Nikt tutaj nie chciał nikogo straszyć. Tristan nie miał jak uprzedzić klienta, szukającego pomocy w wyborze książek dla dziewczynki, że zaraz mu pomoże i że jest na górze. Na całe szczęście, obyło się bez zawału klienta. Księgarnia być może była jedną z największych na ulicy Pokątnej, dlatego też jej wnętrze było duże, wysokie? Aby niektóre egzemplarze można było umieścić na górze, trzeba było skorzystać z drabiny. Co z tego, że można wspomóc sobie magią. Ward jset mugolakiem. Lubił robić czynności fizyczne. A im więcej ich w sklepie robił, tym mniej musiał martwić się udzielaniem pomocy klientom. Dzisiaj niestety wyszło inaczej.
Słysząc pytanie, jakoby był tutaj nietutejszy. Pierw spojrzał na klienta z zaskoczeniem, ale po chwili uśmiechnął lekko i pokręcił głową, że nie. Nie jest, nietutejszy. Choć ciężko było to okazać gestami. Zatem przeszedł do napisania zaoferowania pomocy ze swojej strony. Mężczyzna stojący obok, zrozumiał widocznie problem. Tristan nie miał mu za złe. Uśmiechnął się wdzięcznie za wyrozumiałość. I zapewniał, że nie musi przepraszać. Gestykulując dłońmi. Że nic się nie stało.
Zaprowadził klienta do regału z książkami dla dzieci. Wyszukał kilka interesujących egzemplarzy. Na pytanie o abraksana, Tristan spojrzał na obrazek i potwierdził. Tak. Dość popularne magiczne konie, były wykorzystywane na wielu ilustracjach. Nawet w bajkach dla dzieci. Ostatni egzemplarz, jaki Tristan pokazał klientowi, wywarł widocznie ogromne wrażenie.
Pracując w księgarni, pracownicy układający książki na półkach, wiedzieli gdzie co się znajduje. Dlatego wyszukiwanie im autorów czy tytułów, przychodziło łatwo. Również względem gatunków i preferowanego wieku, a także tematyki.
Książka z obrazkami. Te co podał jako pierwsze, miały treści z obrazkami. Tristan musiał się zastanowić, słuchając prośby klienta. Próbując w umyśle swoim odnotować, czy widział coś gdzieś takiego. Może on układał, albo ktoś go zastępujący. ”Spróbuję coś znaleźć.”
Napisał na nowej kartce swojego notesu i pokazał mężczyźnie. Musiałby mu dać trochę czasu, aby przejrzał jeszcze jeden regał.
Otrzymane książki, mężczyzna zapewnił, że je weźmie. Miło, że Tristanowi udawało się znajdować coś interesującego dla klientów, że nie potrafili się jednoznacznie określić i brali wszystko. Ward nie spodziewał się, że kolejna osoba chciałaby poznać go z imienia. Uścisnął dłoń mężczyzny i skinął głową, jakby chciał powiedzieć ”Bardzo mi miło”. Gdy puścił jego dłoń, swoje imię napisał na kartce notesu. ”Tristan”.
Żeby nie tracić czasu, bo może Hjalmar miał ograniczony, Ward podszedł do kolejnego regału z książkami dla dzieci. Bardziej dla najmłodszych, gdzie były z przewagą kolorowych obrazków niż treści. Szukał i szukał. Coś znalazł. Jakieś opowiadania z zapoznaniem o magicznych stworzeniach i ich nazwach, kto kogo spotkał i jak sobie pomagali. Było coś jeszcze o piątce rodzeństwa, dziewczynki, uczące się zawodów. Takie częściowo opowiadania edukacyjne. Była też jedna grubsza książka z samymi obrazkami i podpisanymi nazwami zwierząt. Najczęściej kupowana przez rodziców. Tristan nie był pewny, czy wspomniana przez Hjalmara Lisa, taką posiadała. Ale z tymi trzema wrócił do niego i zaprezentował.