20.02.2024, 22:23 ✶
Nie przygryzła warg, wahając się przed odpowiedzią. Była dobrym graczem, bardzo dobrze wiedziała, jak mowa ciała zdradza.
– No dobrze... – zaczęła mówić nieco wolniej, rozluźniając bardzo świadomie ciało, odchylając głowę w tył, w geście znanym powszechnie jako "ja pierdole ile tu jest teraz papierkowej roboty, komu mam obciągnąć, żeby zrobił to za mnie?", oddychając i dajac sobie czas.
Jedna rzecz, że Mildred działała jak piorun zdobiący rozlegle jej plecy. Działała zanim pomyślała (oczywiście później pięknie to racjonalizując i upiększając w raportach girlandami słów wyjaśniających, dlaczego takie działanie było najoptymalniejszym, najdoskonalszym i przede wszystkim najlogiczniejszym zachowaniem z jej strony. Oczywiście nie oznaczało to, że zamierzała cofnąć swoją deklarację. O nie! On po prostu pozwalała w końcu mózgowi przejąć ster.
Upiła kawę. Grała na czas, nie po to, by celowo marnować poranek Brennie. Jej głowa tego potrzebowała. Uziemić się. Sfajczyć kawałek ziemi, stopić kwarc, zrobić tego pieprzonego fulguryta. Odgarnęła włosy z czoła, ale jej cienkie leiste kłaki i tak wróciły tam gdzie były wcześniej.
– Z czym to się wiąże. Będą jakieś meetingi? Listy zadań? Dodatkowe naloty, poza terminarzem z BUma? Czego ode mnie oczekujesz? – to zabrzmiało oschle, niemal jak oskarżenie, ale tak brzmiała porządkująca sobie rzeczywistość Mills i Brenna wiedziała, że to nie jest wymierzone w nią i jej ofertę.
– No dobrze... – zaczęła mówić nieco wolniej, rozluźniając bardzo świadomie ciało, odchylając głowę w tył, w geście znanym powszechnie jako "ja pierdole ile tu jest teraz papierkowej roboty, komu mam obciągnąć, żeby zrobił to za mnie?", oddychając i dajac sobie czas.
Jedna rzecz, że Mildred działała jak piorun zdobiący rozlegle jej plecy. Działała zanim pomyślała (oczywiście później pięknie to racjonalizując i upiększając w raportach girlandami słów wyjaśniających, dlaczego takie działanie było najoptymalniejszym, najdoskonalszym i przede wszystkim najlogiczniejszym zachowaniem z jej strony. Oczywiście nie oznaczało to, że zamierzała cofnąć swoją deklarację. O nie! On po prostu pozwalała w końcu mózgowi przejąć ster.
Upiła kawę. Grała na czas, nie po to, by celowo marnować poranek Brennie. Jej głowa tego potrzebowała. Uziemić się. Sfajczyć kawałek ziemi, stopić kwarc, zrobić tego pieprzonego fulguryta. Odgarnęła włosy z czoła, ale jej cienkie leiste kłaki i tak wróciły tam gdzie były wcześniej.
– Z czym to się wiąże. Będą jakieś meetingi? Listy zadań? Dodatkowe naloty, poza terminarzem z BUma? Czego ode mnie oczekujesz? – to zabrzmiało oschle, niemal jak oskarżenie, ale tak brzmiała porządkująca sobie rzeczywistość Mills i Brenna wiedziała, że to nie jest wymierzone w nią i jej ofertę.