Od dziecka? Uniosłam wysoko brwi. Czyżby był jednym z tych dzieciaków, które bardzo wyraźnie manifestowały swoje magiczne zdolności? Rozmowa o teleportacji była interesująca, ale nie tylko ona. Potańcówka ledwo się zaczęła, a my poruszyliśmy już tyle tematów!
Opowiedziałam Samowi o tym, że Durmstrang był trochę jak szkoła wojskowa. Nauczyciele mieli ambicje większe od uczniów i chcieli z każdego zrobić Supermana (tu pokrótce wyjaśniłam, kim jest ta postać). Wspomniałam o zajęciach fizycznych, które lubiłam, ale jednocześnie były niesamowicie wymagające nawet dla dziewczyny ze wsi.
Krótko rozmawialiśmy też o zaklęciach na iluzje, ale żadne z nas nie miało specjalnie w tym doświadczenia, więc wątek szybko umarł. Szczególnie, że skupiliśmy się na niedźwiedziu. To znaczy jedzeniu.
— Może jednak lepiej serwować tego typu efekty specjalne, niż te po normalnym alkoholu... — wyznałam. Gdyby każdego pijaczynę ze wsi miało zmieść w kosmos, sama dolewałabym im tych magicznych eliksirów do butelki. — Oh, nie, wolę nie... Trochę się boję — uśmiechnęłam się niezręcznie. Nie chciałam skończyć jak latający czarodziej. A kto wie, co jeszcze miał barman w rękawie.
Oglądałam występ muzyczny, gdy Sam wspomniał coś o tańcu. Mój mózg musiał przetworzyć jego słowa ponownie i jeszcze raz. Czy on właśnie zaprosił mnie do tańca? Burak produkował się na mojej twarzy, a ręka panicznie chwyciła pierwszy lepszy kieliszek.
— Słucham? Mógłbyś powtórzyć? — Spytałam po sążnym łyku i pochyliłam się lekko w jego stronę, jak gdybym faktycznie nie usłyszała go poprawnie. Teraz powinnam pewnie szybko zmienić temat... Na pewno źle usłyszałam. Niemożliwe, żeby zaprosił mnie do tańca do TAKIEGO utworu. Któż w ogóle zapodaje wolne utwory na początek potańcówki!?
!magicznydrink