Zamieszanie związane z gęsim predatorem było coraz większe. Heather przestała wyłapywać, co mówili jej przyjaciele. Klątwa, która postanowiła o sobie przypomnieć spowodowała, że Wood zaczęła panikować. Jeśli ktoś ich zobaczy... Wolała nie wiedzieć, jak się to skończyć. - Kurwa, oni mnie zamkną, zgniję w Azkabanie.- Zaczęła podnosić głos. - Nie będę mieć życia, a przecież jestem taka młoda, taka młoda.- Dziewczyna nie mogła się uspokoić, nadal jednak siedziała na gęsi, która chyba też nie była w najlepszym stanie.
- Co ja teraz zrobię, muszę uciec, bo jak mnie zamkną, to koniec, koooniec.- Czarne myśli wypełniały jej głowę, nie mogła się skupić na niczym innym. Wood czuła, że te ekscesy nie skończą się dobrze, jak nic wyjebią ją z roboty, a dopiero co ją zaczęła. Co właściwie powinna teraz zrobić? Może więcej nie pić, nie ćpać? Nie, przecież jest młoda, musi się wyszaleć, pewnie jutro zacznie się nad tym wszystkim zastanawiać poważnie. - Nikomu nic się nie stało, prawda?- Musiała się upewnić, że właśnie tak było, jak się jednak okazało nie miała szansy.
Wystarczyła krótka chwila, żeby Charles z Cameronem pod ramieniem ją złapali, i nagle wszystko zaczęło się kręcić. W tym momencie Heather przypomniała sobie, jak bardzo nienawidzi teleportacji. Nie bez powodu poruszała się zawsze tylko i wyłącznie na miotle.
Liczyła, że przeniosą się w bezpieczne miejsce, do domu, do jej pokoju, wielkiego łóżka, jak po każdym takim wyjściu. Tym razem coś jednak poszło nie tak. Rookwood najwyraźniej też nie do końca panował nad swoimi umiejętnościami po tym wszystkim, bo zamiast przetransportować ich w jakieś kameralne miejsce... Cóż, znaleźli się w miejscu pełnym ludzi, mugoli - czy mogło być jeszcze gorzej? Tak i za chwilę miała się o tym przekonać. Heather nie wylądowała na dwóch nogach, przewróciła się, a kiedy podniosła się na pasach, poczuła, że zbliża się ten moment, że też musiała tak okropnie znosić teleportacje.
1. rzygam na Charlesa
2. rzygam na Camerona
3. rzygam na ulicę