— Teleportacji!? Ojej, to takie trudne! Musisz być w tym naprawdę dobry! Kiedyś chciałam się nauczyć teleportacji, ale trochę szkoda mi czasu, sieć Fiuu robi swoje, a stąd do Polski to i tak za daleko.
Jak byłam mała chciałam się teleportować na dachy wysokich budynków albo szczyty drzew i gór. Obserwować wszystko z wysoka. Teraz już mi na tym tak nie zależy, wizja rozszczepienia studzi moje wszelkie zapały w kierunku nauki deportacji.
— Tak, do Durmstrangu... — westchnęłam. — Na szczęście tylko pięć lat. Bardzo mi szkoda, że nie mogłam iść do Hogwartu. Babcia tyle mi o nim opowiadała... Bo ona właśnie po Hogwarcie jest. Reszta mojej rodziny też po Durmstrangu... To dobra szkoła, ale... Nie dla mnie.
Wzruszyłam ramionami. Jak ktoś chciał być potężnym czarodziejem, Durmstrang był perfekcyjnym miejscem na zdobycie istotnych umiejętności, szczególnie pojedynkowych. Babcia akurat narzekała na to, że w Hogwarcie nie mieli aż tylu okazji do sprawdzenia się w walce i to potem wychodziło w sytuacjach kryzysowych. No ale ja jestem po Durmstrangu, a i tak prędzej pokonam kogoś na pięści niż na różdżki.
— Myślisz, że łatwiej wykonać taką iluzję, gdy zaczarowana powierzchnia jest pomalowana? Właściwie magiczne obrazy też tak powstają, że ten pierwiastek rzemiosła i tak musi zostać zachowany. Nie da się po prostu wyczarować porządnego dzieła sztuki. Moja babcia jest malarką i nauczyła mnie sporo rzeczy. Umiem niestety ożywiać tylko małe obrazki martwej natury, ale przecież takie niebo nie powinno być trudniejsze, prawda? To tylko drobne światełka na tle głębokiego błękitu...
Samuel M. nie dostrzegł mnie, bo zajęty pomaganiem znajomemu przemienił się w niedźwiedzia... To było nie tylko nieoczekiwane, ale i zaskakujące. Wyglądał na naprawdę wielkiego w tym miejscu, ale jednocześnie stanowił dobrze dobraną dekorację? Przechyliłam nieco głowę rozważając to zagadnienie, gdy Samuel, to znaczy ten stojący obok mnie, wspomniał alkohol.
— Macie alkohol, który sprawia, że ludzie latają? — Spojrzałam na Sama wyczekując odpowiedzi. Czy to możliwe, że brytyjscy czarodzieje dodawali inny rodzaj "prądu" do alkoholu, skoro ten zwykły tak szybko ich rozkładał?
Wtedy też ze zdziwieniem odkryłam znany sobie utwór Presley'a śpiewany na żywo damskim głosem. Aż ściągnęłam okulary, żeby szybciej zlokalizować źródło dźwięku. Wtedy też na nowo mogłam westchnąć nad pięknem dekoracji, widząc je w pełnym świetle.