20.02.2024, 15:36 ✶
Jeśli szło o Brennę, to można by się sprzeczać, czy jest osobą uczciwą, czy wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś potrzebował pomocy, robiła co mogła, aby tej pomocy udzielić. Zaryzykowałaby życie, aby kogoś uratować i miała bardzo mocno zakorzenione poczucie sprawiedliwości. Jednocześnie z czasem zaczęła rozumieć, że "prawo" i "sprawiedliwość" to czasem bardzo złe połączenie, bo to co zgodne z prawem nijak ma się do sprawiedliwości.
I można by się sprzeczać, że nie jej oceniać, co słuszne, a co nie, ale pod tym względem zdawać się na innych mogła nie podczas wojny.
Tyle że pozbycie się takiego kreta otwarcie zaprowadziłoby cię prosto do Azkabanu.
- Odpowiedziałaś mniej więcej równie szybko, co ja - powiedziała Brenna, a jej twarz rozświetlił uśmiech, szczery i tym razem całkiem wesoły, bo ta odpowiedź tak bardzo pasowała do Millie. Brenna obracała się w różnych środowiskach, znała i te doskonałe maniery góry czarodziejskiej śmietanki, i język pięści i przekleństw z Nokturnu, nijak więc się nie przejęła tą kurwą. Sama czasem kurwałaś. - Hej, myślisz, że przyszłabym do ciebie, gdyby to miała być tajemnica przed nim?
Musiałaby być bardzo naiwna. Albo bardzo słabo znać Moody. Brenna podejrzewała, że Alastor mógłby mieć tajemnice przed nią, ale jeżeli Millie jakieś miałaby przed nim, to pewnie wyłącznie, gdyby uznała, że ich zachowanie leży w jego najlepiej pojętym interesie.
– Ktoś ma z nim pogadać – stwierdziła, po czym zerknęła na zegarek. – Może nawet już to zrobił.
Znała Alastora, chociaż nie aż tak dobrze, jak Millie: dzieliła ich większa różnica wieku, pracowali w innych Biurach, dość długo był więc po prostu bratem przyjaciółmi i można było powiedzieć, że nici przyjaźni dopiero się kształtowały – podsycane pierwszymi kanapkami, podrzucanymi niekiedy na biurko Moody’ego. Jej by nie uwierzył, poza tym na pewno nie była dobrą osobą do rozmowy z nim. Ale był całkiem oczywistym wyborem, gdy chodziło o dokonanie rekrutacji.
– Może za słabo go znam, ale podejrzewam, że jak już przestanie wietrzyć podstęp, to się zgodzi.
I można by się sprzeczać, że nie jej oceniać, co słuszne, a co nie, ale pod tym względem zdawać się na innych mogła nie podczas wojny.
Tyle że pozbycie się takiego kreta otwarcie zaprowadziłoby cię prosto do Azkabanu.
- Odpowiedziałaś mniej więcej równie szybko, co ja - powiedziała Brenna, a jej twarz rozświetlił uśmiech, szczery i tym razem całkiem wesoły, bo ta odpowiedź tak bardzo pasowała do Millie. Brenna obracała się w różnych środowiskach, znała i te doskonałe maniery góry czarodziejskiej śmietanki, i język pięści i przekleństw z Nokturnu, nijak więc się nie przejęła tą kurwą. Sama czasem kurwałaś. - Hej, myślisz, że przyszłabym do ciebie, gdyby to miała być tajemnica przed nim?
Musiałaby być bardzo naiwna. Albo bardzo słabo znać Moody. Brenna podejrzewała, że Alastor mógłby mieć tajemnice przed nią, ale jeżeli Millie jakieś miałaby przed nim, to pewnie wyłącznie, gdyby uznała, że ich zachowanie leży w jego najlepiej pojętym interesie.
– Ktoś ma z nim pogadać – stwierdziła, po czym zerknęła na zegarek. – Może nawet już to zrobił.
Znała Alastora, chociaż nie aż tak dobrze, jak Millie: dzieliła ich większa różnica wieku, pracowali w innych Biurach, dość długo był więc po prostu bratem przyjaciółmi i można było powiedzieć, że nici przyjaźni dopiero się kształtowały – podsycane pierwszymi kanapkami, podrzucanymi niekiedy na biurko Moody’ego. Jej by nie uwierzył, poza tym na pewno nie była dobrą osobą do rozmowy z nim. Ale był całkiem oczywistym wyborem, gdy chodziło o dokonanie rekrutacji.
– Może za słabo go znam, ale podejrzewam, że jak już przestanie wietrzyć podstęp, to się zgodzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.