01.12.2022, 21:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2022, 21:10 przez Elliott Malfoy.)
Nie mógł powstrzymać myśli, że to, co przez siostrę przemawia to podżegana młodzieńczym narwaniem złość. Miał ochotę powiedzieć coś na ten temat, być może wytknąć Eunice, ze nie zachowuje się zbyt dojrzale i nie patrzy na większy obrazek w tej sytuacji, ale ostatecznie uznał, że lepszą opcją będzie nie powiedzieć nic, a i tak zrobić to, co uważa się za słuszne. Słuchał jej dłuższa chwilę pozwalając sobie na analizę całej sytuacji w głowie, na to, aby przyjemny, wiosenny wiatr przesuwał mu swe nurty pomiędzy blond włosami, tak bardzo przypominając w swojej płynności biegnącą obok rzekę. Odetchnął w duchu pozwalając, aby okruchy emocji, które z siebie wykrzesał, aby pokazać jak bardzo obudzony był zachowaniem starszej Pani Black, opadły i zrównały się z ziemią znikając, ginąc w letargu umysłowego odpoczynku, za który miała służyć ta przejażdżka zanim przemieniła się w gorzkie żale młodej kobiety.
- Czas nie jest czymś, co masz po swojej stronie jeżeli chcesz być osoba dyktującą warunki, przynajmniej nie w tej sytuacji - odparł jedynie, ale nie miał zamiaru brnąć w to, co dokładnie miał na myśli. Chłodne spojrzenie niebieski oczu spotkało to siostrzane, wciąż rozjuszone złością i poczuciem niesprawiedliwości. Rozumiał to, sam był szargany przez podobne uczucia w swojej młodości, ale kolejne lata życia nauczyły go pewnego wyrachowania, którego siostrze, definitywnie, jeszcze brakowało. Wszystko przychodzi z czasem, pomyślał i normalnie dałby Eunice popełniać swoje własne błędy, gdyby nie fakt, że swoją osobą reprezentowała również nazwisko jakie sam nosił, zwłaszcza w sytuacjach angażujących inne rodziny i relacje z nimi.
- Różnica jest bardzo duża i kluczowa. Daphne nie ma na nazwisko Malfoy, a ojciec jakimkolwiek tyranem by nie był, wciąż jest twoim ojcem. - przymrużył odrobinę oczy, nie wyglądał na zadowolonego z tego w jaki sposób Eunice wypowiadała się o Fortinbrasie, ale nie dlatego że mężczyźnie się to nie należało. W całym tym scenariuszu młodsza siostra wydawała się zapominać, że to rodzina będzie jej wsparciem, jeżeli teściowa posunie się do kolejnych, nieprzyjemnych kroków. Przynajmniej takie Elliott miał odczucia, gdy bez zawahania wydawała swoje osądy, prostolinijnie ciosała złością, pozwalając, aby ta wylewała się z niej, skoro już przyszła na to okazja. Postanowił jednak większość tych myśli zatrzymać dla siebie, bo zdawał sobie sprawę, że młodość rządzi się swoimi własnymi zasadami i im człowiek ma mniej lat tym mocniej odczuwa wyrządzane mu krzywdy, bo jeszcze nie przywykł, że życie jest nimi, poniekąd wyłożone, więc zamiast je rozdmuchiwać należy je po prostu zdeptać w zarodku.
- Przemyśl. - podsumował jedynie, kładąc nacisk na to słowo, bo uważał, że powinna nad tym podumać nieco dłużej niż wyda kolejne osądy - Powinniśmy wracać, jesteśmy dość daleko, sama droga powrotna trochę zajmie. - napomknął, jednocześnie wykonując ruch, dzięki któremu koń miał zawrócić.
- Czas nie jest czymś, co masz po swojej stronie jeżeli chcesz być osoba dyktującą warunki, przynajmniej nie w tej sytuacji - odparł jedynie, ale nie miał zamiaru brnąć w to, co dokładnie miał na myśli. Chłodne spojrzenie niebieski oczu spotkało to siostrzane, wciąż rozjuszone złością i poczuciem niesprawiedliwości. Rozumiał to, sam był szargany przez podobne uczucia w swojej młodości, ale kolejne lata życia nauczyły go pewnego wyrachowania, którego siostrze, definitywnie, jeszcze brakowało. Wszystko przychodzi z czasem, pomyślał i normalnie dałby Eunice popełniać swoje własne błędy, gdyby nie fakt, że swoją osobą reprezentowała również nazwisko jakie sam nosił, zwłaszcza w sytuacjach angażujących inne rodziny i relacje z nimi.
- Różnica jest bardzo duża i kluczowa. Daphne nie ma na nazwisko Malfoy, a ojciec jakimkolwiek tyranem by nie był, wciąż jest twoim ojcem. - przymrużył odrobinę oczy, nie wyglądał na zadowolonego z tego w jaki sposób Eunice wypowiadała się o Fortinbrasie, ale nie dlatego że mężczyźnie się to nie należało. W całym tym scenariuszu młodsza siostra wydawała się zapominać, że to rodzina będzie jej wsparciem, jeżeli teściowa posunie się do kolejnych, nieprzyjemnych kroków. Przynajmniej takie Elliott miał odczucia, gdy bez zawahania wydawała swoje osądy, prostolinijnie ciosała złością, pozwalając, aby ta wylewała się z niej, skoro już przyszła na to okazja. Postanowił jednak większość tych myśli zatrzymać dla siebie, bo zdawał sobie sprawę, że młodość rządzi się swoimi własnymi zasadami i im człowiek ma mniej lat tym mocniej odczuwa wyrządzane mu krzywdy, bo jeszcze nie przywykł, że życie jest nimi, poniekąd wyłożone, więc zamiast je rozdmuchiwać należy je po prostu zdeptać w zarodku.
- Przemyśl. - podsumował jedynie, kładąc nacisk na to słowo, bo uważał, że powinna nad tym podumać nieco dłużej niż wyda kolejne osądy - Powinniśmy wracać, jesteśmy dość daleko, sama droga powrotna trochę zajmie. - napomknął, jednocześnie wykonując ruch, dzięki któremu koń miał zawrócić.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