Szliśmy na parkiet wtopić się w tańczący tłum. To był wielki plus tej sytuacji. Wiele osób wirowało wokół nas — było na czym skupić wzrok. Lub na stopach. Nie musiałam się bać, że z powodu bliskości, jakieś podstępne światło naświetli szkła moich ciemnych okularów i przerażającym przypadkiem nasze spojrzenia się spotkają.
Dotyk na talii roztoczył nieznany dotąd dreszcz. Trudno określić doznanie to jako pozytywne lub negatywne, ale z pewnością wystarczająco intensywne, by moja rozogniona już twarz zapłonęła jeszcze intensywniej. Na szczęście pamiętałam, że i ja muszę coś zrobić ze swoją drugą dłonią. Położyłam ją ostrożnie na jego ramieniu.
Wolne tempo ułatwiło sprawę braku umiejętności tanecznych. Mogliśmy po prostu stąpać z miejsca na miejsce, jednocześnie powoli wydeptując na zaczarowanym stawie kanciate kółeczko.
Zagapiliśmy się, by dołączyć do oklasków i nieprzerwanie pląsaliśmy również do Beatlesów. Starałam się nie wsłuchiwać w słowa granych utworów. Jeszcze bardziej zagmatwałyby moje poplątane myśli. Czy Samuel naprawdę nie mógł zaprosić nikogo innego? Na pewno miał jakieś koleżanki w okolicy. Czy były gdzieś wokół nas? Nie zauważyłam, żeby z kimkolwiek się witał.
Rozglądałam się co jakiś czas, ale jednak łatwiej było spoglądać nieco w dół na stopy, udając, że to rzeczywiście dla mnie takie zajmujące. W rzeczywistości sam akt pląsania zanudziłby mnie, gdyby nie wszystkie wiążące się z tym okoliczności. Krótko mówiąc — byłam zbyt zestresowana, żeby się znudzić. W dodatku czułam w sobie niesamowite pokłady siły. Zapewne efekt stresu... A może tego dziwnego drinka?
I wtedy od patrzenie w iluzję na podłodze zakręciło mi się trochę w głowie. Straciłam równowagę. Próbowałam złapać się Sama mocniej, ale coś poszło bardzo nie tak. Zamiast zakotwiczyć mnie w miejscu, chłopak poleciał ze mną na podłogę, jak gdyby był tylko szmacianą kukłą. Z pewnością skończyłoby się to tragicznie, ale upadek złagodziły plecy tańczącej za mną osoby... Która pod wpływem uderzenia z moją podejrzanie wysoką siłą została w tym momencie co najmniej wybita z rytmu.