18.02.2024, 12:29 ✶
Felix zdecydowanie miał zaniki pamięci. Nie pamiętał jak się tu znaleźli i po co byli na lotnisku, jednak nie to było najbardziej niepokojące. Lotnisko było opuszczone, ale wyglądało tak, jakby stało się to przed kilkoma minutami, a nie przed miesiącami. Światła nadal się paliły, drażniąc oczy i powodując ich łzawienie, przez co musiał na chwilę opuścić wzrok i przymknąć powieki, by odgonić uporczywe pieczenie, wyciskające łzy. Gdzieś w tle słyszał szum, być może taśmy bagażowej? Albo innego mugolskiego urządzenia, które miało ułatwić obsłudze pracę.
- Widzę, że na lotnisku - odpowiedział, na chwilę ogniskując wzrok na ich splecionych dłoniach. Kiedy zdążyła się przebrać z piżamy? I kiedy on zdążył się przebrać? - To nie wygląda na bezpieczne miejsce.
Powiedział, rozglądając się. W teorii było tu bezpiecznie, ale odczuwał wewnętrzny niepokój i sam nie wiedział dlaczego. Czy to możliwe, że odczuwał strach przez to, że nie było wokół ludzi? Być może - wiedział jednak, że cokolwiek by się nie działo, to nie mógł puścić dłoni przyjaciółki. Przyjaciółki, którą kochał i dla której był gotów zrobić wszystko. Dlatego teraz pociągnął ją lekko w swoją stronę, a gestem głowy wskazał na odległy, pusty terminal.
- Chodź, rozejrzymy się - mówił cicho, ale mimo to jego słowa niosły się echem po hali. Nieśmiało ruszył do przodu, kręcąc głową na wszystkie strony, mając nadzieję że kogoś dostrzeże. Ale nie - nikogo nie dostrzegł. Zaczynało go gnieść w dołku, przejmujący niepokój sprawiał, że zaczynał się pocić. A może i nie? Spojrzał ponownie na swoją rękę. Była cholernie blada, na dodatek sucha jak pieprz. - Co ja robię ze swoim życiem? Jestem taki blady. To chyba stres.
Powiedział, unosząc lekko rękę, lecz nie puścił dłoni przyjaciółki. Obiecał sobie, że będzie ją trzymał bez względu na wszystko - jakby bał się, że gdy tylko ja puści, to Elainie zniknie, rozpłynie się w powietrzu.
- Widzę, że na lotnisku - odpowiedział, na chwilę ogniskując wzrok na ich splecionych dłoniach. Kiedy zdążyła się przebrać z piżamy? I kiedy on zdążył się przebrać? - To nie wygląda na bezpieczne miejsce.
Powiedział, rozglądając się. W teorii było tu bezpiecznie, ale odczuwał wewnętrzny niepokój i sam nie wiedział dlaczego. Czy to możliwe, że odczuwał strach przez to, że nie było wokół ludzi? Być może - wiedział jednak, że cokolwiek by się nie działo, to nie mógł puścić dłoni przyjaciółki. Przyjaciółki, którą kochał i dla której był gotów zrobić wszystko. Dlatego teraz pociągnął ją lekko w swoją stronę, a gestem głowy wskazał na odległy, pusty terminal.
- Chodź, rozejrzymy się - mówił cicho, ale mimo to jego słowa niosły się echem po hali. Nieśmiało ruszył do przodu, kręcąc głową na wszystkie strony, mając nadzieję że kogoś dostrzeże. Ale nie - nikogo nie dostrzegł. Zaczynało go gnieść w dołku, przejmujący niepokój sprawiał, że zaczynał się pocić. A może i nie? Spojrzał ponownie na swoją rękę. Była cholernie blada, na dodatek sucha jak pieprz. - Co ja robię ze swoim życiem? Jestem taki blady. To chyba stres.
Powiedział, unosząc lekko rękę, lecz nie puścił dłoni przyjaciółki. Obiecał sobie, że będzie ją trzymał bez względu na wszystko - jakby bał się, że gdy tylko ja puści, to Elainie zniknie, rozpłynie się w powietrzu.