18.02.2024, 18:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 18:20 przez Erik Longbottom.)
Erik został przygwożdżony do ziemi przez Samuela-niedźwiedzia i błaga o drinki.
A no i siedzi z: Nora, Percy, Samuel, Morfeusz, Neil.
Czuł, jak jego oczy rozszerzają się z każdym słowem, które padało z ust panny Figg. Nie potrafił pojąć nagłej zmiany w jej zachowaniu. Jeszcze kilka chwil temu była taka miła i urocza, a teraz zachowywała się tak, jakby ktoś nadepnął jej na odcisk albo zepsuł masę do jej popisowego ciasta. I skąd wpadła na pomysł, żeby składać Perseuszowi kondolencje z okazji ślubu?
Przeszło mu przez myśl, że może po prostu dopadł ją sarkastyczny nastrój, jednak czy wówczas kpiłaby także i z niego? Jak można było powiedzieć, że nie wyglądają razem ładnie, skoro sama wybrała mu tę pomarańczową koszulę? To nie maiło sensu. Chyba że przez cały ten czas go zwodziła, a teraz gdy byli w towarzystwie postanowiła ujawnić swoje prawdziwe uczucia. Kobiety były pewne zagadek... I jeszcze ten tekst, żeby zostawić go w spokoju i pozwolić odlecieć!
— Boki zrywać, Figg! Dowcip ci się wyostrzał w te kilka minut! — Ścisnął mocniej rękę Samuela na wypadek, gdyby postanowił zaakceptować sugestie blondynki. — Samuelu, bardzo cię proszę, ani mi się waż mnie teraz pu...
Wykręcił głowę na dźwięk znajomego głosu, krzywiąc się, gdy poczuł, że coś mu strzyknęło w szyi. Morfeusz i jego młodszy... Kolega? Mimowolnie zestawił ten duet z Vakelem i Peregrinusem. Czyżby kolejny jasnowidz w społeczności czarodziejów dorobił się osobistego asystenta? Mogliby sobie z Dolohovem urządzić teraz pojedynek na przepowiednie. Sekundantów już mieli gotowych na wypadek, gdyby stracili przytomność pod natłokiem wizji nadchodzących dni. Roześmiałby się na tę myśl, gdyby nie to, że walczył o utrzymanie się blisko podłoża, a krew nie zaczynała szumieć mu w uszach.
— ''Dobrze'' to pojęcie względne — sarknął w stronę wuja, zduszonym głosem. — A jak ci się wydaje, że się czuję?
Próbował skinąć głową Neilowi na powitanie, jednak wiszenie do góry nogami skutecznie utrudniało mu to zadanie. Nawet utrzymanie się Samuela było teraz wyzwaniem; Erik coraz bardziej szarpał jego marynarkę, wykręcając przy tym ciało pod najróżniejszymi kątami, mając nadzieję, że dzięki temu opadnie w końcu na ziemię. To musiał być efekt tych zaklętych drinków, które zamówiła Brenna. Jasny gwint, a przecież sądził, że to będzie coś w stylu ''nagle widzisz świat w odcieniach różu'', a nie katapultowanie pod sufit przy jednym kroku.
W końcu jednak nawet majster Warowni miał dosyć i... Przemienił się w niedźwiedzia, aby zaraz przygwoździć Erika do podłogi. Cóż, przeciwzaklęcie podziałałoby pewnie równie dobrze, ale kim był, aby narzekać. Przynajmniej Samuel próbował pomóc.
— Na ciebie, misiek, to jednak zawsze można liczyć — wymamrotał, trzymając się kurczowo kończyny wielkiego zwierza. Przymknął na chwilę oczy, przytakując na krótkie pomrukiwania swojego wybawiciela. Brzmiał, jakby na coś narzekał. Albo... na kogoś. Zgadzał się z nim w stu procentach. — Masz rację. Cała reszta sobie w ogóle nie stanęła na wysokości zadania. — Obrzucił pełnym pretensji wzrokiem Figg i Blacka. Nawet niedźwiedź się z nim zgadzał.— Taki to z was pożytek, moi kochani.
Puścił niepewnie jedną ręką futro niedźwiedzia, trzymając ją luźno w powietrzu, aż ta... Automatycznie zaczęła wędrować ku górze. Westchnął przeciągle. Cudownie. Dobrze, że Sam jako animag tyle ważył. Teraz to już na pewno zbyt szybko go nie puści. Jednak nie chciał zostać pierwszą na świecie miotłą odrzutową testowaną w stodole pełnej ludzi.
— Poda mi ktoś drinka? — rzucił błagalnym głosem, odchylając głowę, żeby zerknąć na resztę osób zgromadzonych przy barze. — Na trzeźwo chyba tego wszystkiego dzisiaj nie zniosę.
