21.02.2024, 16:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2024, 16:24 przez Rodolphus Lestrange.)
Czy zauważył to kose, krzywe spojrzenie? Jeżeli tak, to nie zwrócił na nie większej uwagi i nie dał po sobie poznać, że je dostrzegł. Wiedział, że miał rację - Brenna mogła pozować na głupią przy innych, lecz on był w tej kwestii jej przeciwieństwem. Starał się nie mówić więcej, niż potrzeba, a gdy już coś mówił: to w większości z sensem. Inteligencja była nieocenioną bronią, podobnie jak udawana głupota. Po prostu oboje wybrali zupełnie inny sposób kreacji siebie samych w oczach innych.
Kiwnął tylko głową i wyciągnął różdżkę przed siebie. Rzucił zaklęcie rozpraszające na schody w chwili, gdy Brenna rzucała czar, który wytworzył jej mglistą kopię. Powietrze nad schodami zdawało się lekko falować, gdy Lestrange rozproszył pułapkę, którą nałożył na nią czarodziej. A być może czarnoksiężnik? Longbottom nie wspominała chyba, czy w grę tu wchodziła czarna magia... Chociaż jej nie wyczuwał to nie wykluczał opcji, że przeciwnik, z którym się mierzą, mógł być potężniejszy, niż na początku zakładali. Znaleźli się w miejscu bez jasnego wyjścia, po drugiej stronie, tam gdzie czas zdawał się płynąć inaczej.
- Biegnij - syknął, nie zwracając uwagi na to, że kobieta ledwo co uniknęła zaklęcia - jabłko rzucone przez Morpheusa na pewno skupiło na sobie uwagę mężczyzny (a być może kobiety? Nie można było zakładać, że to był mężczyzna - to byłoby seksistowskie), mieli więc te kilka sekund, o których wspominał. On sam zaraz po wypowiedzeniu swoich słów zerwał się z miejsca, nawet przez moment nie zakładając, że Brenna go nie posłucha. Miała przeć do przodu, nie było tu miejsca na wahanie się. Ona miota zaklęciami w czarodzieja i idzie do góry, on ustawia się za nią by móc w razie potrzeby wesprzeć ją odpowiednim czarem, a Morpheus stanowi trzeci filar i wsparcie, nacierając zza jego pleców. Jakakolwiek zmiana planu miałaby katastrofalne skutki.
rzut
Kiwnął tylko głową i wyciągnął różdżkę przed siebie. Rzucił zaklęcie rozpraszające na schody w chwili, gdy Brenna rzucała czar, który wytworzył jej mglistą kopię. Powietrze nad schodami zdawało się lekko falować, gdy Lestrange rozproszył pułapkę, którą nałożył na nią czarodziej. A być może czarnoksiężnik? Longbottom nie wspominała chyba, czy w grę tu wchodziła czarna magia... Chociaż jej nie wyczuwał to nie wykluczał opcji, że przeciwnik, z którym się mierzą, mógł być potężniejszy, niż na początku zakładali. Znaleźli się w miejscu bez jasnego wyjścia, po drugiej stronie, tam gdzie czas zdawał się płynąć inaczej.
- Biegnij - syknął, nie zwracając uwagi na to, że kobieta ledwo co uniknęła zaklęcia - jabłko rzucone przez Morpheusa na pewno skupiło na sobie uwagę mężczyzny (a być może kobiety? Nie można było zakładać, że to był mężczyzna - to byłoby seksistowskie), mieli więc te kilka sekund, o których wspominał. On sam zaraz po wypowiedzeniu swoich słów zerwał się z miejsca, nawet przez moment nie zakładając, że Brenna go nie posłucha. Miała przeć do przodu, nie było tu miejsca na wahanie się. Ona miota zaklęciami w czarodzieja i idzie do góry, on ustawia się za nią by móc w razie potrzeby wesprzeć ją odpowiednim czarem, a Morpheus stanowi trzeci filar i wsparcie, nacierając zza jego pleców. Jakakolwiek zmiana planu miałaby katastrofalne skutki.
rzut