Figury dymu biegły po suficie i uciekały przez okno.
— Kiedyś pracowałem z arabskim artefaktem i w jednym z fragmentów zostało użyte sformułowanie, którego nie da się przetłumaczyć jednym słowem. Mężczyzna, który był tłumaczył, przedstawił to, że to zwrot używany jak kochanie, ale dosłowne tłumaczenie to ten, który mnie pochowa. Bardzo mnie porusza to sformułowanie i bardzo rezonuje z tym, o czym mówisz. Zawsze ktoś musi odejść jako pierwszy.
Na prośbę Neila, zmiażdżył resztkę tytoniu i bibułkę w piasku doniczki oraz wysłał ostatni smoczy oddech przez okno, tak aby jak najmniej zostało go w płucach. Wiedział, że młodszy mężczyzna nie lubił, jak pali, ale nałóg nie wybierał czasu i godziny, tylko wymagał. Nakarmiony, usadowił się wygodnie na dnie płuc, ciągnąc się zapachem za Morpheusem, przyklejając się jako kolejna warstwa odzienia, którego nie ma. Wsunął się w pościel, przylegając skóra do skóry.
— Chciałem, żebyś był bezpieczny. Gdyby ktoś cię zaatakował. Wiesz, oprócz tamtego ataku, wtedy w barze, nigdy wojna nie była dla mnie realna, nie tak, jak jest teraz, kiedy pochowałem Derwina. Najpierw czułem się nietykalny, a później odcięty, a potem... potem rzeczywiście mnie nie było. A jesteś... Życie jest takie ulotne. — Morpheus błądził palcami po ciele Neila, ale w inny sposób, bliżej medycznej obdukcji, błądząc po kościach. Zupełnie jak ktoś w sklepie z antykami, luksusowym antykwariacie, kto zna wartość zgromadzonych przedmiotów i ogląda zastawę z poprzedniego wieku, analizuje rysy na emalii z dokładnością i zachwyca się perfekcją ręcznego wykonania. Dłonie czarodzieja znaczyły szlaki troski, wymalowanej też na zmarszczonym czole.
Cień przemknął po twarzy Moprheusa.
— Powiedz mi, dlaczego to nigdy nie może być w tym życiu? — Nagle jego spojrzenie zmatowiało, oddech zadrżał. Potrząsnął głową, jakby chciał wyrzucić myśl z głowy, bardzo gwałtownie i zmienił temat. — Cóż, mam nadzieję, że oczekiwanie było tego warte. I że jeszcze to powtórzymy.
Co prawda męskie orgazmy były bardzo łatwe do weryfikacji, ale poza tym istniał też poziom satysfakcji z samego aktu, bardziej psychiczny. Można po prostu zdjąć napięcie z lędźwi, ale nie o to chodziło przecież Morpheusowi.