Tym, o czym mówiła, był właśnie jego zapach, mleczne nuty, herbaciane, które owijały się dookoła niego miodową lepkością, do której przylgnęła Loretta, w poszukiwaniu upragnionej ambrozji. Na co dzień nosił wodę kolońską o nutach dymu, skóry, pachniał pergaminem i przepowiedniami, ale gdy uciekał od określonych ram swojego życia, używał tych flakonów, których zawartość była ledwie uszczknięta. Wariacje na temat własnej tożsamości, by na chwilę zmieniać się w kogoś innego wszystkimi zmysłami. I ten zapach, na nadgarstku i przy szyi, tam, gdzie skóra jest najcieńsza, spotyka się z ciepłą żyłą krwi, sprawiając, że jest mocniejszy, ukrywał go, nawet gdy nie miał już na sobie ubrań. Stawał się olfaktorycznym woalem prawdy.
— Ach — wydał z siebie ciche westchnienie eureki. — To wymaga praktyki, ale nie jest takie trudne, zmienić swoją skórę. Zupełnie jak węże.
Morpheus nie wierzył w chrześcijańskie niebo. Idąc za wierzeniami w konotacji z jego imieniem, wyznawał tylko Hades, Tartar i Pola Elizejskie, które nie miały moralnego kodeksu; to bogowie delegowali dusze, a znacząca większość kończyła w szarości Limba, gdzie rzeka Lete obmywała oczy ze wspomnień i zmieniała osoby w cienie, aż te całkowicie zanikały, asymilując się z szarym krajobrazem. Ci, którzy obrazili bogów, byli skazywani na Tartar, a ci, których bogowie sobie upodobali, dostępowali kwiecistych łak. Istniała też czwarta kategoria, ci ukochani tak bardzo, jak książę Hiacynt ze Sparty, że po śmierci, doznali możliwości skosztowania ambrozji, która wyniosła ich na Olimp.
W wielu wierzeniach imiona mają moc, w wierzeniach Celtów znajomość prawdziwego miana nadaje władzę nad jego nosicielem, lecz w niektórych częściach Grecji wierzono, że powtarzanie imion daje moc ich właścicielom. Dlatego Morpheus zamierzał upewnić się, że Loretta je zna, by mogła je powtarzać tego wieczoru wielokrotnie.
— Morpheus, mam na imię Morpheus, panno Lestrange.
I znów ruch. Skłonił się jej z szelmowskim uśmiechem, ze spojrzeniem, które miało kruszyć imperia, dedykowanym tylko jej, ukrytym pod wachlarzem nieprzyzwoicie długich rzęs. Ze swobodą króla świata, wyciągnął jednego papierosa, wsadził go między swoje wargi i bez zapalania go, udał się do wyjścia.