Nie każdemu odpowiadało mieszkanie w stolicy Anglii. Nie narzekali może ci, co się w nim urodzili. Każdy zapewne szanował swoje miasto, jeżeli mógł w nim się rozwijać. Nie miał pod górkę. Miał pracę, mógł założyć rodzinę. Tristan nie myślał o opuszczeniu miasta, czy może i samego kraju. Ale, jeżeli jego dziewczyna chciałaby zamieszkać gdzie indziej, dla niej gotów był na te zmiany. Przyzwyczajanie się, bywa często trudne. Zwłaszcza dla kogoś, kto musiał opuścić rodzinne strony.
W ostatnich dniach Tristan tętnił szczęściem, częściej się uśmiechał, co kolegów i koleżanki zaczęło zastanawiać, co takiego się zmieniło w jego życiu. Długo nie musieli myśleć, kiedy zrozumieli z kim się spotykał. Znalazł swoją połówkę.
Dzisiejszego dnia, jak każdego poprzedniego, zajmował się tradycyjnie przeglądem książek, uzupełnianiem ich regałów, katalogowania i przygotowywania miejsca na nowe. Szczególnie podręczniki szkolne. Już niedługo miał zacząć się nowy rok szkolny, to będą mieli na nowo bardzo dużo zamówień i sprzedaży podręczników, zeszytów jak i przyborów do pisania.
Każdy klient miał możliwość wejść do sklepu i samodzielnie się rozejrzeć. W razie problemów, pytać tutejszych pracowników. Słysząc męski głos, Tristan spojrzał z góry na mężczyznę. Stał na drabinie i układał książki na wysokim regale. Zszedł od razu, gdyż jego kolega przy ladzie kasowej był na razie zajęty klientami kupującymi wybrane egzemplarze. Podszedł do nieznajomego, notując na kartce swojego podręcznego notesu, używając mugolskiego przyrządu, będącego długopisem.
”Dzień dobry. Obsłużę Pana. Proszę za mną.” Napisaną treść w notesie, pokazał klientowi. Być może zaskoczy go taką formą komunikacji, ale nie użyje przy nim języka migowego, którego mężczyzna najpewniej nie znał. Może połapie się, że Ward jest niemową?Jeżeli Pan Klient się zgodził, zaprowadził go do przedziału z kategoriami książek dla dzieci. Znajdowały się na dolnych półkach, w regałach postawionych pod ścianą. Ulokowano takie miejsce, aby dzieci, przychodząc z rodzicami czy opiekunami, miały do nich łatwy dostęp. ”Dla małej dziewczynki…” - powtórzył sobie w myślach Tristan, kucając na przy dolnej półce i przeglądając tytuły. Było coś o magicznych dwóch siostrach, zbierających magiczne zioła. Wyjął z regału. Była też taka o czarodziejskim koniu, niekoniecznie jednorożcu. Obie były z obrazkami i szczęśliwymi zakończeniami. Szukał dalej. O zwierzętach, magicznych królikach i żabkach. Każde dziecko miało swoje upodobania. Nie miał pojęcia, co tamtej dziewczynce by się podobało. Ale szukał dalej. Wyjęte książki podał klientowi. Aby sobie przejrzał, czy mu odpowiadają. Drogie nie były. Mógł wziąć nawet wszystkie, jakby chciał mieć nawet na czarną godzinę. Szukając dalej, Tristan znalazł jakąś grubą książkę z różnymi baśniami magicznych stworzeń i czarodziejów. Dla dzieci małych i dużych. Uniwersalna, ale gruba. Można z niej było wybierać cokolwiek. Wyprostował się podając i ten egzemplarz. Droższa, ale może na prezent wystarczająca?