19.02.2024, 13:11 ✶
- Przepraszam, przepraszam! Wszyscy myślicie, że można tak po prostu wejść i pośmiać się z BRZYDKIEJ, SMUTNEJ, JĘCZĄCEJ MARTY! - wrzasnęła, podpływając gwałtownie do Lovegooda. Jakby nie obchodziły jej dalsze wyjaśnienia chłopaka. Olivia przełknęła głośno ślinę bo chociaż wiedziała, że duchy nie mogły nic im zrobić, to twarz tego konkretnego już nawet nie była brzydka. Była wykrzywiona złością tak bardzo, że była po prostu przerażająca.
- Marto, daj mu spokój, akurat on się martwił - może gdyby głos jej nie drżał, to brzmiałoby to tak, jakby naprawdę to wierzyła? Ale niestety. Jęcząca Marta odwróciła głowę w kierunku Olivii i zmarszczyła brwi.
- Martwił się, martwił! NIKT nie martwi się o głupią Martę! - nie zważając na nic, Jęcząca Marta przepłynęła dalej, do przodu. Prosto przez ciało Lovegooda, który mógł poczuć, jakby nagle w płucach znalazło się lodowate powietrze. To było tak nieprzyjemne uczucie, że u niektórych powodowało wymioty lub omdlenia, chociaż zdarzało się to dość rzadko. Głównie pozostawiało w ustach nieprzyjemny, lodowaty posmak, a w sercu: dziwne uczucie niepokoju.
Rudowłosa, widząc ruch ducha, odsunęła się i puściła ramię blondyna, bo co jak co, ale nie chciała ponownie wchodzić w interakcję z umarłymi. Kiedyś na korytarzu któryś z duchów Hogwartu przeniknął i przez nią - do dzisiaj na samo wspomnienie miała ciary. Ach, biedny chłopak...
- Dajcie mi spokój! - zabuczała Marta, unosząc się teraz dobrych kilkadziesiąt centymetrów nad głowami uczniów.
- Marto, daj mu spokój, akurat on się martwił - może gdyby głos jej nie drżał, to brzmiałoby to tak, jakby naprawdę to wierzyła? Ale niestety. Jęcząca Marta odwróciła głowę w kierunku Olivii i zmarszczyła brwi.
- Martwił się, martwił! NIKT nie martwi się o głupią Martę! - nie zważając na nic, Jęcząca Marta przepłynęła dalej, do przodu. Prosto przez ciało Lovegooda, który mógł poczuć, jakby nagle w płucach znalazło się lodowate powietrze. To było tak nieprzyjemne uczucie, że u niektórych powodowało wymioty lub omdlenia, chociaż zdarzało się to dość rzadko. Głównie pozostawiało w ustach nieprzyjemny, lodowaty posmak, a w sercu: dziwne uczucie niepokoju.
Rudowłosa, widząc ruch ducha, odsunęła się i puściła ramię blondyna, bo co jak co, ale nie chciała ponownie wchodzić w interakcję z umarłymi. Kiedyś na korytarzu któryś z duchów Hogwartu przeniknął i przez nią - do dzisiaj na samo wspomnienie miała ciary. Ach, biedny chłopak...
- Dajcie mi spokój! - zabuczała Marta, unosząc się teraz dobrych kilkadziesiąt centymetrów nad głowami uczniów.