18.02.2024, 12:20 ✶
Zaskoczył ją, gdy tak płynnie z Egiptu przeszedł do Walii. Nie kryła tego nawet, bo lekkie uniesienie brwi i rozchylenie ust dobitnie świadczyło o tym, że takiego przeskoku kulturowego się nie spodziewała. Co prawda Cathal mówił wcześniej, że szybko się nudził, ale podejrzewała że zabierze się za coś bliższego temu, czym zajmował się do tej pory.
- Macie pewność, że to katastrofa magiczna? Na kiedy datujecie powstanie i zniszczenie wioski? - blondynka przekrzywiła lekko głowę. Nie miała pojęcia, że Cathal chronił tę informację nie tylko przed mugolskim światem, ale i przed światem magicznym, w tym przed Ministerstwem. Camille nie wyglądała na osobę, która była skłonna do plotek, a poza jednorazowymi sytuacjami z Ministerstwem nie miała zbyt wiele wspólnego - ta tajemnica zapewne była u niej bezpieczna. - To musiało być duże trzęsienie ziemi, skoro odsłoniło ruiny. Ciekawi mnie w jaki sposób dowiadujecie się, że coś zostało odkryte? Przecież od Egiptu do Walii jest cała metaforyczna przepaść.
Mieli ludzi, którzy zajmowali się takimi rzeczami? W sumie to by brzmiało logicznie, lecz Camille nie podejrzewała, by Cathal miał na całym świecie ludzi, którzy obserwowali każde drgnienie ziemi. Nie starczyłoby na to ani czasu, ani zasobów ludzkich.
- Nie żartowałeś jak mówiłeś, że się szybko nudzisz - na ustach kobiety pojawił się lekki uśmiech. Odrobinę cieplejszy niż ten, którym obdarzyła go wcześniej. Był jakby mniej formalny. Być może straciła czujność, a być może dostrzegła, że ten mężczyzna nie stanowi zagrożenia? W końcu kto mógłby konkurować z mumiami czy ruinami tajemniczej, magicznej wioski w Walii? Na pewno nie ona. Jeżeli to była intencja Marianne, to Delacour wiedziała również, że w razie czego oberwie się Cathalowi - nie jej. Bycie kobietą, na dodatek ładną z blond włosami, miało swoje przywileje: jednym z nich była możliwość udawania, że nie wie się o co chodzi.
- Macie pewność, że to katastrofa magiczna? Na kiedy datujecie powstanie i zniszczenie wioski? - blondynka przekrzywiła lekko głowę. Nie miała pojęcia, że Cathal chronił tę informację nie tylko przed mugolskim światem, ale i przed światem magicznym, w tym przed Ministerstwem. Camille nie wyglądała na osobę, która była skłonna do plotek, a poza jednorazowymi sytuacjami z Ministerstwem nie miała zbyt wiele wspólnego - ta tajemnica zapewne była u niej bezpieczna. - To musiało być duże trzęsienie ziemi, skoro odsłoniło ruiny. Ciekawi mnie w jaki sposób dowiadujecie się, że coś zostało odkryte? Przecież od Egiptu do Walii jest cała metaforyczna przepaść.
Mieli ludzi, którzy zajmowali się takimi rzeczami? W sumie to by brzmiało logicznie, lecz Camille nie podejrzewała, by Cathal miał na całym świecie ludzi, którzy obserwowali każde drgnienie ziemi. Nie starczyłoby na to ani czasu, ani zasobów ludzkich.
- Nie żartowałeś jak mówiłeś, że się szybko nudzisz - na ustach kobiety pojawił się lekki uśmiech. Odrobinę cieplejszy niż ten, którym obdarzyła go wcześniej. Był jakby mniej formalny. Być może straciła czujność, a być może dostrzegła, że ten mężczyzna nie stanowi zagrożenia? W końcu kto mógłby konkurować z mumiami czy ruinami tajemniczej, magicznej wioski w Walii? Na pewno nie ona. Jeżeli to była intencja Marianne, to Delacour wiedziała również, że w razie czego oberwie się Cathalowi - nie jej. Bycie kobietą, na dodatek ładną z blond włosami, miało swoje przywileje: jednym z nich była możliwość udawania, że nie wie się o co chodzi.