A no i siedzi z: Nora, Percy, Samuel, Morfeusz, Neil.
Czuł, jak jego oczy rozszerzają się z każdym słowem, które padało z ust panny Figg. Nie potrafił pojąć nagłej zmiany w jej zachowaniu. Jeszcze kilka chwil temu była taka miła i urocza, a teraz zachowywała się tak, jakby ktoś nadepnął jej na odcisk albo zepsuł masę do jej popisowego ciasta. I skąd wpadła na pomysł, żeby składać Perseuszowi kondolencje z okazji ślubu?
Przeszło mu przez myśl, że może po prostu dopadł ją sarkastyczny nastrój, jednak czy wówczas kpiłaby także i z niego? Jak można było powiedzieć, że nie wyglądają razem ładnie, skoro sama wybrała mu tę pomarańczową koszulę? To nie maiło sensu. Chyba że przez cały ten czas go zwodziła, a teraz gdy byli w towarzystwie postanowiła ujawnić swoje prawdziwe uczucia. Kobiety były pewne zagadek... I jeszcze ten tekst, żeby zostawić go w spokoju i pozwolić odlecieć!
— Boki zrywać, Figg! Dowcip ci się wyostrzał w te kilka minut! — Ścisnął mocniej rękę Samuela na wypadek, gdyby postanowił zaakceptować sugestie blondynki. — Samuelu, bardzo cię proszę, ani mi się waż mnie teraz pu...
Wykręcił głowę na dźwięk znajomego głosu, krzywiąc się, gdy poczuł, że coś mu strzyknęło w szyi. Morfeusz i jego młodszy... Kolega? Mimowolnie zestawił ten duet z Vakelem i Peregrinusem. Czyżby kolejny jasnowidz w społeczności czarodziejów dorobił się osobistego asystenta? Mogliby sobie z Dolohovem urządzić teraz pojedynek na przepowiednie. Sekundantów już mieli gotowych na wypadek, gdyby stracili przytomność pod natłokiem wizji nadchodzących dni. Roześmiałby się na tę myśl, gdyby nie to, że walczył o utrzymanie się blisko podłoża, a krew nie zaczynała szumieć mu w uszach.
— ''Dobrze'' to pojęcie względne — sarknął w stronę wuja, zduszonym głosem. — A jak ci się wydaje, że się czuję?
Próbował skinąć głową Neilowi na powitanie, jednak wiszenie do góry nogami skutecznie utrudniało mu to zadanie. Nawet utrzymanie się Samuela było teraz wyzwaniem; Erik coraz bardziej szarpał jego marynarkę, wykręcając przy tym ciało pod najróżniejszymi kątami, mając nadzieję, że dzięki temu opadnie w końcu na ziemię. To musiał być efekt tych zaklętych drinków, które zamówiła Brenna. Jasny gwint, a przecież sądził, że to będzie coś w stylu ''nagle widzisz świat w odcieniach różu'', a nie katapultowanie pod sufit przy jednym kroku.
W końcu jednak nawet majster Warowni miał dosyć i... Przemienił się w niedźwiedzia, aby zaraz przygwoździć Erika do podłogi. Cóż, przeciwzaklęcie podziałałoby pewnie równie dobrze, ale kim był, aby narzekać. Przynajmniej Samuel próbował pomóc.
— Na ciebie, misiek, to jednak zawsze można liczyć — wymamrotał, trzymając się kurczowo kończyny wielkiego zwierza. Przymknął na chwilę oczy, przytakując na krótkie pomrukiwania swojego wybawiciela. Brzmiał, jakby na coś narzekał. Albo... na kogoś. Zgadzał się z nim w stu procentach. — Masz rację. Cała reszta sobie w ogóle nie stanęła na wysokości zadania. — Obrzucił pełnym pretensji wzrokiem Figg i Blacka. Nawet niedźwiedź się z nim zgadzał.— Taki to z was pożytek, moi kochani.
Puścił niepewnie jedną ręką futro niedźwiedzia, trzymając ją luźno w powietrzu, aż ta... Automatycznie zaczęła wędrować ku górze. Westchnął przeciągle. Cudownie. Dobrze, że Sam jako animag tyle ważył. Teraz to już na pewno zbyt szybko go nie puści. Jednak nie chciał zostać pierwszą na świecie miotłą odrzutową testowaną w stodole pełnej ludzi.
— Poda mi ktoś drinka? — rzucił błagalnym głosem, odchylając głowę, żeby zerknąć na resztę osób zgromadzonych przy barze. — Na trzeźwo chyba tego wszystkiego dzisiaj nie zniosę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