20.02.2024, 20:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2024, 21:21 przez Samuel McGonagall.)
Niedźwiedź zamienił się z powrotem w człowieka. Sam wypił drinka, gratulował entuzjastycznie występu Victorii i porwał Norę na parkiet tańczyć.
Wsadził nos w szklankę, ale nos był za duży, szklanka za mała.
Mógł oczywiście zostać z ciałem ludzkim i przemienić swoją głowę tak, żeby rozmiar naczynia był kompatybilny. Wyglądałby tak, jakby zdjął sobie maskę zwierza na moment przerwy ale... cóż, zdolności chimery bywały intrygujące i nawet seksowne, jeśli zmieniało się mały detal. Błysk oka, pazury w ręce, może kilka piór, na pewno uszka kilku osobom zrobiłoby miło. Koci McGonagallowie z pewnością mieli cały wachlarz możliwości wykorzystywania tego do dobrego wyglądania. Ale tak naprawdę ta zdolność przerażała tych, którzy jej nie mieli. Wielkie cielsko i ludzka ręka. Albo odwrotnie, normalny człowiek i malutka ptasia główka. Abominacja.
Niedźwiedziowi nie pozostało więc zbyt wiele, nikt nie przytachał mu beczki miodu (a czuł w nosie, że gdzieś ten miodek jest ukryty). Trzeba było wrócić do pozycji właściwej, szczególnie że najwidoczniej Erik miał już dość jego troski, a Morpheus z fanem trupich szczurów poszedł gdzieś w swoją stronę. Ludzi było coraz mniej, nawet konfrontacja z Norą nie wydawała mu się taka trudna, skoro kobieta zdawała się być tak samo wyszczekana jak zawsze.
Podniósł zad, potem zaczął podnosić ręce, ale tylko po to, by z gracją powrócić na potańcówkę jako Książę Kniei w srebrzystym diademie.
Samuel powstrzymał potrzebę sprawdzenia, czy jego insygnia władzy cały czas dobrze leżą na głowie, zamiast tego wypił drinka, do którego wcześniej nie mógł się dostać. Po poprzednim czuł się przecież tak dobrze. A może też przeleją dodatek zwalczający grawitacje i będzie miał okazję sięgnąć gwiazdy na suficie?
Zdecydowanie nie tego się spodziewał. Zamiast sufitu, gwiazdy zatańczyły mu przed oczami, a muzyka, nagle każda nuta, każde uderzenie w bęben, każda szarpnięta struna basu... to wszystko weszło w jego ciało i poczuł wewnętrzny przymus by tańczyć. Piosenka śpiewana przez piękną nieznajomą wygasła niestety, ciało domagające się ruchu momentalnie sprawiło, że zrobił coś, czego by się bardzo zawstydził – mianowicie zaklaskał głośno krzycząc:
– Uhuuu brawo, brawo! Jeszcze jedna! Jeszcze jedna!
Energia rozsadzała go, zwilżył usta, oddychając ciężko. Palcem tupał w bucie, nieznana melodia wydawała mu się doskonale znana, musiał, potrzebował, chciał tańczyć.
Ale co to za taniec bez partnerki? Spojrzał na Norę i decyzja podjęła się sama.
– Zatańczysz? – nie czekając na odpowiedź, złapał ją za rękę i pociągnął na parkiet, by poddać się muzyce i woli magii tego miejsca.
!magicznydrink
Wsadził nos w szklankę, ale nos był za duży, szklanka za mała.
Mógł oczywiście zostać z ciałem ludzkim i przemienić swoją głowę tak, żeby rozmiar naczynia był kompatybilny. Wyglądałby tak, jakby zdjął sobie maskę zwierza na moment przerwy ale... cóż, zdolności chimery bywały intrygujące i nawet seksowne, jeśli zmieniało się mały detal. Błysk oka, pazury w ręce, może kilka piór, na pewno uszka kilku osobom zrobiłoby miło. Koci McGonagallowie z pewnością mieli cały wachlarz możliwości wykorzystywania tego do dobrego wyglądania. Ale tak naprawdę ta zdolność przerażała tych, którzy jej nie mieli. Wielkie cielsko i ludzka ręka. Albo odwrotnie, normalny człowiek i malutka ptasia główka. Abominacja.
Niedźwiedziowi nie pozostało więc zbyt wiele, nikt nie przytachał mu beczki miodu (a czuł w nosie, że gdzieś ten miodek jest ukryty). Trzeba było wrócić do pozycji właściwej, szczególnie że najwidoczniej Erik miał już dość jego troski, a Morpheus z fanem trupich szczurów poszedł gdzieś w swoją stronę. Ludzi było coraz mniej, nawet konfrontacja z Norą nie wydawała mu się taka trudna, skoro kobieta zdawała się być tak samo wyszczekana jak zawsze.
Podniósł zad, potem zaczął podnosić ręce, ale tylko po to, by z gracją powrócić na potańcówkę jako Książę Kniei w srebrzystym diademie.
Samuel powstrzymał potrzebę sprawdzenia, czy jego insygnia władzy cały czas dobrze leżą na głowie, zamiast tego wypił drinka, do którego wcześniej nie mógł się dostać. Po poprzednim czuł się przecież tak dobrze. A może też przeleją dodatek zwalczający grawitacje i będzie miał okazję sięgnąć gwiazdy na suficie?
Zdecydowanie nie tego się spodziewał. Zamiast sufitu, gwiazdy zatańczyły mu przed oczami, a muzyka, nagle każda nuta, każde uderzenie w bęben, każda szarpnięta struna basu... to wszystko weszło w jego ciało i poczuł wewnętrzny przymus by tańczyć. Piosenka śpiewana przez piękną nieznajomą wygasła niestety, ciało domagające się ruchu momentalnie sprawiło, że zrobił coś, czego by się bardzo zawstydził – mianowicie zaklaskał głośno krzycząc:
– Uhuuu brawo, brawo! Jeszcze jedna! Jeszcze jedna!
Energia rozsadzała go, zwilżył usta, oddychając ciężko. Palcem tupał w bucie, nieznana melodia wydawała mu się doskonale znana, musiał, potrzebował, chciał tańczyć.
Ale co to za taniec bez partnerki? Spojrzał na Norę i decyzja podjęła się sama.
– Zatańczysz? – nie czekając na odpowiedź, złapał ją za rękę i pociągnął na parkiet, by poddać się muzyce i woli magii tego miejsca.
!magicznydrink