20.02.2024, 23:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2024, 15:28 przez Brenna Longbottom.)
Brenna naprawdę rzadko brała do siebie zachowania innych. Zranić ją było trudno i można było tego dokonać głównie wtedy, gdy kogoś naprawdę kochała, i ta osoba zachowała się podle. Nie obrażała się na uwagi, złośliwości ani drobne niegrzeczności, nie dbała nawet o to, gdy ktoś próbował robić jej pod górkę czy wyjątkowo jej nie lubił. Ani trochę nie przyjęła więc pytań czy zachowania Millie jako coś złego – zresztą, kiedy ktoś proponował ci dołączenie do nielegalnej, podziemnej organizacji, ruchu oporu, to pewne pytania były rzeczą naturalną.
Niestety, nie umiała odpowiedzieć na wszystkie. Wszak Voldemort dopiero ogłosił, że uwolni świat od szlam i odda go we władzę czarodziejów czystej krwi. Dumbledore ledwo zaprosił do swojego gabinetu Patricka Stewarda i zaczął powoli rozpuszczać wici, gromadząc wiernych sobie ludzi. A musieli działać ostrożnie.
– Wszystko dopiero się organizuje – powiedziała Brenna, upewniając się, że czar, który rzuciła, nie przestał działać. Rzuciła szybkie spojrzenie ku osobie, która weszła do pomieszczenia, ale to był tylko jakiś robotnik, który ruszył do lady, zamówić śniadanie. – Nasze zadanie… to krzyżować im plany tam, gdzie góra tego zrobić nie może albo nie chce. Zbierać informacje, obserwować, kto może być po tej drugiej stronie albo kto może stać się celem. Gromadzić zasoby, kontakty. Tak naprawdę… to mogę się pewnych rzeczy tylko domyślać. Ale gdybym miała zgadywać, ty, Mills możesz po prostu zostać poproszona na przykład o przetransportowanie gdzieś kogoś, kto musi szybko zniknąć, a nie umie się teleportować. O złożenie jakiegoś raportu w MM trochę później, bo nie chcemy, żeby wiadomość szybko dotarła do niepowołanych uszu. Pewnie prędzej czy później dojdzie też do walki, ale tutaj… to już wiele zależy od naszych szefów. A tym głównym jest dyrektor D – stwierdziła, zniżając nieco głos. To Dumbledore, najpotężniejszy czarodziej w Wielkiej Brytanii, a może i na świecie, ich wszystkich zwołał. Nazwiska jego prawej ręki Brenna wolała na razie nie zdradzać – to już zostanie ujawnione, kiedy Millie zostanie wciągnięta w pełnię struktur…
Niestety, nie umiała odpowiedzieć na wszystkie. Wszak Voldemort dopiero ogłosił, że uwolni świat od szlam i odda go we władzę czarodziejów czystej krwi. Dumbledore ledwo zaprosił do swojego gabinetu Patricka Stewarda i zaczął powoli rozpuszczać wici, gromadząc wiernych sobie ludzi. A musieli działać ostrożnie.
– Wszystko dopiero się organizuje – powiedziała Brenna, upewniając się, że czar, który rzuciła, nie przestał działać. Rzuciła szybkie spojrzenie ku osobie, która weszła do pomieszczenia, ale to był tylko jakiś robotnik, który ruszył do lady, zamówić śniadanie. – Nasze zadanie… to krzyżować im plany tam, gdzie góra tego zrobić nie może albo nie chce. Zbierać informacje, obserwować, kto może być po tej drugiej stronie albo kto może stać się celem. Gromadzić zasoby, kontakty. Tak naprawdę… to mogę się pewnych rzeczy tylko domyślać. Ale gdybym miała zgadywać, ty, Mills możesz po prostu zostać poproszona na przykład o przetransportowanie gdzieś kogoś, kto musi szybko zniknąć, a nie umie się teleportować. O złożenie jakiegoś raportu w MM trochę później, bo nie chcemy, żeby wiadomość szybko dotarła do niepowołanych uszu. Pewnie prędzej czy później dojdzie też do walki, ale tutaj… to już wiele zależy od naszych szefów. A tym głównym jest dyrektor D – stwierdziła, zniżając nieco głos. To Dumbledore, najpotężniejszy czarodziej w Wielkiej Brytanii, a może i na świecie, ich wszystkich zwołał. Nazwiska jego prawej ręki Brenna wolała na razie nie zdradzać – to już zostanie ujawnione, kiedy Millie zostanie wciągnięta w pełnię struktur…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.