18.02.2024, 21:39 ✶
To ta broda.
Był pewien, że dodaje mu wieku, bo wszyscy mężczyźni będący jego rówieśnikami golili się, a ich skóra lśniła gładka, jak pupcie niemowlaków.
On był jednak zdecydowanie człowiekiem praktycznym i niechętnym do brzytwy. Zarost przydawał się zwłaszcza zimą, a wiosną i latem... cóż, brakowało mu zdecydowanie wprawy. Zresztą, chociaż nie było mu to niezbędne do życia, gdzieś ukryta, zaszyta w jego genetyce krew Blacków sprawiała, że było mu przyjemnie w chwilach takich jak ta. Gdy niemalże jego rówieśnica mówiła do niego Pan. Gdy i jemu zdarzało się być z prawdziwym Panem na Ty.
– Panienka...? – uniósł brew, próbując w głowie odgrzebać, jak urocza nimfa ma na imię. Elf, przypominała mu swoją szczupłą posturą i wiecznie nieobecnym spojrzeniem elfa. Kilkukrotnie spotkali się na jarmarkach, dziewczę spędziło raz kilka dobrych minut, oglądając z wielką uwagą każdą zwierzęcą figurkę, którą miał na stanowisku. – Dawnośmy się nie widzieli... to było rok temu? A może pół w okolicy Jule? Nie spodziewałem się tu zobaczyć panienki... Ale okazja jest całkiem niezła. Mają nawet dobre wino, chodźmy, woli panienka białe czy czerwone? – panienkowanie było bezpiecznym wybiegiem, gdy nie pamiętało się czyjejś godności poza "elfie dziecię", które odkopał ze swoich niezbyt spiesznych umysłowych zwojów.
I ruszył, niemalże naturalnie, do jednego ze straganów, gdzie rzeczywiście można było uraczyć się winem.
– Na dłużej czy tylko na jutrzejsze Litha? Pragnie panienka rytuałem połączyć się z kimś na dłużej niż noc poszukiwania kwiatu paproci? – pytanie było nie na miejscu, ale Samuel cały czas się uczył, co było, a co nie było na miejscu. Miał ładną twarz, szlachecką pod toną włosów, ale obycie... totalnie odklejone. On by się nie obraził, gdyby ktośgo zapytał, czemu więc miałby zakładać, że jego słowa byłyby nietaktem?
Był pewien, że dodaje mu wieku, bo wszyscy mężczyźni będący jego rówieśnikami golili się, a ich skóra lśniła gładka, jak pupcie niemowlaków.
On był jednak zdecydowanie człowiekiem praktycznym i niechętnym do brzytwy. Zarost przydawał się zwłaszcza zimą, a wiosną i latem... cóż, brakowało mu zdecydowanie wprawy. Zresztą, chociaż nie było mu to niezbędne do życia, gdzieś ukryta, zaszyta w jego genetyce krew Blacków sprawiała, że było mu przyjemnie w chwilach takich jak ta. Gdy niemalże jego rówieśnica mówiła do niego Pan. Gdy i jemu zdarzało się być z prawdziwym Panem na Ty.
– Panienka...? – uniósł brew, próbując w głowie odgrzebać, jak urocza nimfa ma na imię. Elf, przypominała mu swoją szczupłą posturą i wiecznie nieobecnym spojrzeniem elfa. Kilkukrotnie spotkali się na jarmarkach, dziewczę spędziło raz kilka dobrych minut, oglądając z wielką uwagą każdą zwierzęcą figurkę, którą miał na stanowisku. – Dawnośmy się nie widzieli... to było rok temu? A może pół w okolicy Jule? Nie spodziewałem się tu zobaczyć panienki... Ale okazja jest całkiem niezła. Mają nawet dobre wino, chodźmy, woli panienka białe czy czerwone? – panienkowanie było bezpiecznym wybiegiem, gdy nie pamiętało się czyjejś godności poza "elfie dziecię", które odkopał ze swoich niezbyt spiesznych umysłowych zwojów.
I ruszył, niemalże naturalnie, do jednego ze straganów, gdzie rzeczywiście można było uraczyć się winem.
– Na dłużej czy tylko na jutrzejsze Litha? Pragnie panienka rytuałem połączyć się z kimś na dłużej niż noc poszukiwania kwiatu paproci? – pytanie było nie na miejscu, ale Samuel cały czas się uczył, co było, a co nie było na miejscu. Miał ładną twarz, szlachecką pod toną włosów, ale obycie... totalnie odklejone. On by się nie obraził, gdyby ktośgo zapytał, czemu więc miałby zakładać, że jego słowa byłyby nietaktem?