20.02.2024, 19:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2024, 00:17 przez Erik Longbottom.)
Przyjmuję drinka od Morfeusza, ale go nie wypija, bo ręka mi podryguje do góry.
Moje ciało wraca do normy, bo efekt zaklętego drinka dobiego końcowi.
Przyjmuję drinka od Perseusza i piję go w tym poście.
Oferuję drinka od Morfeusza dla Samuela.
Rozmawiam z Norą, Perseuszem, Samem i Victorią.
Podnoszę się z podłogi, wyswobadzając się na własną rękę z niedźwiedziego uścisku i zmierzam do toalet.
Wuj Morfeusz może i nie przejął się losem swego bratanka, aby go aktywnie wspomóc (a może to po prostu Samuel zareagował na tyle szybko, że wszystkich uprzedził), jednak dosyć prędko zrehabilitował się, gdy wręczył młodszemu Longbottomowi drinka prosto z baru. Świeżynka. Oby zadziałał inaczej niż poprzedni, pomyślał przelotnie, próbując powstrzymać dłoń ściskającą naczynie z napitkiem od ciągłego unoszenia się w górę.
— Zdrowie! — podniósł głos, starając się przystawić kolorowego drinka do swych ust podczas toastu.
To mu się niestety nie udało, bo ręka non stop leciała ku górze. Masakra. Powinien się nauczyć wolniej pić. Teraz miał za swoją. Ehh, świetny początek imprezy. Absolutnie cudowny. Dobrze, że chociaż misiek wywiązywał się ze swojego zadania i trzymał go blisko podłogi. Takich przyjaciół to dopiero było warto mieć! Oby jutrzejsze przyjęcie poszło lepiej, pomyślał, lamentując nad własnym pechem. Z dwojga złego wolałby już odwalić coś tutaj niż na ceremonii ślubnej lub weselu Perseusza. Nawet jeśli ten nie okazał się, póki co zbyt użyteczny.
— Nie, nie wybaczę — odparł naburmuszony do Blacka, ale przyjął jednak drinka w drugą dłoń.
Dopiero teraz efekt pierwszego napitku przestał działać. Erik momentalnie poczuł się cięższy, a jego ciało mimowolnie przestało wyrywać się ku niebiosom. Odstawił drinka od wuja na bok, a zamiast tego napił się najpierw tego, który przyniósł mu Perseusz. Wuja nie powinien być zły, prawda? I tak zniknął gdzieś ze swoim młodszym kolegą czy też asystentem. Asystentem, zaśmiał się bezgłośnie, dalej mimowolnie porównując ich w myślach do Vakela i Peregrinusa.
— Wiesz co, Noro? Szkoda,że ostatnim razem nie byłaś taka rozsądna — mruknął z przekąsem do Figg, bo akurat podczas nocnej popijawy w Warowni przydałby im się ktoś, kto w odpowiednim momencie zabrałby im butelkę i wylał zawartość do zlewu. — Uniknąłbym całej masy problemów.
Zamoczył ponownie usta w kolorowym napoju od Black i poklepał niedźwiedzia Samuela po łapie. To wilkołacza dusza wewnątrz Erika pozwalała mu tak szybko przekonać się do wielkiego zwierzęcia? A może brawura i przekonanie, że jako wilkołak, nawet w ludzkiej formie, mógłby spokojnie stanąć z nim w szranki? Oczywiście dochodziła do tego jeszcze kwestia animagów i wrodzonej ufności Erika. Sam nie dał mu powodu do tego, aby być wobec niego nieufnym, czemu teraz miałby nawet teoretyzować, że gość mógłby stanowić zagrożenie?
— Ja naprawdę wiem, że ładnie pachnę, Sammy — zażartował słabo, gdy niedźwiedź zaczął obwąchiwać jego szyje. Mimowolnie odchylił się lekko, czując mokry nos drażniący jego skórę i zahaczający o kołnierz koszuli. — Hej, masz! Chcesz trochę?
Odchylił się, aby chwycić drinka od Morfeusza w ręce i zaczął nim poruszać w powietrzu, jakby chciał zachęcić niedźwiedzia do następnej kolejki. Wtedy podeszła do nich także Victoria. Erik zmarszczył brwi. Czy to nie ona przed chwilą śpiewała na podium? Tak właśnie mu się wydawało, że słyszał znajomy głos.
— Owszem, wiedziała — rzucił, wydając poniekąd swoją siostrę na pożarcie wszystkich gości, którzy puścili mimo uszu informację na temat zaklętych napitków. — Sporo dopłaciła, żeby dodali do nich te wszystkie... dodatki.
Westchnął przeciągle i poruszył parę razy szyją, jakby się rozgrzewał, po czym... Wyswobodził się z uścisku Samuela. Uśmiechnął się do niedźwiedzia, z początku nie bardzo wiedząc, jak mu się to udało.
— Moi drodzy, bardzo miło się latało waszymi liniami, jednak Najdroższy Czarodziej Wielkiej Brytanii musi się odświeżyć — rzucił, odstawiając drinka na blat stołu i zmierzając w stronę toalet przeznaczonych do gości. Zaraz wróci. O ile się zatrzaśnie i nie zostanie tam na wieki wieków.
