Chester pozostawał w obu tych kwestiach nieprzejednany. Obowiązujące w świecie czarodziejów prawo zezwalało niepełnoletnim wyłącznie na picie piwa kremowego. Pozostałe używki były przeznaczone wyłącznie dla pełnoletnich czarodziejów i za sięganie po nie powinni karać wyłącznie rodzice nieletnich, którzy chcieli poczuć się jak dorośli. Rookwood uważał, że jeśli chcą się czuć w ten sposób to powinni odpowiadać za swoje czyny jak dorośli.
— W jednym masz rację... jak twój ojciec usłyszy o twoich wyskokach to będzie ostatni raz. — Zapewnił go z kpiącym uśmiechem na ustach. To nie jemu młody Mulciber będzie się tłumaczyć, tylko swojemu ojcu. Chester miał zadatki na twardego przedstawiciela władz, prawdziwego służbistę. Nie zamierzał odpuścić Richardowi, bo to oznaczało danie mu przysłowiowego palca. Jak wiadomo, danie komuś palca oznaczało, że ktoś zaczynał chcieć całą rękę.
— Tak możesz mówić pięknej dziewczynie, z którą się całujesz na szczycie wieży astronomicznej. — Stwierdził już ze znużeniem pobrzmiewającym w jego ochrypłym głosie, skupiając na nim poważne spojrzenie, w którym zagościł ostrzegawczy błysk.
— Skończyłeś? Przypominam ci, że nie rozmawiamy w tym momencie o mnie. — Chester warknął już w jego stronę, mając już powoli dosyć tych przepychanek słownych z młodym Mulciberem. Richard od dłuższego czasu przeciągał strunę. To również będzie miało swoje konsekwencje. Denerwowanie go nie mogło skończyć się dobrze dla denerwującego go durnia.
— Może i jesteś młody i głupi, ale nie sądziłem, że aż tak. Za śmierć szlamy ktoś musi odpowiedzieć, a uczeń dręczący za życia mugolaczkę, zdolny do powiedzenia przedstawicielowi prawa, że przynajmniej jest jedną szlamę mniej, nadaje się do tego aby zostać uznanym za winnego. Ministerstwo będzie chciało kogoś przykładnie ukarać. — Trzymający w dłoni papierosa Chester spojrzał na Mulcibera jak ostatniego idiotę, niezdającego sobie sprawy z wagi swoich słów, konsekwencji swoich słów i bardzo niekorzystnego splotu okoliczności, które mogą zawarzyć na ich przyszłości. Chester zignorował pytanie, jakie zadał mu Richard. To, że wymykał się na spotkanie z dziewczyną to było oczywiste. Z tą różnicą, że on potrafił dostać się w każde niezabezpieczone pomieszczenie nie zostając przy tym dostrzeżonym. Jego dziewczyna często miała mniej szczęścia.
— Może sam zauważyłeś coś istotnego, co umknęło Robertowi. Oby tak było naprawdę. — Po wypowiedzeniu tych słów dał chłopakowi czas na zastanowienie się nad tym, czy faktycznie nie zauważył czegoś istotnego, czegoś co umknęło jego bratu. Powinni prosić Merlina o to, aby jakikolwiek Auror nie uznał ich za faktycznych podejrzanych i nie pociągnął ich do odpowiedzialności za czyn, którego tak naprawdę nie popełnili. Nie wiedząc wszystkiego nie będzie w stanie spróbować im pomóc wybrnąć z tych tarapatów.
— Jakbyś sobie coś przypomniał to przyjdź do mnie. — Powiedział po chwili. Po chwili odwrócił się na pięcie i zaczął kierować się w stronę przeszklonych drzwi tarasu, prowadzących do wnętrza posiadłości. Pozostawił Mulcibera samego sobie.