19.02.2024, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2024, 02:05 przez Ambrosia McKinnon.)
Miło było mieć takiego pojętnego ucznia jak Stan. Przez moment nawet zaczęła zastanawiać się, jakich jeszcze rzeczy mogłaby mu nawkładać do głowy. Jakie głupotki byłby w stanie uznać za najprawdziwszą prawdę, jeśli tylko by je przedstawiła w odpowiedni sposób? A może powinna zacząć mu wyliczać 10 najciekawszych miejsc w Hogwarcie do podrywania dziewczyn, na miejscu pierwszym umieszczając biblioteczny dział transmutacji pod literą L, bo rzadko kiedy ktoś tam zaglądał i regały były ustawione w dobry sposób?
- Nie... - zabrzmiało to w sumie tak, jakby powinna i przez moment faktycznie intensywnie zastanawiała się nad tym, jakie Antki w ogóle zna i czy jakieś, ale nawet jeśli jakiś jej przyszedł do głowy, to brakowało mu dość istotnego elementu, czyli nazwiska Borgin. Może nawet trochę tej swojej niewiedzy zawstydziła, ale tak przed nim, żeby na pewno mógł to zobaczyć i żeby jeszcze chętniej pośpieszył z pomocą i wyjaśnił jej tutaj wszyściutko. Tak naprawdę jednak, pewnie nie umarłaby, gdyby dalej nie wiedziała kim jest ten sławetny Tosiek.
Przysłuchiwała mu się z największą uwagą, zagryzając swojego ogóreczka. Strasznie to wszystko było skomplikowane, bo w sumie coś jej się tutaj nie zgadzało, a może jej się po prostu coś przewidziało, czy tam przesłyszało i wyciągnęła jakieś pochopne wnioski. Obejrzała się nawet, kiedy wskazał jej potencjalny kierunek gdzie to mógł sobie Antoś siedzieć, ale przecież nie pójdzie się teraz do chłopaka witać, za dobrze jej się ze Stanleyem siedziało.
- Hm, myślałam, że masz na nazwisko też Borgin? - zaryzykowała, chrupiąc przegryzkę. - Ale skoro jego tata to brat twojej mamy to jak mam do Ciebie mówić? Wiesz, gdybym na przykład chciała ci wysłać laurkę na walentynki to do kogo adresować? - uśmiechnęła się słodko, nieświadoma że być może wchodzi na jakiś mniej przyjazny grunt.
- Umbriel ma to do siebie. Ma te swoje oczy i nimi patrzy. Czasem trochę strasznie - przyznała cicho, jakby to że Briel tak działał, to było faktycznie trochę niepokojące. Uosabiał po prostu całym sobą określenie 'Upiorny Pianista' i Rosie jeszcze nie wiedziała, jak się z tym czuje.
Wyprostowała się nieco, widząc wyciągniętą w jej stronę rękę, marszcząc delikatnie nosek w uśmiechu, jaki mu posłała. Zaraz wysunęła w jego stronę dłoń, pieczętując obietnicę, która była bardziej wiążąca niż wieczysta przysięga.
- Na mały palec - przytaknęła, uśmiechając się jednym ze swoich najpiękniejszych i najszczerszych uśmiechów. - Cóż... próbował mnie już podrywać i jakoś mnie nie oczarował - powiedziała, wzruszając ramionami i nalewając sobie soku. - Dlatego w sumie dostał w twarz, ale należało mu się. Mam wrażenie, że facet jest mocno odklejony od świata rzeczywistego - w każdym tego słowa znaczeniu. To jednak, że był całkiem przystojny i oprócz głupoty miał w sobie to coś, to akurat miała zamiar przemilczeć.
- Oczywiście, że nie źle! To bardzo dobrze! - zapewniła go ochoczo. - Z pełną głową dalej zajdziesz, a w parze z twoją przystojną twarzą to podbijesz cały świat. Ale nie martw się, można być i mądrym i wysokim. Tobie przepowiadam taką przyszłość - mrugnęła do niego porozumiewawczo.
- Nie, nie. Poszłam do Hogwartu i byłam w Ravenclawie. Obawiam się, że nie przeżyłabym Durmstrangu. Uwierz lub nie, ale nie należałam do zbyt popularnych dziewczyn - uśmiechnęła się do niego, ale było w tym nieco zakłopotania i o wiele mniej radości niż w każdym poprzednim, który mu do tej pory posłała. Szybko też złapała za polany kieliszek, unosząc go lekko ku góry, ku niemu, a potem szybko wypiła co w nim było, bo aż na samo wspomnienie tych przebrzydłych gnojków, co ją w szkole męczyły, to jej się gorzej zrobiło. - A ty? - zapytała jeszcze, krzywiąc się odrobinę po alkoholu i szybko sięgając po zagryzkę.
