Samuel bywał w wielu dziwnych miejscach. Plątał się tam, gdzie nie powinien. Miał do tego tendencje. W końcu nigdy nie wiesz, gdzie może czekać na ciebie niespodzianka, która może zmienić twoje życie. Ludzie wyrzucali rzeczy, które mogły jeszcze długo posłużyć. Czuł się, jak wybawca przedmiotów, których nikt nie chciał. Dawał im drugie życie, duszę. Grzebał w różnych śmietnikach, tych mugolskich (nikomu się nie przyznał, ale były to jego ulubione). Niemagiczni tworzyli bowiem naprawdę ciekawe urządzenia, które z odrobiną magii stawały się niesamowite. Miał do tego smykałkę, bardzo dobrze o tym wiedział. Mało kto potrafił wyszukać takie perełki. Czuł się, jak prawdziwy poszukiwacz skarbów. To nie tak, że nie marzył o wielkich podróżach, matka pisała mu o El Dorado, mieście ze złota. Jego kopalnią złota jednak okazały się być okoliczne śmietniki. Nie ma co, ambicja zdecydowanie nie była jego znakiem rozpoznawczym.
Jakoś tak się złożyło, że wybrał się dzisiaj na bazar. Można tu było kupić za grosze różne, ciekawe rzeczy. Chętnie korzystał z okazji i zaopatrywał swój magazyn. Kto wie, co i kiedy może mu się przydać. To, że te rzeczy powoli wysypywały się z warsztatu to zupełnie inna sprawa, powinien chyba wreszcie dobudować sobie jakiś magazyn, kiedyś to zrobi, na pewno. Na wszystko miał czas.
Tyle, że dzisiaj trafił na coś zupełnie innego. To były chyba jakieś dzieła sztuki, które wyglądały na wartościowe. Chętnie by je przytulił, rozsądek jednak podpowiadał mu, że takich rzeczy ludzie się raczej nie pozbywają, nie przypadkiem. Musiało w tym być coś głębszego. Chłop był z niego poczciwy to postanowił poinformować o swoim znalezisku Brygadę Uderzeniową, żeby nie było. Nie chciał przez swoje zapędy zbieracze trafić do pierdla.
Rolował w swojej prawej dłoni papierosa, kiedy rozmawiał z Longbottomem. Musiał czymś zająć dłonie, inaczej nie mógł się skupić. - Ta jest, panie władzo. - Coś tam zrobić, brzmiało zdecydowanie lepiej niż, jakby miał mu tłumaczyć, że przyszedł przeszukać okoliczne śmietniki. Zdecydowanie.
- Te obrazy i dziwną rzeźbę, nie wyglądają mi na takie, które ktoś chciałby wyrzucić. Wie pan, trochę śmieci w swoim życiu już widziałem, i tak se pomyślałem, że to nie to. - Próbował mu wytłumaczyć swój punkt widzenia, wcale nie było to takie proste, bo miał wrażenie, że Erik nie jest osobą, która może zrozumieć jego hobby jakim było grzebanie w śmieciach.
Sammy stał przed tymi obrazami i przyglądał im się uważnie. Nadal, mimo, że zapamiętał już każdy z nich, bo patrzył na nie ponad godzinę. Najbardziej spodobał mu się, o ile w jego przypadku w ogóle można mówić o tym, że coś mu się spodobało, bo za cholerę nie znał się na sztuce był ten z kobietą i mężczyzną, którzy mieli zakryte twarze i się całowali. Co za bezsens, na co im te szmaty na głowach? Artyści mieli dziwne pomysły, zdecydowanie.
Kiedy Erik zapytał go, co w tym widzi, wsadził sobie fajkę za ucho i podrapał się po jasnych włosach. Kurwa. Zaraz wszyscy będą wiedzieć, jakim ignorantem jest. - Nie będe ukrywał, że znam się na sztuce tyle co nic. - Niech ma świadomość, że ma doczynienia z idiotą, i tak jego rodzina pewnie miała go za debila, w końcu prowadzał się z Danielle, licząc na to, że faktycznie go polubi, pewnie im wspominała o tym, jaki jest naiwny i głupi. - Ten. - Wskazał palcem na obraz, który mu się najbardziej spodobał, a raczej po prostu zwrócił jego uwagę. - Nie wiem, wygląda jakby nie mówili sobie wszystkiego, mieli przed sobą tajemnice, czy coś, a i tak chcieli ze sobą być. Bez sensu. - O ile w ogóle to autor miał na myśli.