20.02.2024, 15:15 ✶
Jej twarz miała naprawdę brzydki pogardliwy grymas, na wzmianki o dowodach. Dla niej wystarczającym dowodem było słowo tym, którym ufała ponad wszystko. Tym, którzy byli mądrzejsi od niej, cisnęli awanse, ale też wielokrotnie pokazywali jej, że są kurewsko sprawiedliwi i nigdyby nie dali oskarżenia na kogoś, gdzie wątpiliby, żę był winny.
Mills nigdy nie była osobą praworządną, chyba że trzeba było wypełnić odpowiednie testy i broszury, żeby dostać się do Brygady Uderzeniowej. Miała kompletnie inne priorytety w swoim życiu i jej latarnią wskazującą właściwy kierunek impetu, miejsca, w którym miała się pojawić i jebnąć (choć umówmy się, ofensywa nigdy nie była jej mocna stroną, ale dobrze, no chociaż tak metaforycznie jebnąć, już nie przyznawajmy głośno, że jej umiejętności doskonale sprawdzały się jako support dla całej ekipy, a obrażeń z tego wychodziło niewiele). Bezradność prawodastwa, zakute głowy... ach ileż to słuchała narzekać Alastora na opieszałość "góry", na to że czasem oni kogoś łapali, a potem odpowiednio pociągnięte sznurki, odpowiednio wysokie kaucje sprawiały, że wielka opowieść o bohaterstwie stawała się cyniczną zabawą w policjantów i złodziei. Niekończące się koło.
– No kurwa, jasne, że chce. – odpowiedź może przyszła zbyt łatwo. Dziewczyna była naburmuszona, roziskrzona, chciała działać już teraz natychmiast. Zniknęły resztki bezsennej nocy, pod alabastrową skórą kotłowała się burza, pioruny, które potrzebują tylko punktu i nie ważne jakim zygzakiem, ale dolecą do niego i spopielą to co znajdą na końcu.
– Ale... – cień zawahania pojawił się w złocistych Nie obawiała się, że Brenna Wielka Pani Detektyw O Szlachetnym Sercu doniesie na nią, jeśli to był jakiś test. Najwyżej wyłga się, że to były żarty, że ona testowała testującą czy coś. Nie to było problemem.– Nie wiem, co Alik na to... Wiesz, on... on lubi jak wszystko idzie z literą prawa – to była też kwestia tego, że zaufanie między nimi było najdrogocenniejszą rzeczą którą posiadała i nie zamierzała jej nigdy stracić. Choćby świat miał się zawalić, nie wyobrażała sobie świata w którym nie mogłaby polegać na swoim bracie. Nie wyobrażała sobie świata w którym jakimiś decyzjami mogłaby zachwiać jego pewnością w niej. – Musiałabym... nie wiem... nie chcę robić nic, o czym by nie wiedział
Mills nigdy nie była osobą praworządną, chyba że trzeba było wypełnić odpowiednie testy i broszury, żeby dostać się do Brygady Uderzeniowej. Miała kompletnie inne priorytety w swoim życiu i jej latarnią wskazującą właściwy kierunek impetu, miejsca, w którym miała się pojawić i jebnąć (choć umówmy się, ofensywa nigdy nie była jej mocna stroną, ale dobrze, no chociaż tak metaforycznie jebnąć, już nie przyznawajmy głośno, że jej umiejętności doskonale sprawdzały się jako support dla całej ekipy, a obrażeń z tego wychodziło niewiele). Bezradność prawodastwa, zakute głowy... ach ileż to słuchała narzekać Alastora na opieszałość "góry", na to że czasem oni kogoś łapali, a potem odpowiednio pociągnięte sznurki, odpowiednio wysokie kaucje sprawiały, że wielka opowieść o bohaterstwie stawała się cyniczną zabawą w policjantów i złodziei. Niekończące się koło.
– No kurwa, jasne, że chce. – odpowiedź może przyszła zbyt łatwo. Dziewczyna była naburmuszona, roziskrzona, chciała działać już teraz natychmiast. Zniknęły resztki bezsennej nocy, pod alabastrową skórą kotłowała się burza, pioruny, które potrzebują tylko punktu i nie ważne jakim zygzakiem, ale dolecą do niego i spopielą to co znajdą na końcu.
– Ale... – cień zawahania pojawił się w złocistych Nie obawiała się, że Brenna Wielka Pani Detektyw O Szlachetnym Sercu doniesie na nią, jeśli to był jakiś test. Najwyżej wyłga się, że to były żarty, że ona testowała testującą czy coś. Nie to było problemem.– Nie wiem, co Alik na to... Wiesz, on... on lubi jak wszystko idzie z literą prawa – to była też kwestia tego, że zaufanie między nimi było najdrogocenniejszą rzeczą którą posiadała i nie zamierzała jej nigdy stracić. Choćby świat miał się zawalić, nie wyobrażała sobie świata w którym nie mogłaby polegać na swoim bracie. Nie wyobrażała sobie świata w którym jakimiś decyzjami mogłaby zachwiać jego pewnością w niej. – Musiałabym... nie wiem... nie chcę robić nic, o czym by nie wiedział