Gdyby byli mugolami, porównać można byłoby go do tej sarny, która stała w świetle reflektorów. Niezdolnej do tego, żeby opuścić jezdnie. Uniknąć spotkania ze zbliżającym się właśnie autem. Wpatrującej się w to, co nadciągało. Z przerażeniem, które zapewne powinno być widoczne w oczach. Bo przecież w takich chwilach jesteś świadomy nadciągającego zagrożenia. Swojego niekoniecznie korzystnego położenia. I ta świadomość paraliżuje Ciebie. Ogranicza dostępne opcje. Odbiera kolejne możliwości.
Czy ją kochał?
Była dla niego jedną z najważniejszych osób. Najbliższych. Nie potrafił wyobrazić sobie, że miało jej zabraknąć; że miałaby zniknąć. Stanowiła istotną część jego życia. Integralną? Możliwe. Tylko czy był w stanie odpowiedzieć na to pytanie? Wyrazić to, co na pewnym poziomie świadomości wiedział przecież od zawsze?
- ... - otworzył usta, z których nie padło nic.
Patrzył jak się odwraca. Zbliża krok po kroku. Zmienia. Ponownie zadaje to samo pytanie. Tak trudne, a zarazem... jedno z tych, na które odpowiedź powinna stanowić coś oczywistego. Bo przecież nie bez przyczyny starał się do niej dotrzeć. Przeprosić. Wszystko naprawić. Gdyby mógł zatrzymać czas, teleportowałby się teraz prosto do pokoju brata. Porozmawiał z nim. Spróbował przy wsparciu Nicka poukładać wszystko w swojej głowie. Zyskał by czas potrzebny do tego, aby udzielić odpowiedzi prawidłowej. Poprawnej. Tylko czy taka w tej sytuacji faktycznie istniała?
Czy możliwe było, aby udzielił ją za niego ktoś inny?
- Jesteś dla mnie naprawdę... - zaczął mówić, obserwując ją przy tym uważnie. Starając się odczytać reakcje na słowa, których nie wypowiadał teraz po raz pierwszy. Czy były tym co chciała usłyszeć? Czy były tym, co powinien powiedzieć? Właśnie teraz? W tym konkretnym momencie? Dlaczego to musiało być takie trudne? Skomplikowane? Dlaczego musiała zapytać o to akurat teraz? Przecież musiała wiedzieć, że była mu bliska. Znała go najlepiej. Można nawet zbyt dobrze. Czy była choćby jedna rzecz, o której Lycoris nie miała pojęcia? Taka, której nie byłaby w stanie teraz wywlec na światło dzienne?
Przerwał. Zamknął na moment oczy. Odchylił głowę.
Widział jej reakcje. Czuł narastającą panikę. Narastającą zdecydowanie zbyt szybko. Setki myśli przelatujące zdecydowanie zbyt szybko. Uderzająca nagle świadomość, że to było nie tak. To było nie to. Tylko czy był gotowy na coś innego? Czy mógł powiedzieć coś więcej? Zdecydować się na słowa właściwe? Odpowiednie? Tak ryzykowne. Odsłaniające tak wiele. Nigdy dotąd niewypowiedziane.
Może czekające na nią?
- Kocham Ciebie, Ly. Od zawsze. - chwila szczerości. Takiej absolutnej. Zarazem też najprawdziwsza prawda. Bo choć zupełnie inaczej, to kochał ją przecież jeszcze od lat szkolnych. Stosunkowo wcześnie zdołała się przedostać przez wszelkie bariery, którymi się otaczał. Wywalczyć sobie stałe miejsce w jego życiu. Niezmienne. Stała się integralną częścią, bez której nie potrafił wyobrazić sobie własnej przyszłości. Ona zawsze była wspólna. Nie było w niej miejsca na Ja. Znajdywało się miejsce na My.
Tylko czy którekolwiek z nich było w stanie dostrzec to wcześniej?