Hjalmar w sumie był pierwszy raz w tej księgarni, więc nie zdawał sobie nawet sprawy, że jest tutaj tak wysoko. Nie spojrzał się też do góry, co było jego błędem.
Podskoczył odrobinę z zaskoczenia kiedy obok niego pojawił się mężczyzna schodzący po drabinie. Na brodę Merlina! Nordgersim poczuł się odrobinę jak zwierzę w lesie zaskoczone przez drapieżnika, chociaż nikt nie miał zamiaru na nikogo polować... no może co najwyżej na książkę o kucykach i tyle.
Widząc jak wyciąga notes, zreflektował się - Pan nietutejszy? To tak jak ja - zauważył. W pierwszą myśl wydawało mu się, że sięga może po jakieś rozmówki czy kilka gotowych zdań, które miał tam przygotowane. Sam pamiętał jak uczył się angielskiego albo szwedzkiego. Była to droga przez mękę ale się udało.
Wszystko jednak prysło kiedy ten zaczął pisać. No to żeś zrobił Hjalmar. Brawo westchnął ciężko na własną głupotę - Najmocniej Pana przepraszam. Nie chciałem być nie miły - zapewnił sprzedawcę. W życiu by nie zrobił tego na przymus. Gdyby tylko wiedział o przypadłości swojego rozmówcy to trzymałby gębę na kłódkę. A tak? Dał popis swojej charyzmy. No klasa sama w sobie.
- Już idę za panem - dodał, a następnie ruszył za swoim przewodnikiem. Mieli tutaj bardzo wiele tomów. Cieszył się, że trafił na jakąś pomocną duszę, chociaż było mu strasznie głupio na to co zrobił - Mam nadzieję, że pan się nie gniewa za bardzo... - dodał zatroskanym głosem. Pokonując kolejne półki, zgarnął pierwszą książkę z brzegu, która nazywała się "Obrazy różne i wszelakie". Był bardzo ciekaw co tam się może znaleźć ale dopiero kiedy dotrą do ich miejsca docelowego. Nie miał zamiaru się zaczytać aby kogoś tutaj staranować na śmierć, co przy jego rozmiarach, było możliwe.
Na moment odłożył księge obrazów na bok i przyjrzał się temu co podał mu sprzedawca. Od razu zerknął na odwrót, co by przeczytać szybkie streszczenie o czym mogłoby to być - O... Ta bardzo ciekawa - zauważył kiedy otrzymał do swoich dłoni książke o czarodziejskim koniu - To Abraksan? - zapytał samemu nie będąc pewnym, chociaż widział takiego na własne oczy - Ooo! - uniósł swój wzrok na wielkie tomiszcze, które jego pomocnik wyciągnął z jakichś zakamarków. Dla Hjalmara była to sztuka tajemna. Był pełen podziwu z jaką gracją i łatwością udaje się to temu pracownikowi robić. Sam by już dostał szewskiej pasji i rozniósłby te półki na strzępy, a on nie. Zaskakujące.
- A taką może, wie pan... z samymi obrazkami też by się znalazła? - zapytał - Nie chcę, aby Lisa zawsze była zmuszona prosić swoją mamę o poczytanie. Chciałbym, aby mogła też sobie pooglądać sama te obrazki - wytłumaczył, zgarniając wszystkie podane mu książki - Te wszystkie oczywiście wezmę bo są idealnie. To właśnie coś czego szukałem - zapewnił - Swoją drogą to... Hjalmar - przedstawił się, wyciągając dłoń w kierunku mężczyzny. Był mu bardzo wdzięczny za okazałą pomoc i chciał poznać imię swojego wybawiciela. Bez tej pomocy zapewne wróciłby z pustymi rękoma.