19.02.2024, 10:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2024, 10:39 przez Rodolphus Lestrange.)
Z przyjemnością wyjaśniłby Brennie, o co dokładnie chodziło Morpheusowi, którego zrozumiał w kilka chwil. Oboje byli Niewymownymi - z reguły milczeli, lecz gdy musieli już używać słów, to rozumieli się praktycznie od razu. Problem w tym, że wyjaśnienie tego osobie trzeciej, niezwiązanej z licznymi niedopowiedzeniami i metaforami, które przecież nie były tak do końca metaforami, tylko rzeczywistością, potrwałoby zdecydowanie zbyt długo. Na szczęście dla całej trójki Brenna nie drążyła tematu, skupiając się na mniejszym celu. Gdzieś z przodu majaczył im ten główny cel: wyjście. Po drodze jednak musieli uporać się z przeszkodą w postaci czarodzieja, który za punkt honoru obrał sobie ciskanie w nich nie tylko zaklęciami, ale i pułapkami, jak ta z dywanem.
- Idź przodem, będę cię ochraniał w miarę możliwości. Morpheusie, chyba że jesteś bieglejszy w tego rodzaju zaklęciach? - nie miał problemu z tym, by rolę obrońcy przejął drugi z Longbottomów. Ważne było, by ustalić to w kilka sekund, a nie minut, tak jak robili to przed chwilą. Wiedział, że kłótnia z Brenną była bezcelowa, zresztą to nie tak, że Lestrange nie potrafił przyznać się do błędu. Po prostu nie robił tego na głos, ale zmieniał plan, utworzony w głowie, dopasowywał go do nowych informacji i przekonań.
Fakt, że tu czas płynął inaczej, a przestrzeń była inna, nie powodował, że tego czasu mieli dużo. Z góry poleciało kolejne zaklęcie, tym razem chybiając - jakby celowo. Jakby było ostrzeżeniem, że mają się nie zbliżać. Czerwone iskry rozbiły się o jeden ze schodów, nadpalając go lekko, lecz nie podpalając. Gdyby usłyszeli tupot, mogliby zakładać, że czarodziej cisnął czarem i ucieka dalej, również chcąc wydostać się z tej pułapki. Ale tak nie było: nie słyszeli charakterystycznych odgłosów biegu. Czekał na nich, pokazując jednocześnie swoją przewagę. Oczy Rodolphusa poruszały się teraz niezwykle szybko, jakby czegoś szukały.
- Ciśnij coś na schody, żeby myślał że to ty - da ci to kilka cennych sekund przed kolejnym zaklęciem - zapewne sama wiedziała, że wpychanie swojej głowy prosto w przestrzeń, objętą promieniem rażenia, było głupotą. Zaklęcia jednak nie trwały wiecznie, a każdy z nich potrzebował czasu, żeby je rzucić - jeżeli Brenna rzuci czymkolwiek, co rozproszy czarodzieja i zmusi go do reakcji, kupi sobie tym kilka sekund, podczas których cała trójka będzie mogła bezpiecznie wskoczyć do miejsca, w którym co prawda będą na widoku, ale jednocześnie będą najpewniej mieli lepszy widok na atakującego.
- Idź przodem, będę cię ochraniał w miarę możliwości. Morpheusie, chyba że jesteś bieglejszy w tego rodzaju zaklęciach? - nie miał problemu z tym, by rolę obrońcy przejął drugi z Longbottomów. Ważne było, by ustalić to w kilka sekund, a nie minut, tak jak robili to przed chwilą. Wiedział, że kłótnia z Brenną była bezcelowa, zresztą to nie tak, że Lestrange nie potrafił przyznać się do błędu. Po prostu nie robił tego na głos, ale zmieniał plan, utworzony w głowie, dopasowywał go do nowych informacji i przekonań.
Fakt, że tu czas płynął inaczej, a przestrzeń była inna, nie powodował, że tego czasu mieli dużo. Z góry poleciało kolejne zaklęcie, tym razem chybiając - jakby celowo. Jakby było ostrzeżeniem, że mają się nie zbliżać. Czerwone iskry rozbiły się o jeden ze schodów, nadpalając go lekko, lecz nie podpalając. Gdyby usłyszeli tupot, mogliby zakładać, że czarodziej cisnął czarem i ucieka dalej, również chcąc wydostać się z tej pułapki. Ale tak nie było: nie słyszeli charakterystycznych odgłosów biegu. Czekał na nich, pokazując jednocześnie swoją przewagę. Oczy Rodolphusa poruszały się teraz niezwykle szybko, jakby czegoś szukały.
- Ciśnij coś na schody, żeby myślał że to ty - da ci to kilka cennych sekund przed kolejnym zaklęciem - zapewne sama wiedziała, że wpychanie swojej głowy prosto w przestrzeń, objętą promieniem rażenia, było głupotą. Zaklęcia jednak nie trwały wiecznie, a każdy z nich potrzebował czasu, żeby je rzucić - jeżeli Brenna rzuci czymkolwiek, co rozproszy czarodzieja i zmusi go do reakcji, kupi sobie tym kilka sekund, podczas których cała trójka będzie mogła bezpiecznie wskoczyć do miejsca, w którym co prawda będą na widoku, ale jednocześnie będą najpewniej mieli lepszy widok na atakującego.