18.02.2024, 14:03 ✶
Ta bajka o tym, że do Francji, że sama, że wieś, Cyganie i wróżby... Jakoś niespecjalnie to do mnie trafiało. Może dopiero byłem stażystą, można by rzec, w BUMie, ale jakimiś ukrytymi sprawami jebało mi z tego zapewne na więcej niż kilometr, więc ja będę ją obserwował uważnie, a może nawet się pofatyguję i zejdę do Matki, byleby mi coś powiedziała na temat tego jakże niewinnego wyjazdu mojej siski do FRANCJI I CYGANÓW! No pewnie!
Aczkolwiek Ambrosia nie od dziś była pieprznięta i miała fioła na punkcie wróżb, więc w sumie może serio zamierzała przebyć tyle kilometrów by palić ziółka z cyganerią. Tak nawet zmierzyłem ją spojrzeniem, jakbym szukał oznak takiego scenariusza i był właściwie wielce prawdopodobny... Ale zapytam o to jeszcze Persephony. Ona też mogła coś wiedzieć na ten temat, coś więcej może, coś, co mogło być skryte przede mną. Były obie babami. Jak jej Rosie nie powie, to może Pers sama wypatrzy.
- Mam na ciebie oko, Ambrosio McKinnon. Jeden fałszywy ruch i wyląduję tu na dłużej niż kilka tygodni - ostrzegłem ją, wskazując na nią kanapką, jakby była różdżką, a nie kanapką. Cóż, obstawiałem, że Rosie już wolałaby dostać ode mnie zaklęciem niż mieć twarz w jedzeniu, ale kto wie, kto wie. - I pamiętaj, żeby przywieźć mi coś dobrego z tej podróży. Obok obietnic, gdzieś tam pewnie mają jakieś smaczne przekąski - stwierdziłem i wróciłem do pałaszowania. Zobaczymy, co przywiezie. Zobaczymy, w jakim stanie wróci. Zweryfikujemy, czy faktycznie bujała się z... Cyganami? A ten jej, pożal się Matko, eks...
Przestałem przeżuwać, za chwilę znowu trochę przeżułem, ale wolniej, a zaraz znowu przestałem, jakbym przetwarzał informacje. Przełknąłem z trudem i ponownie podniosłem wzrok na Rosie.
- A TEN DRAŃ, TEN KUTAS JEBANY, CO JEGO NAZWISKA NIE ZDZIERŻĘ, ON PRZYPADKIEM NIE MIAŁ POWIĄZAŃ Z CYGANERIĄ, ODPOWIEDZ MI TO TU SZYBKO, NATYCHMIAST, POTWIERDŹ ALBO ZAPRZECZ, ALE BEZ ZAWAHANIA. JA NA CIEBIE PATRZĘ, ROSE. JEDEN FAŁSZYWY RUCH, ZAKŁAMANIE JAKIEKOLWIEK I SKOŃCZYSZ Z POŁAMANYM KRĘGOSŁUPEM. ZA CHUJA NIE POJEDZIESZ DO ŻADNEJ FRANCJI - wyrzuciłem z siebie ewidentnie wkurwiony, że mi takie myśli głowę zaprzątały, szczególnie ten, pfu, Alexander idiota chuj jebany. Nie zapomniałem o nim. Nigdy o nim nie zapomnę. Ani o tym, jaka Ambrosia była przez niego smutna. Złamię im kręgosłup obu, a jemu tysiąckrotnie, choćbym i miał sam zdechnąć ze cztery razy.
W taki oto sposób, zapomniałem, że miałem opowiedzieć Rosie o moich zatargach z prawem. Może to do mnie wróci, a może ona się upomni... Ale to może lepiej dopiero wtedy, jak mi ten Alechuj nie wyjdzie z głowy.
- Zawsze w sumie mogę pojechać z tobą. Odłożę w czasie wprowadzenie do BUMu - zauważyłem anielskim tonem, tak niepodobnym do wrzasków i klątw rzucanych przed chwilą. Uśmiechnąłem się nawet, ale wcale do śmiechu mi nie było.
Aczkolwiek Ambrosia nie od dziś była pieprznięta i miała fioła na punkcie wróżb, więc w sumie może serio zamierzała przebyć tyle kilometrów by palić ziółka z cyganerią. Tak nawet zmierzyłem ją spojrzeniem, jakbym szukał oznak takiego scenariusza i był właściwie wielce prawdopodobny... Ale zapytam o to jeszcze Persephony. Ona też mogła coś wiedzieć na ten temat, coś więcej może, coś, co mogło być skryte przede mną. Były obie babami. Jak jej Rosie nie powie, to może Pers sama wypatrzy.
- Mam na ciebie oko, Ambrosio McKinnon. Jeden fałszywy ruch i wyląduję tu na dłużej niż kilka tygodni - ostrzegłem ją, wskazując na nią kanapką, jakby była różdżką, a nie kanapką. Cóż, obstawiałem, że Rosie już wolałaby dostać ode mnie zaklęciem niż mieć twarz w jedzeniu, ale kto wie, kto wie. - I pamiętaj, żeby przywieźć mi coś dobrego z tej podróży. Obok obietnic, gdzieś tam pewnie mają jakieś smaczne przekąski - stwierdziłem i wróciłem do pałaszowania. Zobaczymy, co przywiezie. Zobaczymy, w jakim stanie wróci. Zweryfikujemy, czy faktycznie bujała się z... Cyganami? A ten jej, pożal się Matko, eks...
Przestałem przeżuwać, za chwilę znowu trochę przeżułem, ale wolniej, a zaraz znowu przestałem, jakbym przetwarzał informacje. Przełknąłem z trudem i ponownie podniosłem wzrok na Rosie.
- A TEN DRAŃ, TEN KUTAS JEBANY, CO JEGO NAZWISKA NIE ZDZIERŻĘ, ON PRZYPADKIEM NIE MIAŁ POWIĄZAŃ Z CYGANERIĄ, ODPOWIEDZ MI TO TU SZYBKO, NATYCHMIAST, POTWIERDŹ ALBO ZAPRZECZ, ALE BEZ ZAWAHANIA. JA NA CIEBIE PATRZĘ, ROSE. JEDEN FAŁSZYWY RUCH, ZAKŁAMANIE JAKIEKOLWIEK I SKOŃCZYSZ Z POŁAMANYM KRĘGOSŁUPEM. ZA CHUJA NIE POJEDZIESZ DO ŻADNEJ FRANCJI - wyrzuciłem z siebie ewidentnie wkurwiony, że mi takie myśli głowę zaprzątały, szczególnie ten, pfu, Alexander idiota chuj jebany. Nie zapomniałem o nim. Nigdy o nim nie zapomnę. Ani o tym, jaka Ambrosia była przez niego smutna. Złamię im kręgosłup obu, a jemu tysiąckrotnie, choćbym i miał sam zdechnąć ze cztery razy.
W taki oto sposób, zapomniałem, że miałem opowiedzieć Rosie o moich zatargach z prawem. Może to do mnie wróci, a może ona się upomni... Ale to może lepiej dopiero wtedy, jak mi ten Alechuj nie wyjdzie z głowy.
- Zawsze w sumie mogę pojechać z tobą. Odłożę w czasie wprowadzenie do BUMu - zauważyłem anielskim tonem, tak niepodobnym do wrzasków i klątw rzucanych przed chwilą. Uśmiechnąłem się nawet, ale wcale do śmiechu mi nie było.