18.02.2024, 07:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 07:59 przez Vakel Dolohov.)
- Rozproszył się pan... - Ciężko było stwierdzić po jego uśmiechu, czy go to bardziej rozbawiło, czy jednak zaintrygowało. W każdym razie uśmiechnął się szerzej, wpatrując się w te wykrzywione kąciki ust Longbottoma, później w jego oczy. Śliczny chłopak, zaiste. Może oni wszyscy mieli to w sobie - jakiś czar, od którego średnio potrafił się opędzić. Powiedziałby, że Kanclerz jest kimś bardzo szczęśliwym, ale pewnych rzeczy podobno nie wypadało podejrzewać, szczególnie kiedy kierowała tobą zazdrość o coś, co do ciebie nie należało i nie powinno należeć przez wzgląd na dawne konotacje. Nie potrafił jednak zgasić w sobie tego, że lubił bawić się ludźmi, a ostatnio był nie dość, że znudzony, to jeszcze piekielnie samotny.
Cóż takiego dostrzegł w szklanej kuli?
- Niemoc. - Nieco spochmurniał, ale szybko zbył to machnięciem ręki. - A tak na poważnie, każdy wróżbita i jasnowidz Londynu przewidział to, że w Beltane stanie się coś, co przekroczy nasze najśmielsze oczekiwania, ale nikt nie potrafił powiedzieć mi, co konkretnie będzie miało tam miejsce. Nie różniłem się tutaj niczym. - Nie wstydził się tego przyznać, bo gdyby odnalazł cokolwiek wybiegającego poza oczywistości i normę, Longbottom przeczytałby o tym w każdej gazecie. Dolohov nie pracował dla żadnej instytucji ani nie działał na rzecz żadnej z organizacji. Działał w duecie z mężczyzną siedzącym obok, a kiedy go brakowało - w samotności swojego gabinetu. Podobała mu się bardzo wizja otworzenia w Londynie uniwersytetu dla czarodziejów, działałby w nim pewnie, gdyby się na to wreszcie zdecydowano, ale wciąż - tenże uniwersytet i jego badania nie uwiązałyby go do miejsca. Cenił sobie swobodę, działanie na własną rękę. To, że mógł decydować kiedy, gdzie i o czym napisze. I że nie brał udziału w żadnym z wyścigów zbrojeń.
Na dłuższy moment zamilkł, upijając dwa spore łyki herbaty.
- Czternaście. - Ciszę przerwał nagle, zabijając krążącą pomiędzy nimi niezręczność. Głos Dolohova, był jak zawsze głośny i zrozumiały, ale była w nim jakaś dziwna nuta niepewności, jakby sam nie wiedział, wokół jakiego tematu teraz krąży. Dopiero kiedy odetchnął, powrócił spojrzeniem wbitym do tej pory w okno zasunięte kotarą do ich gościa. - Jest ich czternaście. - Doświadczeń z pogranicza śmierci. - Żeby się z tego wyrwać, przepełniony radością i spokojem człowiek, musi tego chcieć. Coś musi zatrzymać go w naszym świecie. - Odłożył filiżankę na spodek. - Pierwsze - nikt nie potrafi opowiedzieć tego co prawdziwie czuł słowami. Drugie - wiele osób pamięta rozmowy, jakie były toczone wokół, chociaż duszą jest już gdzieś indziej. Trzecie - po umyśle rozchodzi się myśl, że nadchodzi spokój - po drugiej stronie czekają na niego miłość, bezpieczeństwo i cisza. Czwarte - w uszach słyszany jest dźwięk szumu lub dzwonków, chociaż osobiście jestem pewien, że jest to dźwięk naszego tętna. Piąte - przemieszczanie się przez ciemny tunel, w kierunku światła, ale czasami po prostu podróż, jaką trzeba odbyć. Szóste - wrażenie istnienia poza własnym ciałem. Siódme - spotkania ze zmarłymi, którzy odeszli z tego świata całkowicie. Ósme - spotkania z istotami, których istnienia nie potrafimy zrozumieć. Dziewiąte - przegląd scen z własnego życia, często w towarzystwie tychże istot nadających im znaczenie, nadających człowiekowi kierunek. Dziesiąte - doświadczenie istnienia granicy, po której przekroczeniu nie będzie już powrotu. Jedenaste - zetknąwszy się z tym kresem, człowiek nie jest gotowy na zaznanie spokoju - niedokończona sprawa ciągnie i do pozostania wśród żywych. Dwunaste - wszechwiedza jakiej doświadczono w Limbie, przemija wraz z powrotem do życia. Trzynaste - czasami ludzie pamiętają strzępki, opisują krainę błąkających się dusz. Czternaste - te przedziwne istoty, z którymi spotkano się w zaświatach, wpływają na przebieg wydarzeń, ratują z opresji lub wpędzają w nią, przeprowadzają ludzi przez próby. - Chociaż nie dawał sobie przerwać, mówił powoli i spokojnie, swobodnie gestykulując przy tym rękoma i analizując zmiany na twarzy Longbottoma. Jak wiele tychże doświadczeń stało się bliskich jemu i jego rodzinie? - Nieważne gdzie, nieważne jak. Czarodzieje i mugole. Zawsze tych samych czternaście. - Nie zszokowałby nikogo jednak stwierdzeniem, że najwięcej takich informacji dało się wyciągnąć z żywych trupów. - Uważam, że tym, czego doświadczyliście, były doświadczenia z pogranicza śmierci. Oni was tam zabili, albo sprowadzili na skraj śmierci.
