowiedział Avelinie, uśmiechając się do niej grzecznie. - Alastor już obiecał mi, ze w razie czego pożyczy mi swoje - rzucił, klepiąc Moody'ego po ramieniu.
Wyraźnie zadowolony przyjął wspólną decyzję o udaniu się w stronę barku. Zatarł nawet sobie ręce, kiedy tylko ruszył z dziewczynami, a Alastor stwierdził, że ta pozytywka to był najlepszy upominek pod słońcem i pognał w stronę panny, co to chodziła z koszyczkiem.
Kiedy zatrzymali się przy alkoholach, Bulstrode poprosił o coś dla siebie, ale też dla Victorii i Aveliny, z zadowoleniem przyjmując swojego drinka, kiedy wreszcie był gotowy. Na ostrzeżenie barmana, że są specjalne, pokiwał tylko głową. Nie pierwszy sabat, nie pierwsza impreza, nie jego pierwsze rodeo. Najgorsze co mogło się stać, to żeby mu znowu trafiła się herbatka czy inna wódka z amortencją, tak jak na Beltane, i żeby znowu zaczął pierwszą lepszą pannę (najpewniej Brennę, znając zasrane szczęście), żeby za niego wyszła.
Odsunął się nieco od samego barku, robiąc innym chętnym miejsce i rozejrzał się dookoła, upijając nieco swojego. Eric latał, o proszę, kto by się spodziewał, że posiadał takie talenty.
- Widzisz, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, ale jestem otwarty na poszerzenie naszej znajomości - uśmiechnął się do Victorii wesoło. - Może jakaś wspólna sprawa? Wieczór spędzony na papierkowej robocie w biurze? Kolejne kiszenie ogórków? Jest tyle możliwości. - pokiwał głową. W sumie ogóreczki, które wtedy ukisili wyszły całkiem smacznie. - Lepiej będą wyglądały na mankietach. I wtedy spalą całe ubranie, co tam włosy - rzucił do Alastora, który wreszcie do nich wrócił. Upił jeszcze trochę, a potem się zakrztusił, bo odwrócił spojrzenie od Lestrange, z powrotem w kierunku Erica, żeby sprawdzić jak mu idą jego powietrzne akrobacje. - Co do chuja... - wyszeptał tylko, wskazując palcem, aby przekierować uwagę dziewczyn i Alastora w tamtym kierunku.
No więc był tam niedźwiedź.
I Bulstrode naprawdę nie wiedział co ma zrobić z tą informacją. To było normalne? To był jakiś animag, czy może jakiś kolejny magiczny przypadek pokroju tego zakichanego psa z nawiedzonego dworku. Z tego wszystkiego wypił zawartość swojej szklanki do końca i odstawił ją na pobliski stolik, czując jak alkohol miło układa się w żołądku i krąży ciepłem po ciele. A może było to coś innego?
Atreus poprawił mankiety koszuli, a jego spojrzenie pomknęło gdzieś dalej, przez parkiet, w kierunku znajdujących się tam par, albo raczej jednej konkretnej. Bo Vincent i Brenna właśnie skończyli tańczyć i Longbottom ukłoniła mu się.
- Przepraszam was na chwilę, parkiet wzywa - rzucił do reszty, ruszając przed siebie, niekoniecznie nawet zwracając większą uwagę na światełka, które zaczęły dookoła niego wirować i osiadać mu na włosach. Przemknął przez salę żwawym krokiem i podszedł do Prewetta i Longbottom.
- Widzę, że skończyliście swoją piosenkę, dlatego czy mogę prosić do tańca? - zapytał, spoglądając na Brennę i wyciągając w jej stronę dłoń, uśmiechając się do niej przy tym zadziornie.
- Spokojnie - odpowiedział Avelinie, uśmiechając się do niej grzecznie. - Alastor już obiecał mi, ze w razie czego pożyczy mi swoje - rzucił, klepiąc Moody'ego po ramieniu.
Wyraźnie zadowolony przyjął wspólną decyzję o udaniu się w stronę barku. Zatarł nawet sobie ręce, kiedy tylko ruszył z dziewczynami, a Alastor stwierdził, że ta pozytywka to był najlepszy upominek pod słońcem i pognał w stronę panny, co to chodziła z koszyczkiem.
Kiedy zatrzymali się przy alkoholach, Bulstrode poprosił o coś dla siebie, ale też dla Victorii i Aveliny, z zadowoleniem przyjmując swojego drinka, kiedy wreszcie był gotowy. Na ostrzeżenie barmana, że są specjalne, pokiwał tylko głową. Nie pierwszy sabat, nie pierwsza impreza, nie jego pierwsze rodeo. Najgorsze co mogło się stać, to żeby mu znowu trafiła się herbatka czy inna wódka z amortencją, tak jak na Beltane, i żeby znowu zaczął pierwszą lepszą pannę (najpewniej Brennę, znając zasrane szczęście), żeby za niego wyszła.
Odsunął się nieco od samego barku, robiąc innym chętnym miejsce i rozejrzał się dookoła, upijając nieco swojego. Eric latał, o proszę, kto by się spodziewał, że posiadał takie talenty.
- Widzisz, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, ale jestem otwarty na poszerzenie naszej znajomości - uśmiechnął się do Victorii wesoło. - Może jakaś wspólna sprawa? Wieczór spędzony na papierkowej robocie w biurze? Kolejne kiszenie ogórków? Jest tyle możliwości. - pokiwał głową. W sumie ogóreczki, które wtedy ukisili wyszły całkiem smacznie. - Lepiej będą wyglądały na mankietach. I wtedy spalą całe ubranie, co tam włosy - rzucił do Alastora, który wreszcie do nich wrócił. Upił jeszcze trochę, a potem się zakrztusił, bo odwrócił spojrzenie od Lestrange, z powrotem w kierunku Erica, żeby sprawdzić jak mu idą jego powietrzne akrobacje. - Co do chuja... - wyszeptał tylko, wskazując palcem, aby przekierować uwagę dziewczyn i Alastora w tamtym kierunku.
No więc był tam niedźwiedź.
I Bulstrode naprawdę nie wiedział co ma zrobić z tą informacją. To było normalne? To był jakiś animag, czy może jakiś kolejny magiczny przypadek pokroju tego zakichanego psa z nawiedzonego dworku. Z tego wszystkiego wypił zawartość swojej szklanki do końca i odstawił ją na pobliski stolik, czując jak alkohol miło układa się w żołądku i krąży ciepłem po ciele. A może było to coś innego?
Atreus poprawił mankiety koszuli, a jego spojrzenie pomknęło gdzieś dalej, przez parkiet, w kierunku znajdujących się tam par, albo raczej jednej konkretnej. Bo Vincent i Brenna właśnie skończyli tańczyć i Longbottom ukłoniła mu się.
- Przepraszam was na chwilę, parkiet wzywa - rzucił do reszty, ruszając przed siebie, niekoniecznie nawet zwracając większą uwagę na światełka, które zaczęły dookoła niego wirować i osiadać mu na włosach. Przemknął przez salę żwawym krokiem i podszedł do Prewetta i Longbottom.
- Widzę, że skończyliście swoją piosenkę, dlatego czy mogę prosić do tańca? - zapytał, spoglądając na Brennę i wyciągając w jej stronę dłoń, uśmiechając się do niej przy tym zadziornie.