19.02.2024, 11:06 ✶
Sześćset, siedemset lat temu... To kilka wieków w tył. Klątwy sprzed tylu lat były czymś, co ją fascynowało - rzadko kiedy spotykało się w dzisiejszych czasach tak potężne zaklęcia. Te, o których ciągle mówił Cathal, utrzymywały się przez wieki. To było nie tylko godne podziwu, ale i naprawdę niebezpieczne, bo przecież nikt nie da im gwarancji, że nie stąpają teraz po starym cmentarzu obłożonego jedną z takich klątw. Wystarczyłoby, tak jak tu, drobne trzęsienie ziemi i wszystko mogłoby runąć, metaforycznie oczywiście. Lecz zaprzątanie sobie głowy tym tematem nie było już czymś, co interesowało blondynkę. Miała inny problem, który dotyczył czasów obecnych i obecnych klątw. Ich wiedza na temat niektórych, rzuconych pod wpływem nienawiści i agresji, była naprawdę szczątkowa. I to na teraźniejszości i rozwiązaniu obecnych problemów musiała się skupić. Nie chciałaby zapewne robić tego, co robiła wspomniana przez Cathala Leta.
- Wygląda na to, że czarodzieje i czarownice sprzed wieków ukochali sobie klątwy jako najlepsze zabezpieczenie nie tylko pojedynczych budowli, ale i całych miast - zauważyła, wcale się jednak nie dziwiąc. Wtedy było inne podejście do magii, nie było zakazów, takich jak był teraz. Nie jej rolą było jednak rozważanie, czy te zakazy, nałożone przez Ministerstwo Magii, były słuszne czy nie. Dostosowywała się, swoje opinie wyjątkowo zachowując dla siebie. No, przynajmniej w tej kwestii. - Dziękuję ci, Cathalu. Przekażę Marianne, że spotkanie poszło dobrze. Macie naprawdę imponujące zbiory, a i nie ukrywam że rozmowa z kimś, kto był przy wydobywaniu artefaktów, tylko uprzyjemniła tę wizytę.
Cathal naprawdę ciekawie odpowiadał i to na każde jej pytanie. Wątpiła jednak, czy to było coś, co chciał robić - różnica między przewodnikiem a odkrywcą była aż nazbyt wyraźna. Zresztą żaden przewodnik, który był zaledwie teoretycznym pasjonatem, nie byłby w stanie tak interesująco opowiadać o niemal każdym z eksponatów.
- Wygląda na to, że czarodzieje i czarownice sprzed wieków ukochali sobie klątwy jako najlepsze zabezpieczenie nie tylko pojedynczych budowli, ale i całych miast - zauważyła, wcale się jednak nie dziwiąc. Wtedy było inne podejście do magii, nie było zakazów, takich jak był teraz. Nie jej rolą było jednak rozważanie, czy te zakazy, nałożone przez Ministerstwo Magii, były słuszne czy nie. Dostosowywała się, swoje opinie wyjątkowo zachowując dla siebie. No, przynajmniej w tej kwestii. - Dziękuję ci, Cathalu. Przekażę Marianne, że spotkanie poszło dobrze. Macie naprawdę imponujące zbiory, a i nie ukrywam że rozmowa z kimś, kto był przy wydobywaniu artefaktów, tylko uprzyjemniła tę wizytę.
Cathal naprawdę ciekawie odpowiadał i to na każde jej pytanie. Wątpiła jednak, czy to było coś, co chciał robić - różnica między przewodnikiem a odkrywcą była aż nazbyt wyraźna. Zresztą żaden przewodnik, który był zaledwie teoretycznym pasjonatem, nie byłby w stanie tak interesująco opowiadać o niemal każdym z eksponatów.