I nie znalazł żadnej recepty na ich przykre przypadłości. Pewnych rzeczy nie dało się wyczytać z gwiazd - ich miejsce znajdowało się na najniższych piętrach najbardziej upodlonych miejsc Nokturnu.
Cóż takiego dostrzegł w szklanej kuli?
- Niemoc. - Nieco spochmurniał, ale szybko zbył to machnięciem ręki. - A tak na poważnie, każdy wróżbita i jasnowidz Londynu przewidział to, że w Beltane stanie się coś, co przekroczy nasze najśmielsze oczekiwania, ale nikt nie potrafił powiedzieć mi, co konkretnie będzie miało tam miejsce. Nie różniłem się tutaj niczym. - Nie wstydził się tego przyznać, bo gdyby odnalazł cokolwiek wybiegającego poza oczywistości i normę, Longbottom przeczytałby o tym w każdej gazecie. Dolohov nie pracował dla żadnej instytucji ani nie działał na rzecz żadnej z organizacji. Działał w duecie z mężczyzną siedzącym obok, a kiedy go brakowało - w samotności swojego gabinetu. Podobała mu się bardzo wizja otworzenia w Londynie uniwersytetu dla czarodziejów, działałby w nim pewnie, gdyby się na to wreszcie zdecydowano, ale wciąż - tenże uniwersytet i jego badania nie uwiązałyby go do miejsca. Cenił sobie swobodę, działanie na własną rękę. To, że mógł decydować kiedy, gdzie i o czym napisze. I że nie brał udziału w żadnym z wyścigów zbrojeń.
Na dłuższy moment zamilkł, upijając dwa spore łyki herbaty.
- Czternaście. - Ciszę przerwał nagle, zabijając krążącą pomiędzy nimi niezręczność. Głos Dolohova, był jak zawsze głośny i zrozumiały, ale była w nim jakaś dziwna nuta niepewności, jakby sam nie wiedział, wokół jakiego tematu teraz krąży. Dopiero kiedy odetchnął, powrócił spojrzeniem wbitym do tej pory w okno zasunięte kotarą do ich gościa. - Jest ich czternaście. - Doświadczeń z pogranicza śmierci. - Żeby się z tego wyrwać, przepełniony radością i spokojem człowiek, musi tego chcieć. Coś musi zatrzymać go w naszym świecie. - Odłożył filiżankę na spodek. - Pierwsze - nikt nie potrafi opowiedzieć tego co prawdziwie czuł słowami. Drugie - wiele osób pamięta rozmowy, jakie były toczone wokół, chociaż duszą jest już gdzieś indziej. Trzecie - po umyśle rozchodzi się myśl, że nadchodzi spokój - po drugiej stronie czekają na niego miłość, bezpieczeństwo i cisza. Czwarte - w uszach słyszany jest dźwięk szumu lub dzwonków, chociaż osobiście jestem pewien, że jest to dźwięk naszego tętna. Piąte - przemieszczanie się przez ciemny tunel, w kierunku światła, ale czasami po prostu podróż, jaką trzeba odbyć. Szóste - wrażenie istnienia poza własnym ciałem. Siódme - spotkania ze zmarłymi, którzy odeszli z tego świata całkowicie. Ósme - spotkania z istotami, których istnienia nie potrafimy zrozumieć. Dziewiąte - przegląd scen z własnego życia, często w towarzystwie tychże istot nadających im znaczenie, nadających człowiekowi kierunek. Dziesiąte - doświadczenie istnienia granicy, po której przekroczeniu nie będzie już powrotu. Jedenaste - zetknąwszy się z tym kresem, człowiek nie jest gotowy na zaznanie spokoju - niedokończona sprawa ciągnie i do pozostania wśród żywych. Dwunaste - wszechwiedza jakiej doświadczono w Limbie, przemija wraz z powrotem do życia. Trzynaste - czasami ludzie pamiętają strzępki, opisują krainę błąkających się dusz. Czternaste - te przedziwne istoty, z którymi spotkano się w zaświatach, wpływają na przebieg wydarzeń, ratują z opresji lub wpędzają w nią, przeprowadzają ludzi przez próby. - Chociaż nie dawał sobie przerwać, mówił powoli i spokojnie, swobodnie gestykulując przy tym rękoma i analizując zmiany na twarzy Longbottoma. Jak wiele tychże doświadczeń stało się bliskich jemu i jego rodzinie? - Nieważne gdzie, nieważne jak. Czarodzieje i mugole. Zawsze tych samych czternaście. - Nie zszokowałby nikogo jednak stwierdzeniem, że najwięcej takich informacji dało się wyciągnąć z żywych trupów. - Uważam, że tym, czego doświadczyliście, były doświadczenia z pogranicza śmierci. Oni was tam zabili, albo sprowadzili na skraj śmierci.
I nie znalazł żadnej recepty na ich przykre przypadłości. Pewnych rzeczy nie dało się wyczytać z gwiazd - ich miejsce znajdowało się na najniższych piętrach najbardziej upodlonych miejsc Nokturnu.
Koniec sesji
with all due respect, which is none