18.02.2024, 12:59 ✶
- Zgubiłeś się? Mogę cię odprowadzić, jeśli chcesz - powiedziała, poprawiając swoje rzeczy na dłoniach. Lovegood zrobił jednak kilka kroków w bok, jakby chciał ją wyminąć, a potem... O nie. Olivia zbladła, gdy podszedł do łazienki Marty. Bo to już nie była łazienka dziewczyn na tym piętrze: uczennice wolały omijać ją szerokim łukiem i nadrobić drogi, ryzykując pęknięcie pęcherza, niż mierzyć się z Jęczącą Martą. Nie kojarzyła tego chłopaka ale wyglądał strasznie młodo, więc pewnie jeszcze nie wiedział, że nie powinien tu wchodzić - i to nie dlatego, że to była damska toaleta. - Czekaj, nie wchodź tam!
I tyle by było z ładnie ułożonego stosiku na jej rękach. Olivia wypuściła wszystko, co miała w dłoniach, by ruszyć w stronę drzwi, przez które przechodził Xenophilius. Miał przewagę kilku sekund, więc zanim ruda zdążyła wpaść do środka, blondyn już tam był i się rozglądał. Dobrze słyszał: w środku ktoś płakał. Ale miał wrażenie, że ten płacz jakby dobiegał spod wody? Jakby z głębokiej toni. Był wyraźny, głośny, pełen bólu i rozpaczy, lecz coś w nim było nienaturalnego. Ciężko było stwierdzić co konkretnie, ale takie wrażenie sprawiał.
- Nie powinniśmy tu być, to łazienka Marty - powiedziała cicho, ściskając Xenia za ramię. Jakby to miało cokolwiek wyjaśnić. Skąd miał wiedzieć, kim jest Marta? Ale miał się tego dowiedzieć, bo Lovegood miał dobre przeczucie.
Na parapecie wysokiego okna tuż pod sufitem siedziała (o ile duchy mogły siedzieć) przezroczysta dziewczyna. Miała ciemne włosy, związane w dwa kucyki, i duże okrągłe okulary. Duch był mocno przysadzisty, a pryszcze na pucołowatej twarzy odznaczały się ciemniejszym kolorem. Nawet z tej odległości mogli zobaczyć, że Marta nie należała do piękności, gdy jeszcze żyła. Szczegóły stały się wyraźniejsze, gdy duch spojrzał w ich stronę.
- Oczywiście że nikt już nie pamięta o biednej Marcie! - zawyła, lotem błyskawicy przesuwając się tuż przed Xenophiliusa. Dusze łzy przestały wypływać z jej oczu - teraz twarz Marty wykrzywiała wściekłość. - Każdy wchodzi jak do siebie i zapomina o prywatności!
I tyle by było z ładnie ułożonego stosiku na jej rękach. Olivia wypuściła wszystko, co miała w dłoniach, by ruszyć w stronę drzwi, przez które przechodził Xenophilius. Miał przewagę kilku sekund, więc zanim ruda zdążyła wpaść do środka, blondyn już tam był i się rozglądał. Dobrze słyszał: w środku ktoś płakał. Ale miał wrażenie, że ten płacz jakby dobiegał spod wody? Jakby z głębokiej toni. Był wyraźny, głośny, pełen bólu i rozpaczy, lecz coś w nim było nienaturalnego. Ciężko było stwierdzić co konkretnie, ale takie wrażenie sprawiał.
- Nie powinniśmy tu być, to łazienka Marty - powiedziała cicho, ściskając Xenia za ramię. Jakby to miało cokolwiek wyjaśnić. Skąd miał wiedzieć, kim jest Marta? Ale miał się tego dowiedzieć, bo Lovegood miał dobre przeczucie.
Na parapecie wysokiego okna tuż pod sufitem siedziała (o ile duchy mogły siedzieć) przezroczysta dziewczyna. Miała ciemne włosy, związane w dwa kucyki, i duże okrągłe okulary. Duch był mocno przysadzisty, a pryszcze na pucołowatej twarzy odznaczały się ciemniejszym kolorem. Nawet z tej odległości mogli zobaczyć, że Marta nie należała do piękności, gdy jeszcze żyła. Szczegóły stały się wyraźniejsze, gdy duch spojrzał w ich stronę.
- Oczywiście że nikt już nie pamięta o biednej Marcie! - zawyła, lotem błyskawicy przesuwając się tuż przed Xenophiliusa. Dusze łzy przestały wypływać z jej oczu - teraz twarz Marty wykrzywiała wściekłość. - Każdy wchodzi jak do siebie i zapomina o prywatności!