18.02.2024, 20:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 20:17 przez Astaroth Yaxley.)
Obyśmy się nauczyli tej nowej sytuacji, bo nie ręczyłem za siebie, jeśli dojdzie do gorszego incydentu niż dziś. Nie chciałem tego mówić Kimi, obarczać ją swoimi mrocznymi myślami, ale rozważałem różne opcje, w tym definitywną śmierć, więc zdecydowanie preferowałbym, gdybyś nauczyli się tej nowej sytuacji. Nie lubiłem tego, czym się stałem... Słowo wampiryzm, wampir czy sformułowanie picie krwi wciąż topornie przechodziło mi przez głowę, a przez usta jeszcze ciężej. Jakieś wariactwo totalne. Może to jednak okaże się być złym snem i jutro obudzę się u boku Kimi na jakimś Bali?
- Bawi mnie to, że jesteś szkrabem-psychopatą. Zdzieliłaś mnie po plecach pogrzebaczem... Pewnie będę miał niemałego sińca. Skąd ty bierzesz tę siłę? - zapytałem ją tak bardziej kpiąco, dla sportu, choć na dobrą sprawę to powinna być delikatną paniusią, a nie walecznym gnomem. - I druga zabawna sprawa, że ja nie śpię. Właściwie, to śpię, ale nie muszę spać. W okolicy grasuje potwór, więc pewnie będę na niego polował, ale jak wrócę to chętnie zrobię ci śniadanie - odparłem. W ramach rekompensaty mogłem być jej uniżonym sługą. Przynajmniej dopóki będzie mnie raczyć swoją słodką krwią. Huh. Jak myślałem o tym życiodajnym uczuciu, jak gdyby ktoś mnie ładował czystą energią, całą mocą świata, to miałem ochotę na więcej, więc tym samym nie byłem pewien, czy były jakieś granice w piciu krwi i czy istniało ogólne nasycenie.
Wzruszyłem ramionami na tyle, na ile pozwalało mi niesione ciało Kimi. Ruszyłem na dół po schodach. Ostrożnie, żebyśmy się oboje po tych stromych schodach nie zjebali w dół. Dopiero by było.
- Za wiele nie wiem. Najchętniej bym non stop... pił krew. Wcześniej... raczej miałem udostępnione mniejsze porcje, więc nie bez powodu unikałem wychodzenia z domu - zauważyłem, ciesząc się, czując niemałą ulgę, że Skamander była tak blisko mnie, że mogliśmy się dotykać. Brakowało mi jej, jej ciepła i tej naiwności, wiary, że wszystko się jakoś ułoży.
- A jadłaś coś dziś, tak poza tym, czy tylko chlałaś? - zapytałem ją, bo mnie taka znienacka myśl naszła, że znowu mogła iść sobie w kulki z normalnym odżywianiem się. Czasami doprowadzała mnie tym do szału, ale w końcu się grzecznie słuchała i jadła. Pytanie, czy było co czekać do śniadania, czy już teraz trzeba było w nią wpychać prowiant...? - I powie mi, milejdi, do których komnat zanosić? Gdzie chcesz się zdrzemnąć? - dopytałem, bo nie byłem pewien, czy ten pokój gościnny co zwykle.
- Bawi mnie to, że jesteś szkrabem-psychopatą. Zdzieliłaś mnie po plecach pogrzebaczem... Pewnie będę miał niemałego sińca. Skąd ty bierzesz tę siłę? - zapytałem ją tak bardziej kpiąco, dla sportu, choć na dobrą sprawę to powinna być delikatną paniusią, a nie walecznym gnomem. - I druga zabawna sprawa, że ja nie śpię. Właściwie, to śpię, ale nie muszę spać. W okolicy grasuje potwór, więc pewnie będę na niego polował, ale jak wrócę to chętnie zrobię ci śniadanie - odparłem. W ramach rekompensaty mogłem być jej uniżonym sługą. Przynajmniej dopóki będzie mnie raczyć swoją słodką krwią. Huh. Jak myślałem o tym życiodajnym uczuciu, jak gdyby ktoś mnie ładował czystą energią, całą mocą świata, to miałem ochotę na więcej, więc tym samym nie byłem pewien, czy były jakieś granice w piciu krwi i czy istniało ogólne nasycenie.
Wzruszyłem ramionami na tyle, na ile pozwalało mi niesione ciało Kimi. Ruszyłem na dół po schodach. Ostrożnie, żebyśmy się oboje po tych stromych schodach nie zjebali w dół. Dopiero by było.
- Za wiele nie wiem. Najchętniej bym non stop... pił krew. Wcześniej... raczej miałem udostępnione mniejsze porcje, więc nie bez powodu unikałem wychodzenia z domu - zauważyłem, ciesząc się, czując niemałą ulgę, że Skamander była tak blisko mnie, że mogliśmy się dotykać. Brakowało mi jej, jej ciepła i tej naiwności, wiary, że wszystko się jakoś ułoży.
- A jadłaś coś dziś, tak poza tym, czy tylko chlałaś? - zapytałem ją, bo mnie taka znienacka myśl naszła, że znowu mogła iść sobie w kulki z normalnym odżywianiem się. Czasami doprowadzała mnie tym do szału, ale w końcu się grzecznie słuchała i jadła. Pytanie, czy było co czekać do śniadania, czy już teraz trzeba było w nią wpychać prowiant...? - I powie mi, milejdi, do których komnat zanosić? Gdzie chcesz się zdrzemnąć? - dopytałem, bo nie byłem pewien, czy ten pokój gościnny co zwykle.
Koniec sesji