01.12.2022, 22:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2022, 22:25 przez Elliott Malfoy.)
Dopiero po chwili uświadomił sobie, że ma przed oczyma kobietę, która na balu gryzła laskę Perseusa. No, może nie w takiej formie, w jakiej widział ją teraz za ladą, bo była mniejsza i obrośnięta futrem, ale moment, w którym zmieniła się znów w siebie z, bardzo urokliwego chociaż nieodpowiedniego na imprezy, bobra i jako kobieta już miała w zębach podporę Blacka miał zostać w głowie Malfoya na długo. Zamrugał pozwalając, aby na twarz wypłynął mu bardziej szczery uśmiech, Nora nie musiała wiedzieć, że spowodowane to było tak, zapewne, żenującym dla niej wspomnieniem. W końcu zwróciła się do niego uprzejmie, a atmosferze tego miejsca aż trudno było odmówić zapraszającej aury komfortu, którym opatulała każdego wchodzącego klienta.
Na kolejne słowa sprzedawczyni zdębiał, dosłownie. Jego zazwyczaj chłodne, niebieskie oczy pociemniały słysząc imię ojca wycelowane w swoim kierunku. Miał ochotę bardzo pretensjonalnie przełknąć ślinę, zamrugać, zmarszczyć brwi, ale nie zrobił nic z tych rzeczy. Przeszedł go zimny dreszcz, nieprzyjemny, przypominający, ze z każdym rokiem, patrząc w lustro widzi w sobie coraz więcej bezpośredniości i bezwzględności, którą od zawsze odznaczał się ojciec.
- Na Merlina - odparł tylko, a jego uśmiech zamiast skwaśnieć rozszerzył się jeszcze bardziej, zawtórował mu krótki, opanowany śmiech - Nie sądziłem, że jest ze mną tak źle, może powinienem zacząć używać lepszych maści na zmarszczki - dodał półgłosem, aby tylko Figg mogła go usłyszeć, bo przecież mężczyzna używający tego typu produktów? Powinien bać się bogów - Nie mam co prawda już dwudziestu lat, ale były Minister Magii to nie ja, to mój ojciec - wyprowadził ją z błędu po dozie 'żartu' jaki zaserwował na pierwsze danie w tej wypowiedzi - w gruncie rzeczy faktycznie niesamowicie dbał o swoją skórę, zwłaszcza tą na twarzy, często używał do tego nie tyle maści nawilżających, a po prostu takich z magicznymi właściwościami, które mogły sprawić, że wyglądał młodo dłużej niż biologicznie powinien, stąd faktycznie był zdziwiony pomyłką kobiety. Ojciec może nie był najstarszą osobą, ale definitywnie miał włosy przetykane siwizną, chociaż, czy w tak jasnym blondzie faktycznie można było to dostrzec?
- Możesz mówić mi Elliott. - przedstawił się, już bez nazwiska, zakładając, że 'przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi. Przeczesał włosy dłonią i poprawił marynarkę, jakby z dozą pewnej niepewności, czy faktycznie wygląda tak dobrze i młodo jak mu się wydaje. Nie miewał tego typu myśli, właściwie nigdy, te zaczęły się rok temu w sierpniu, w jego trzydzieste urodziny. Niby nie był to wcale sędziwy wiek, ale kończył dekadę pierwszych lat dorosłości, świadczył, że postawił krok w przyszłość, z którego nie może się wycofać.
- Dobrze jest mieć przyjaciół, którzy mogą podsunąć pod nos tak dobrze wyglądające słodycze - podsumował jedynie, wciąż w bardzo grzecznościowym tonie, prawiąc kobiecie komplement, a raczej jej kunsztowi oraz wypiekom. Zaraz też przysłuchał się temu, co miało być wyborem Longbottoma, nawet zanotował niektóre z propozycji w głowie ,aby potem wpisać je do notesu i w jego akta.
Czyli powinienem się nafaszerować cukrem, pomyślał sam do siebie, a właściwie to zdanie pojawiło się w jego głowie w tym samym momencie, w którym Nora stwierdziła, że Erik przepada za wszystkimi słodkościami. Bardzo szybko odgonił resztę, pobudzonych przez to jedno zdanie, myśli i skupił się na wypiekach, które patrzyły się na niego zza szyby.
