Czekała na to od dawna. Dzisiaj marzenie miało się spełnić. Zostanie żoną najwspanialszego chłopaka, jakiego tylko mogła sobie wyobrazić. Wszystko zapowiadało się niesamowicie. Matka naprawdę zadbała o to, żeby było idealnie, chociaż nie spodziewała się nawet, że aż tak się w to zaangażuje. Miała gest, to fakt. Sprowadziła suknię od najwspanialszych projektantów, wyglądała w niej cudownie. Zakręciła się jeszcze przed lustrem, aby zobaczyć, jak suknia pięknie wiruje. Była niesamowita, na pewno nikt jeszcze nie widział takiej pięknej sukni ślubnej. Cameron będzie pod wrażeniem, ale nie tylko on, wszyscy będą zachwyceni, chociaż to na opinii Pana Młodego zależało jej najbardziej. Nie mogła się doczekać, aż ją zobaczy. Nie przeszkadzało jej nawet to, że suknia kuła ją tu i ówdzie, było to warte tego, jak pięknie się prezentowała.
- Dobrze mamo, zrób to szybko. - Nachyliła się, aby chociaż trochę pomóc Elizabeth w tej czynności. Wiedziała, że nie jest ona specjalnie delikatna, a wolałaby uniknąć wyrywania włosów. Szczególnie, że fryzura była już gotowa, jeszcze chwila i będą mogły zejść na dół. Moment, krótki moment, a stanie się panią Lupin. Marzenie się spełni i będą żyli długo i szczęśliwie. Co za cudowny dzień!
Uśmiech promieniał na jej twarzy, nie schodził z niej nawet na sekundę, czekała na ten dzień od dawna.
Zaśmiała się słysząc słowa matki, dołączyła do niej wesołym tonem - Camiś, jeszcze chwila i mnie zobaczysz, nie możesz się niecierpliwić! - Nie, żeby wierzyła w te przesądy, ale lepiej nie kusić losu.
Głos, który doszedł do nich zza drzwi nie należał jednak do Lupina. Nie spodziewała się, że sam Albus Dumbeldore przyjdzie do niej z prezentem, to był prawdziwy zaszczyt, wprawdzie go zaprosili, ale rzadko kiedy opuszczał mury Hogwartu.
Matka skończyła wpinać jej welon, mogła więc podejść do drzwi, żeby mu je otworzyć. - Już otwieram. - Powiedziała nim nacisnęła klamkę.