21.02.2024, 19:19 ✶
Wszystko wyglądało tak bardzo realnie.
Dobrze znane mu półki. Podłoga, po której chodził setki razy, przemierzając tę salę. Nawet napisy – gdyby się im przyjrzał – informujące, o kim traktują przepowiednie, byłyby znajome. Rozpoznałby niektóre imiona, miejsca, w których stały te przepowiednie, które szczególnie go zainteresowały. Szkło pod butami miało dokładnie taki dźwięk, jaki rozbrzmiewałby, gdyby Morpheus naprawdę po nim chodził.
Ból też zdawał się realny. Nie obudził go jednak.
I realna była ciemność.
Nikt nie odpowiedział na wyzwanie rzucone w mrok. Może dlatego, że ten mrok nie miał kształtu, jaki mógłby objawić profecie. Nie było tutaj ludzi ani demonów (czy takie w ogóle istniały?), nie było żadnych bogów, tylko podobno tajemnicza broń, która miała w sobie ciemność – ale której śladu nie dostrzegli w sali, która znajdowała się w sercu podziemi i do której zaprowadziły ich wszystkie tropy – groza bez imienia i dawno rzucone zaklęcia. Czary, które być może miały zagwarantować, że ta broń pozostanie ukryta i nie wpadnie w niepowołane ręce… a może że nie straci swojej mocy? Że będzie tutaj czekała aż kiedyś zostanie wykorzystana?
Zdawało się mu, że powietrze wokół niego staje się gęściejsze. Że ciemność owija się wokół niego.
Morpheus nie był pewien, co ma zrobić – ale mógł wiedzieć jedno: na pewno nie mógł po prostu stać, bo ta ciemność go pochłonie. Wiedział, że byli tutaj aby znaleźć jakąś broń i że znalazł się tutaj zapewne w ramach jakiegoś mechanizmu obronnego.
Musiał znaleźć albo sposób na to, aby się obudzić, albo broń, po którą przyszli.
A błysk szkła przypomniał mu butelki w chacie Charona i ostatnią wiadomość, jaką wieszcz nabazgrał na kawałku papieru tuż przed swoją śmierć.
Przejdź przez lustro.
A może tym, co powinien znaleźć, było właśnie zwierciadło.
Odpis do godzina 20, 25.02
Dobrze znane mu półki. Podłoga, po której chodził setki razy, przemierzając tę salę. Nawet napisy – gdyby się im przyjrzał – informujące, o kim traktują przepowiednie, byłyby znajome. Rozpoznałby niektóre imiona, miejsca, w których stały te przepowiednie, które szczególnie go zainteresowały. Szkło pod butami miało dokładnie taki dźwięk, jaki rozbrzmiewałby, gdyby Morpheus naprawdę po nim chodził.
Ból też zdawał się realny. Nie obudził go jednak.
I realna była ciemność.
Nikt nie odpowiedział na wyzwanie rzucone w mrok. Może dlatego, że ten mrok nie miał kształtu, jaki mógłby objawić profecie. Nie było tutaj ludzi ani demonów (czy takie w ogóle istniały?), nie było żadnych bogów, tylko podobno tajemnicza broń, która miała w sobie ciemność – ale której śladu nie dostrzegli w sali, która znajdowała się w sercu podziemi i do której zaprowadziły ich wszystkie tropy – groza bez imienia i dawno rzucone zaklęcia. Czary, które być może miały zagwarantować, że ta broń pozostanie ukryta i nie wpadnie w niepowołane ręce… a może że nie straci swojej mocy? Że będzie tutaj czekała aż kiedyś zostanie wykorzystana?
Zdawało się mu, że powietrze wokół niego staje się gęściejsze. Że ciemność owija się wokół niego.
Morpheus nie był pewien, co ma zrobić – ale mógł wiedzieć jedno: na pewno nie mógł po prostu stać, bo ta ciemność go pochłonie. Wiedział, że byli tutaj aby znaleźć jakąś broń i że znalazł się tutaj zapewne w ramach jakiegoś mechanizmu obronnego.
Musiał znaleźć albo sposób na to, aby się obudzić, albo broń, po którą przyszli.
A błysk szkła przypomniał mu butelki w chacie Charona i ostatnią wiadomość, jaką wieszcz nabazgrał na kawałku papieru tuż przed swoją śmierć.
Przejdź przez lustro.
A może tym, co powinien znaleźć, było właśnie zwierciadło.
Odpis do godzina 20, 25.02