18.02.2024, 22:43 ✶
- Z pewnością. Już czuję ten ból swoją wyobraźnią, ale mam wakacje, więc zdążę się zregenerować prze kolejnym treningiem - stwierdziłem optymistycznie, bo to też nie było tak, że zamierzałem zrzędzić na treningi i zakwasy. Lubiłem szermierkę. Może nie za bardzo było mi po drodze z aktywnościami fizycznymi, ale jednak to była dyscyplina, która to nie wymagała nie wiadomo jakiej sprawności fizycznej; głównie samodyscypliny, a z tą nie miałem problemu.
Dzięki temu szermierka wiele mnie nauczyła. Co prawda, ciężko było wstawać tak rano na treningi, ale z ciocią Brenną to ja mogłem spędzać czas non stop... Bylebyśmy już nie rozmawiali o tych uczuciach, bo pod koniec wizyty w lustrach Bletchey’ów, to jednak niekoniecznie było mi na rękę. To nie były moje tematy, zdecydowanie. Czułem się zawstydzony i zażenowany. Kompletnie nie spodziewałem się tam ujrzeć Alice i to było takie... Sam nie byłem pewien, co o tym myśleć, ale zdecydowanie była ona poza moim zasięgiem. Słyszałem, co dziewczyny mówiły o niej i Syriuszu. Zresztą, sam widziałem jak byli blisko siebie.
Pokiwałem głową, nieco przygarbiony już. Kiedy nie walczyłem, mogłem stanąć swobodnie i obserwować dalszą część treningu, mimo że szpada wciąż znajdowała się w mojej prawej dłoni. Myślałem, że teraz będę mógł trochę się polenić, a szczególnie poobserwować Alice, ale ciocia Brenna miała inne plany. Może to dobrze? Alice mogła się poczuć swobodnie, wiedząc, że nikt jej nie obserwuje, a ja, cóż, ponownie się wyprostowałem dumnie, wyciągnąłem szpadę przed siebie i... zaatakowałem pana kawalera manekina treningowego.
Nie minęło jednak z dziesięć moich ataków, kiedy nie wytrzymałem i mój wzrok ponownie poleciał w kierunku na Alice. Ciekawy byłem jak sobie radzi, a przede wszystkim co myśli o szermierce. Chciałem z nią o tym porozmawiać, ale nie chciałem tego robić przy cioci Brennie. Może po treningu? Obawiałem się, że szermierka mogła być dla niej zbyt nuda, ale to się okaże. Ciekawe, czy miała jakieś plany na resztę dnia. Wstaliśmy wcześnie to czekał nas naprawdę długi dzień... przygód?
Dzięki temu szermierka wiele mnie nauczyła. Co prawda, ciężko było wstawać tak rano na treningi, ale z ciocią Brenną to ja mogłem spędzać czas non stop... Bylebyśmy już nie rozmawiali o tych uczuciach, bo pod koniec wizyty w lustrach Bletchey’ów, to jednak niekoniecznie było mi na rękę. To nie były moje tematy, zdecydowanie. Czułem się zawstydzony i zażenowany. Kompletnie nie spodziewałem się tam ujrzeć Alice i to było takie... Sam nie byłem pewien, co o tym myśleć, ale zdecydowanie była ona poza moim zasięgiem. Słyszałem, co dziewczyny mówiły o niej i Syriuszu. Zresztą, sam widziałem jak byli blisko siebie.
Pokiwałem głową, nieco przygarbiony już. Kiedy nie walczyłem, mogłem stanąć swobodnie i obserwować dalszą część treningu, mimo że szpada wciąż znajdowała się w mojej prawej dłoni. Myślałem, że teraz będę mógł trochę się polenić, a szczególnie poobserwować Alice, ale ciocia Brenna miała inne plany. Może to dobrze? Alice mogła się poczuć swobodnie, wiedząc, że nikt jej nie obserwuje, a ja, cóż, ponownie się wyprostowałem dumnie, wyciągnąłem szpadę przed siebie i... zaatakowałem pana kawalera manekina treningowego.
Nie minęło jednak z dziesięć moich ataków, kiedy nie wytrzymałem i mój wzrok ponownie poleciał w kierunku na Alice. Ciekawy byłem jak sobie radzi, a przede wszystkim co myśli o szermierce. Chciałem z nią o tym porozmawiać, ale nie chciałem tego robić przy cioci Brennie. Może po treningu? Obawiałem się, że szermierka mogła być dla niej zbyt nuda, ale to się okaże. Ciekawe, czy miała jakieś plany na resztę dnia. Wstaliśmy wcześnie to czekał nas naprawdę długi dzień... przygód?