Moje ciało wraca do normy, bo efekt zaklętego drinka dobiego końcowi.
Przyjmuję drinka od Perseusza i piję go w tym poście.
Oferuję drinka od Morfeusza dla Samuela.
Rozmawiam z Norą, Perseuszem, Samem i Victorią.
Podnoszę się z podłogi, wyswobadzając się na własną rękę z niedźwiedziego uścisku i zmierzam do toalet.
Wuj Morfeusz może i nie przejął się losem swego bratanka, aby go aktywnie wspomóc (a może to po prostu Samuel zareagował na tyle szybko, że wszystkich uprzedził), jednak dosyć prędko zrehabilitował się, gdy wręczył młodszemu Longbottomowi drinka prosto z baru. Świeżynka. Oby zadziałał inaczej niż poprzedni, pomyślał przelotnie, próbując powstrzymać dłoń ściskającą naczynie z napitkiem od ciągłego unoszenia się w górę.
— Zdrowie! — podniósł głos, starając się przystawić kolorowego drinka do swych ust podczas toastu.
To mu się niestety nie udało, bo ręka non stop leciała ku górze. Masakra. Powinien się nauczyć wolniej pić. Teraz miał za swoją. Ehh, świetny początek imprezy. Absolutnie cudowny. Dobrze, że chociaż misiek wywiązywał się ze swojego zadania i trzymał go blisko podłogi. Takich przyjaciół to dopiero było warto mieć! Oby jutrzejsze przyjęcie poszło lepiej, pomyślał, lamentując nad własnym pechem. Z dwojga złego wolałby już odwalić coś tutaj niż na ceremonii ślubnej lub weselu Perseusza. Nawet jeśli ten nie okazał się, póki co zbyt użyteczny.
— Nie, nie wybaczę — odparł naburmuszony do Blacka, ale przyjął jednak drinka w drugą dłoń.
Dopiero teraz efekt pierwszego napitku przestał działać. Erik momentalnie poczuł się cięższy, a jego ciało mimowolnie przestało wyrywać się ku niebiosom. Odstawił drinka od wuja na bok, a zamiast tego napił się najpierw tego, który przyniósł mu Perseusz. Wuja nie powinien być zły, prawda? I tak zniknął gdzieś ze swoim młodszym kolegą czy też asystentem. Asystentem, zaśmiał się bezgłośnie, dalej mimowolnie porównując ich w myślach do Vakela i Peregrinusa.
— Wiesz co, Noro? Szkoda,że ostatnim razem nie byłaś taka rozsądna — mruknął z przekąsem do Figg, bo akurat podczas nocnej popijawy w Warowni przydałby im się ktoś, kto w odpowiednim momencie zabrałby im butelkę i wylał zawartość do zlewu. — Uniknąłbym całej masy problemów.
Zamoczył ponownie usta w kolorowym napoju od Black i poklepał niedźwiedzia Samuela po łapie. To wilkołacza dusza wewnątrz Erika pozwalała mu tak szybko przekonać się do wielkiego zwierzęcia? A może brawura i przekonanie, że jako wilkołak, nawet w ludzkiej formie, mógłby spokojnie stanąć z nim w szranki? Oczywiście dochodziła do tego jeszcze kwestia animagów i wrodzonej ufności Erika. Sam nie dał mu powodu do tego, aby być wobec niego nieufnym, czemu teraz miałby nawet teoretyzować, że gość mógłby stanowić zagrożenie?
— Ja naprawdę wiem, że ładnie pachnę, Sammy — zażartował słabo, gdy niedźwiedź zaczął obwąchiwać jego szyje. Mimowolnie odchylił się lekko, czując mokry nos drażniący jego skórę i zahaczający o kołnierz koszuli. — Hej, masz! Chcesz trochę?
Odchylił się, aby chwycić drinka od Morfeusza w ręce i zaczął nim poruszać w powietrzu, jakby chciał zachęcić niedźwiedzia do następnej kolejki. Wtedy podeszła do nich także Victoria. Erik zmarszczył brwi. Czy to nie ona przed chwilą śpiewała na podium? Tak właśnie mu się wydawało, że słyszał znajomy głos.
— Owszem, wiedziała — rzucił, wydając poniekąd swoją siostrę na pożarcie wszystkich gości, którzy puścili mimo uszu informację na temat zaklętych napitków. — Sporo dopłaciła, żeby dodali do nich te wszystkie... dodatki.
Westchnął przeciągle i poruszył parę razy szyją, jakby się rozgrzewał, po czym... Wyswobodził się z uścisku Samuela. Uśmiechnął się do niedźwiedzia, z początku nie bardzo wiedząc, jak mu się to udało.
— Moi drodzy, bardzo miło się latało waszymi liniami, jednak Najdroższy Czarodziej Wielkiej Brytanii musi się odświeżyć — rzucił, odstawiając drinka na blat stołu i zmierzając w stronę toalet przeznaczonych do gości. Zaraz wróci. O ile się zatrzaśnie i nie zostanie tam na wieki wieków.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