19.02.2024, 10:24 ✶
Aidan obserwował Penny i jej reakcje, jakby chciał się upewnić, że ta nie zrobi nic głupiego. Albo inaczej: że nie planuje robić nic głupiego. Przydałby jej się plan, solidny plan. Ale oboje teraz bazowali na strzępkach informacji, więc szycie z tego co mieli było niezwykle trudne.
- Jak ustalę, to od razu do ciebie napiszę. Tylko Penny? - Aidan spojrzał na rudą uważnie. Wiedział, jaka była: nie była głupia, ale bywała lekkomyślna. Nie zawsze myślała, zanim podejmowała jakieś działania. W tym przypadku to mogło się skończyć nieciekawie. Dla niej pewnie tragicznie, bo przecież wiedział, że ten sklep był dla niej całym życiem. - Tym razem ostrożnie, dobrze?
Wysilił się na lekki uśmiech. Nie pasował do niego - zwykle po jego ustach błąkały się kpiny i grymasy, świadczące o tym jak bardzo nie chciał być w danym miejscu. Teraz jednak chyba chciał dodać jej otuchy? Odrobinę niezgrabnie i sztywno, jakby nie był do tego przyzwyczajony.
- Zabezpiecz sklep, a ja pójdę się czegoś dowiedzieć. I, na Merlina, odczytuj listy, które do ciebie wysyłam! - ale tej złośliwości nie mógł sobie darować. Miał swoje sprawy - teraz naginał pewne zasady ale nie mógł tak po prostu opuścić dnia pracy. Planował się z kimś pozamieniać, żeby móc być obok i zdążyć ze wszystkim, ale na pewno nie znajdzie czasu, żeby tu przyjść i wyjaśniać Penny wszystko. Musiała więc mu obiecać, że odczyta ten cholerny list. Inaczej nie ruszy się ze sklepu.
- Jak ustalę, to od razu do ciebie napiszę. Tylko Penny? - Aidan spojrzał na rudą uważnie. Wiedział, jaka była: nie była głupia, ale bywała lekkomyślna. Nie zawsze myślała, zanim podejmowała jakieś działania. W tym przypadku to mogło się skończyć nieciekawie. Dla niej pewnie tragicznie, bo przecież wiedział, że ten sklep był dla niej całym życiem. - Tym razem ostrożnie, dobrze?
Wysilił się na lekki uśmiech. Nie pasował do niego - zwykle po jego ustach błąkały się kpiny i grymasy, świadczące o tym jak bardzo nie chciał być w danym miejscu. Teraz jednak chyba chciał dodać jej otuchy? Odrobinę niezgrabnie i sztywno, jakby nie był do tego przyzwyczajony.
- Zabezpiecz sklep, a ja pójdę się czegoś dowiedzieć. I, na Merlina, odczytuj listy, które do ciebie wysyłam! - ale tej złośliwości nie mógł sobie darować. Miał swoje sprawy - teraz naginał pewne zasady ale nie mógł tak po prostu opuścić dnia pracy. Planował się z kimś pozamieniać, żeby móc być obok i zdążyć ze wszystkim, ale na pewno nie znajdzie czasu, żeby tu przyjść i wyjaśniać Penny wszystko. Musiała więc mu obiecać, że odczyta ten cholerny list. Inaczej nie ruszy się ze sklepu.