- Poproszę w takim razie cztery. Tartę z malinami też. No i z 10 tych mniejszych bez. - ostatnie wskazał palcem, bo zorientował się, że było ich pare rodzajów. Nie chciał skończyć z dziesięcioma dużymi bezami, chociaż... może to wcale nie byłoby takie złe? Nie, Elliott, i tak wydałeś już 20 tysięcy galeonów tylko po to, aby sprawić sobie chwilową satysfakcję i wygrać licytację, której wygrywać nie potrzebowałeś, skarcił się w myślach, ale wyraz jego twarzy wciąż pozostawał przyjemnie grzecznościowy.
- Ah, jest też kawa? - zapytał, bardziej dla siebie.
Na kolejne słowa sprzedawczyni zdębiał, dosłownie. Jego zazwyczaj chłodne, niebieskie oczy pociemniały słysząc imię ojca wycelowane w swoim kierunku. Miał ochotę bardzo pretensjonalnie przełknąć ślinę, zamrugać, zmarszczyć brwi, ale nie zrobił nic z tych rzeczy. Przeszedł go zimny dreszcz, nieprzyjemny, przypominający, ze z każdym rokiem, patrząc w lustro widzi w sobie coraz więcej bezpośredniości i bezwzględności, którą od zawsze odznaczał się ojciec.
- Na Merlina - odparł tylko, a jego uśmiech zamiast skwaśnieć rozszerzył się jeszcze bardziej, zawtórował mu krótki, opanowany śmiech - Nie sądziłem, że jest ze mną tak źle, może powinienem zacząć używać lepszych maści na zmarszczki - dodał półgłosem, aby tylko Figg mogła go usłyszeć, bo przecież mężczyzna używający tego typu produktów? Powinien bać się bogów - Nie mam co prawda już dwudziestu lat, ale były Minister Magii to nie ja, to mój ojciec - wyprowadził ją z błędu po dozie 'żartu' jaki zaserwował na pierwsze danie w tej wypowiedzi - w gruncie rzeczy faktycznie niesamowicie dbał o swoją skórę, zwłaszcza tą na twarzy, często używał do tego nie tyle maści nawilżających, a po prostu takich z magicznymi właściwościami, które mogły sprawić, że wyglądał młodo dłużej niż biologicznie powinien, stąd faktycznie był zdziwiony pomyłką kobiety. Ojciec może nie był najstarszą osobą, ale definitywnie miał włosy przetykane siwizną, chociaż, czy w tak jasnym blondzie faktycznie można było to dostrzec?
- Możesz mówić mi Elliott. - przedstawił się, już bez nazwiska, zakładając, że 'przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi. Przeczesał włosy dłonią i poprawił marynarkę, jakby z dozą pewnej niepewności, czy faktycznie wygląda tak dobrze i młodo jak mu się wydaje. Nie miewał tego typu myśli, właściwie nigdy, te zaczęły się rok temu w sierpniu, w jego trzydzieste urodziny. Niby nie był to wcale sędziwy wiek, ale kończył dekadę pierwszych lat dorosłości, świadczył, że postawił krok w przyszłość, z którego nie może się wycofać.
- Dobrze jest mieć przyjaciół, którzy mogą podsunąć pod nos tak dobrze wyglądające słodycze - podsumował jedynie, wciąż w bardzo grzecznościowym tonie, prawiąc kobiecie komplement, a raczej jej kunsztowi oraz wypiekom. Zaraz też przysłuchał się temu, co miało być wyborem Longbottoma, nawet zanotował niektóre z propozycji w głowie ,aby potem wpisać je do notesu i w jego akta.
Czyli powinienem się nafaszerować cukrem, pomyślał sam do siebie, a właściwie to zdanie pojawiło się w jego głowie w tym samym momencie, w którym Nora stwierdziła, że Erik przepada za wszystkimi słodkościami. Bardzo szybko odgonił resztę, pobudzonych przez to jedno zdanie, myśli i skupił się na wypiekach, które patrzyły się na niego zza szyby.
- Poproszę w takim razie cztery. Tartę z malinami też. No i z 10 tych mniejszych bez. - ostatnie wskazał palcem, bo zorientował się, że było ich pare rodzajów. Nie chciał skończyć z dziesięcioma dużymi bezami, chociaż... może to wcale nie byłoby takie złe? Nie, Elliott, i tak wydałeś już 20 tysięcy galeonów tylko po to, aby sprawić sobie chwilową satysfakcję i wygrać licytację, której wygrywać nie potrzebowałeś, skarcił się w myślach, ale wyraz jego twarzy wciąż pozostawał przyjemnie grzecznościowy.
- Ah, jest też kawa? - zapytał, bardziej dla siebie.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