19.02.2024, 22:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2024, 22:35 przez Samuel McGonagall.)
W byciu animagiem chyba najbardziej było zaskakujące to, jak łatwo przychodziło zapomnieć ludziom, że to futro, które głaskali, to był tak naprawdę dorosły facet. A może nie zapominali? Chyba najbardziej zaskoczonym w tej całej akcji z przemianą w niedźwiedzia był sam zainteresowany, który odkrył, że tym razem szczęśliwie nikt nie zemdlał, a kilka osób skorzystało, że mogą podrapać misia za uszkiem i nadal mieć rękę.
Jego niedźwiedzi umysł przytulał go o tyle przyjemnym stanem, że ścinał mu górkę tych ludzkich Bardzo Skomplikowanych Emocji. Oczywiście jako animag był samoświadomy, ale biologia robiła swoje. Nie było bezpośredniego zagrożenia dla niedźwiedzia, dawne miłości chcące zamknąć go w klatce, świeże niezidentyfikowane, niedodefiniowane znajomości odchodzące gdzieś z tym przybłędą jakby się umówili, mężczyzna, który dobrze się kojarzył i och, jakby tak zamknąć oczy i pomyśleć, że to kto inny chwali i mówi, że Samuel sobie świetnie radzi... Tęsknoty, potrzeby, osamotnienie...
Samuel był głodny. Miał ochotę na miód. Deskę, na której będzie mnóstwo serów, szynek i do tego miodek w odpowiednio szerokim słoiczku by zmieściła się łapa. Albo pieczyste oblane miodkiem. I trochę wosku, najlepiej jeszcze z pszczołami do pochrupania.
Pochylił łeb, nos przypadkiem wsadzając w złączenie szyi mężczyzny, którego obejmował (po niedźwiedziemu oczywiście). To była dobra, prosta relacja. Lubili się. To było miłe. I on dał mu kiedyś jedzenie. Lubił dostawać jedzenie. Chuchnął mu ciepłym powietrzem, i tyncnął zimnym, mokrym nosem, trochę brudząc kołnierz, ale przecież wszystko to z troski, w psim geście "czy wszystko ok?". A potem przysiadł na zad, zdając sobie sprawę, że bez zachęty nie zamierza się stąd ruszać, bo w sumie było mu miło tak tu siedzieć i marzyć o miodku. Było miło i prosto. Sapnął zadowolony z siebie.
Jego niedźwiedzi umysł przytulał go o tyle przyjemnym stanem, że ścinał mu górkę tych ludzkich Bardzo Skomplikowanych Emocji. Oczywiście jako animag był samoświadomy, ale biologia robiła swoje. Nie było bezpośredniego zagrożenia dla niedźwiedzia, dawne miłości chcące zamknąć go w klatce, świeże niezidentyfikowane, niedodefiniowane znajomości odchodzące gdzieś z tym przybłędą jakby się umówili, mężczyzna, który dobrze się kojarzył i och, jakby tak zamknąć oczy i pomyśleć, że to kto inny chwali i mówi, że Samuel sobie świetnie radzi... Tęsknoty, potrzeby, osamotnienie...
Samuel był głodny. Miał ochotę na miód. Deskę, na której będzie mnóstwo serów, szynek i do tego miodek w odpowiednio szerokim słoiczku by zmieściła się łapa. Albo pieczyste oblane miodkiem. I trochę wosku, najlepiej jeszcze z pszczołami do pochrupania.
Pochylił łeb, nos przypadkiem wsadzając w złączenie szyi mężczyzny, którego obejmował (po niedźwiedziemu oczywiście). To była dobra, prosta relacja. Lubili się. To było miłe. I on dał mu kiedyś jedzenie. Lubił dostawać jedzenie. Chuchnął mu ciepłym powietrzem, i tyncnął zimnym, mokrym nosem, trochę brudząc kołnierz, ale przecież wszystko to z troski, w psim geście "czy wszystko ok?". A potem przysiadł na zad, zdając sobie sprawę, że bez zachęty nie zamierza się stąd ruszać, bo w sumie było mu miło tak tu siedzieć i marzyć o miodku. Było miło i prosto. Sapnął zadowolony z siebie.