- Nie... - zabrzmiało to w sumie tak, jakby powinna i przez moment faktycznie intensywnie zastanawiała się nad tym, jakie Antki w ogóle zna i czy jakieś, ale nawet jeśli jakiś jej przyszedł do głowy, to brakowało mu dość istotnego elementu, czyli nazwiska Borgin. Może nawet trochę tej swojej niewiedzy zawstydziła, ale tak przed nim, żeby na pewno mógł to zobaczyć i żeby jeszcze chętniej pośpieszył z pomocą i wyjaśnił jej tutaj wszyściutko. Tak naprawdę jednak, pewnie nie umarłaby, gdyby dalej nie wiedziała kim jest ten sławetny Tosiek.
Przysłuchiwała mu się z największą uwagą, zagryzając swojego ogóreczka. Strasznie to wszystko było skomplikowane, bo w sumie coś jej się tutaj nie zgadzało, a może jej się po prostu coś przewidziało, czy tam przesłyszało i wyciągnęła jakieś pochopne wnioski. Obejrzała się nawet, kiedy wskazał jej potencjalny kierunek gdzie to mógł sobie Antoś siedzieć, ale przecież nie pójdzie się teraz do chłopaka witać, za dobrze jej się ze Stanleyem siedziało.
- Hm, myślałam, że masz na nazwisko też Borgin? - zaryzykowała, chrupiąc przegryzkę. - Ale skoro jego tata to brat twojej mamy to jak mam do Ciebie mówić? Wiesz, gdybym na przykład chciała ci wysłać laurkę na walentynki to do kogo adresować? - uśmiechnęła się słodko, nieświadoma że być może wchodzi na jakiś mniej przyjazny grunt.
- Umbriel ma to do siebie. Ma te swoje oczy i nimi patrzy. Czasem trochę strasznie - przyznała cicho, jakby to że Briel tak działał, to było faktycznie trochę niepokojące. Uosabiał po prostu całym sobą określenie 'Upiorny Pianista' i Rosie jeszcze nie wiedziała, jak się z tym czuje.
Wyprostowała się nieco, widząc wyciągniętą w jej stronę rękę, marszcząc delikatnie nosek w uśmiechu, jaki mu posłała. Zaraz wysunęła w jego stronę dłoń, pieczętując obietnicę, która była bardziej wiążąca niż wieczysta przysięga.
- Na mały palec - przytaknęła, uśmiechając się jednym ze swoich najpiękniejszych i najszczerszych uśmiechów. - Cóż... próbował mnie już podrywać i jakoś mnie nie oczarował - powiedziała, wzruszając ramionami i nalewając sobie soku. - Dlatego w sumie dostał w twarz, ale należało mu się. Mam wrażenie, że facet jest mocno odklejony od świata rzeczywistego - w każdym tego słowa znaczeniu. To jednak, że był całkiem przystojny i oprócz głupoty miał w sobie to coś, to akurat miała zamiar przemilczeć.
- Oczywiście, że nie źle! To bardzo dobrze! - zapewniła go ochoczo. - Z pełną głową dalej zajdziesz, a w parze z twoją przystojną twarzą to podbijesz cały świat. Ale nie martw się, można być i mądrym i wysokim. Tobie przepowiadam taką przyszłość - mrugnęła do niego porozumiewawczo.
- Nie, nie. Poszłam do Hogwartu i byłam w Ravenclawie. Obawiam się, że nie przeżyłabym Durmstrangu. Uwierz lub nie, ale nie należałam do zbyt popularnych dziewczyn - uśmiechnęła się do niego, ale było w tym nieco zakłopotania i o wiele mniej radości niż w każdym poprzednim, który mu do tej pory posłała. Szybko też złapała za polany kieliszek, unosząc go lekko ku góry, ku niemu, a potem szybko wypiła co w nim było, bo aż na samo wspomnienie tych przebrzydłych gnojków, co ją w szkole męczyły, to jej się gorzej zrobiło. - A ty? - zapytała jeszcze, krzywiąc się odrobinę po alkoholu i szybko sięgając po zagryzkę.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror