- Szybko i bezboleśnie mamo, tak by było najlepiej. - Nie obchodziło ją nawet specjalnie, czy będzie on włożony prosto, czy krzywo, byleby był na miejscu i wreszcie mogła zejść na dół. Do gości, do Camerona, nie mogła się doczekać, aż wreszcie ją zobaczy. - Jakbyś nie zrobiła, to i tak będzie dobrze, myślę, że nikt nie będzie aż tak wpatrywał się w szczegóły. - Nawet jeśli, to co? To był jej dzień, niech no tylko ktoś się spróbuje przyczepić do nieidealnie upiętego welonu...
Powstrzymała się przed gwizdnięciem, kiedy otworzyła drzwi i zobaczyła w nich Dumbledore'a. Rzadko kiedy bywał taki elegancki. Najwyraźniej jednak z okazji jej ślubu postanowił się wystroić i on. Nadal nie mogła uwierzyć, że to już dzisiaj, jeszcze chwila i zostanie żoną. To było niesamowite uczucie.
Uśmiechnęła się do pana profesora Albusa, po czym przeniosła wzrok na matkę. - Mamo, miej, że litość. Na pewno nie zamierzam się spóźnić na swój własny ślub. - Wolała jej to uświadomić,bo Elizabeth chyba powątpiewała w to, że zdąży na czas.
- Proszę się rozgościć panie profesorze. - Zachęciła jeszcze mężczyznę, aby wszedł do środka, kiedy matka opuściła pomieszczenie. Nie miała pojęcia, co go do niej sprowadza chwilę przed ceremonią, ale zawsze był mile widziany.
Wood ruszyła za nim, ku tej toaletce, gdzie położył małe zawiniątko. Obserwowała go, kiedy otwierał pudełko. Mignęło jej niebieskie światło, był to jakiś kamień? Przesunęła się bliżej, żeby dokładniej się mu przyjrzeć.
Nim zdążyła zapytać o cokolwiek sam zaczął mówić. Spoglądała na niego z niedowierzaniem, że niby ten kamyczek, mały, niepozorny kamyk mógł uwięzić jej klątwę. Niemożliwe, jakim cudem? Czyżby wreszcie ktoś znalazł lekarstwo na jej największy problem. - Naprawdę? - Głos jej zadrżał, bo czekała na podobną informację od lat. - Czy może on zabrać moją klątwę? - Patrzyła na mężczyznę z szeroko otwartymi oczami, czyżby ten dzień naprawdę miał być najpiękniejszym dniem jej życia?