Obrócił papierosa w palcach, jakby mu się przyglądał. Oparł go o prowizoryczną popielniczkę ze starej doniczki, w której coś uschło wieki temu, gdy nocny zefirek wywołał gęsią skórkę na spoconym ciele. Przeszedł do drzwi pokoju i podniósł czarny materiał, który Neil ściągnął z niego gdzieś na początku ich pieszczot i założył na ramiona. Nie było w tym wstydu nagości, a jedynie potrzeba zapewnienia sobie komfortu w mało sprzyjających warunkach domku ogrodnika. Oparł się biodrami o parapet, tyłem do świata na zewnątrz, tak że jego sylwetka zmieniła się czarny cień, poza migotliwą końcówką papierosa. Zaciągnął się, wypuścił dym i wtedy dopiero wrócił do myśli.
— Myślę o separacji życia. O tym, że kilkanaście metrów stąd jest moja rodzina i nie mogę tak naprawdę nikogo zaprosić do środka, jako partnera, nawet pomijając oczywiste kwestie. Myślę o tym, jak ty mnie widzisz, biorąc pod uwagę, że mugole starzeją się szybciej niż my. Czterdzieści trzy to jakoś... połowa życia, prawda? Gdybyśmy weszli do dworku... Pewnie nadal byś rozmawiał z kimś z mojej rodziny, szwagierką, braćmi, kimś z rodziny. Myślę też, że powinniśmy zainstalować ci w mieszkaniu połączenie proszkiem fiuu z kominkiem. W razie czego.
W porównaniu z ekstatycznymi doświadczeniami jeszcze sprzed chwili, gdy przyjemność i radość mieszały się razem w wybuchową mieszankę, myśli Morpheusa były bardzo uziemione w rzeczywistości. Możliwe, że to jasnowidzenie tak na niego wpływało. Czas nie istniał, sceny następowały po sobie, jak w filmie. Był tak bardzo obecny w momencie, tak rzadko mrugał, ale jednocześnie z bliskości przeszedł w rozmowę o umieszczaniu samego siebie w przestrzeni społeczeństwa i życia. O wojnie i bezpieczeństwie. O tym, że miarą czarowników, dożywających stu dwudziestu lat i więcej, dopiero zaczynał życie i jeśli nie zdecyduje się na zapuszczenie brody i długich włosów, nie zmieni się w komiksowego czarownika jeszcze przynajmniej drugie tyle lat, ile nosił na karku.
— W rzeczywistości, chociaż masz mniej środków, masz więcej wolności. Mógłbym kupić jakąś kamienicę, ale... To nie ma sensu. To jedno z najbezpieczniejszych miejsc na ziemi. Dlaczego miałbym je opuszczać?
Strzepnął popiół z papierosa o brzeg doniczki.
— Głównie jednak myślę o tym, że, nawet gdy miłość jest obecna, to nigdy nie jest dość, aby historia miała dobre zakończenie.