- Uważaj, Mari! - dało się słyszeć na chwilę przed tym, jak doszło do wypadku. Tegoż drobnego nieszczęścia. Interwencja, której próbowała się podjąć towarzysząca pannie Abott koleżanka, nie przyniosła jednak efektu. Dziewczyna wpadła prosto na Rodolphusa, który akurat wstawał od stolika i żegnał się z Robertem.
- Oh! - padło z jej strony.
Skupiła się na swojej sukience. Białej w niebieskie wzory. Ni to jakieś pnącza, liście, kwiaty. Ciężko byłoby to jednoznacznie określić. Stańmy więc na tym, że była to prosta kreacja do połowy kolan. Na krótki rękaw. Przewiązana w pasie prostym, bialym paskiem ze sprzączką z wygrawerowaną różą.
Róża mówiła wiele.
Czerwony płyn musiał wyrządzić szkody. I w tym konkretnym momencie, na środku restauracyjnej sali, za wiele nie dało się na to poradzić. Nie z miejsca. Nie natychmiast. Można było się lekko zirytować.
Można było swoją złość skierować w stronę tego, który winny był całemu zajściu.
- Zapłaci pan?! - w pierwszym momencie głos wydał się niemalże piskliwy. Blondynka weszła na wysokie tony. Zaraz jednak wrócił on do normy. Dla niektórych mógł być nawet przyjemny. - To Rosier, kosztowała mnie całe trzy ostatnie wypłaty. - wytknęła, przyjmując jednak materiałową chusteczkę, przy pomocy której starała się doprowadzić siebie do względnego porządku. Nieco zbyt energicznie. Nie była przy tym dość dokładna. Ani też odpowiednio ostrożna.
Towarzysząca jej dziewczyna podeszła bliżej, dając znać, żeby przestała.
Uspokoiła się.
- Spokojnie, Mari, doprowadzimy Ciebie do porządku. Musimy tylko przejść do toalety. Kilka minut i będzie wyglądała tak, jakbyś ją miała pierwszy raz na sobie. - te słowa padły ze strony brunetki. Tej samej, która chwilę temu próbowała ją ostrzec. Uratować przed tym wypadkiem. Niestety nieskutecznie.
Nie dała rady zareagować w porę.
- Myślisz? - zapytała, kompletnie ignorując przy tym uwagę Rodolphusa na temat białego wina. - To delikatny materiał. - na moment skupiła się na swojej towarzyszce. Wyglądała przy tym na nieco zniechęconą. Nieprzekonaną? Z pewnością niepewną. - Może być ciężko go odratować. - czy faktycznie? No cóż, to Marie będzie musiała dopiero sprawdzić. - Powinien był pan bardziej uważać. - dodała na samym końcu. Trochę tak cholera wie skąd to się wzięło. Z jednej osoby, zainteresowanie przeniosła na drugą. Kogoś musiała obwinić. A bądź co bądź, to Rodolphus był do niej tyłem. Nie sprawdził. Nie zauważył, że akurat przechodziła.
Miała więc pewne prawo mieć mu to za złe.