21.02.2024, 21:37 ✶
Dałem się namówić na piknik na leśnej polanie, bo brzmiało to niewinnie oraz nieinwazyjnie, na dodatek ruszało mnie z domu, a nie chciałem by wraz ze mną gniła w nim Kimi. Tak, nie chciałem jej ograniczać przez swoją przypadłość, a też może poczuć się bardziej, hmm, żywym, tylko że ten czar świetnego pomysłu prysł, kiedy zsiadłem z motoru i spojrzałem, cóż, w mrok. To zakrawało o nieźle mroczny żart, że przyjechaliśmy piknikować do lasu po zmroku. Jeszcze bardziej śmieszne było to, że Kimi jako żywy człowiek zabrała na piknik wampira do lasu po zmroku.
Przetarłem brodę swoją dłonią, jakby głęboko się nad czymś zastanawiając i właściwie wpatrując się w ten niebezpieczny obrazek przed nami. Majestatycznie. Sztuka sama w sobie. Jak z makabreski. Wyjęty.
- Zakładając, że przeżyjesz piknik w ciemnym lesie o północy, to... chyba faktycznie dobre piwo będzie dla ciebie odpowiednią nagrodą. Już nawet się poświęcę, z tobą tam pójdę. Do tego baru. Ale to żeby bronić innych przed twoim towarzystwem, Skamander - stwierdziłem, jednak ostatecznie się rozpogadzając i stukając ją lekko w bok, ale tak żeby jednak trochę się zakołysała na tych swoich kaczych nóżkach. Dokuczałem jej. Była urocza, a jak się burzyła to jeszcze bardziej.
Nie miałem zielonego pojęcia, co ona miała w tej swojej głowie, że nie bała się takich rzeczy. Wzięła i ruszyła w ciemny las roześmiana. Właściwie, to zadawałem sobie to pytanie za każdym możliwym razem, kiedy robiła coś właśnie tak niewyobrażalnego... I musiałem sobie po raz enty powtórzyć, że wcale nie byłem lepszy, bo jednak szedłem za nią w to bagno.
- Nie wiem, co mógłbym chcieć porobić w ciemnym lesie... Hmm... Możemy zapolować na jakąś smaczną ofiarę. Dla mnie, rzecz jasna. Może trafią nam się zagubieni wędrowcy o smaku lasu? Zapachu, właściwie. Albo, hmm, pograć w baseball konarami? - zapytałem, schylając się i biorąc jeden z kijów w rękę. Dosyć potężna gałąź. Jakbym tak zdzielił Kim w czerep... to pewnie by mi oddała dziesięciokrotnie.
Kultury mi zabrakło by ponieść jej torbę, ale przypomniałem sobie o niej, biorąc ją pod uwagę jako potencjalną piłkę. Albo mogliśmy ją po prostu wyczarować? Tylko że to byłoby zbyt proste.
- Mogliśmy wtedy dłużej zostać w Ameryce... Bill z Gregorym obiecali mi mecz baseballa, a teraz tak szybko nie postawię tam nogi - zauważyłem z lekkim żalem, nieco narzekałem. Wszelkie plany wakacyjne diabli wzięli i teraz pozostały mi pikniki w ciemnym lesie. Miałem ochotę obnażyć zęby i postraszyć nieco Kimi, ale obawiałem się, że tylko bym się nakręcił na krew. Tak się to mogło skończyć. - Na pewno dobrze idziemy? - zapytałem ją, bo sam osobiście nie wertowałem mapy. Może jeszcze trafi nam zabłądzić? Kiedyś musiał być ten pierwszy raz w towarzystwie Kim. Nie mogła być chodzącym kompasem. Czy mogła?
Przetarłem brodę swoją dłonią, jakby głęboko się nad czymś zastanawiając i właściwie wpatrując się w ten niebezpieczny obrazek przed nami. Majestatycznie. Sztuka sama w sobie. Jak z makabreski. Wyjęty.
- Zakładając, że przeżyjesz piknik w ciemnym lesie o północy, to... chyba faktycznie dobre piwo będzie dla ciebie odpowiednią nagrodą. Już nawet się poświęcę, z tobą tam pójdę. Do tego baru. Ale to żeby bronić innych przed twoim towarzystwem, Skamander - stwierdziłem, jednak ostatecznie się rozpogadzając i stukając ją lekko w bok, ale tak żeby jednak trochę się zakołysała na tych swoich kaczych nóżkach. Dokuczałem jej. Była urocza, a jak się burzyła to jeszcze bardziej.
Nie miałem zielonego pojęcia, co ona miała w tej swojej głowie, że nie bała się takich rzeczy. Wzięła i ruszyła w ciemny las roześmiana. Właściwie, to zadawałem sobie to pytanie za każdym możliwym razem, kiedy robiła coś właśnie tak niewyobrażalnego... I musiałem sobie po raz enty powtórzyć, że wcale nie byłem lepszy, bo jednak szedłem za nią w to bagno.
- Nie wiem, co mógłbym chcieć porobić w ciemnym lesie... Hmm... Możemy zapolować na jakąś smaczną ofiarę. Dla mnie, rzecz jasna. Może trafią nam się zagubieni wędrowcy o smaku lasu? Zapachu, właściwie. Albo, hmm, pograć w baseball konarami? - zapytałem, schylając się i biorąc jeden z kijów w rękę. Dosyć potężna gałąź. Jakbym tak zdzielił Kim w czerep... to pewnie by mi oddała dziesięciokrotnie.
Kultury mi zabrakło by ponieść jej torbę, ale przypomniałem sobie o niej, biorąc ją pod uwagę jako potencjalną piłkę. Albo mogliśmy ją po prostu wyczarować? Tylko że to byłoby zbyt proste.
- Mogliśmy wtedy dłużej zostać w Ameryce... Bill z Gregorym obiecali mi mecz baseballa, a teraz tak szybko nie postawię tam nogi - zauważyłem z lekkim żalem, nieco narzekałem. Wszelkie plany wakacyjne diabli wzięli i teraz pozostały mi pikniki w ciemnym lesie. Miałem ochotę obnażyć zęby i postraszyć nieco Kimi, ale obawiałem się, że tylko bym się nakręcił na krew. Tak się to mogło skończyć. - Na pewno dobrze idziemy? - zapytałem ją, bo sam osobiście nie wertowałem mapy. Może jeszcze trafi nam zabłądzić? Kiedyś musiał być ten pierwszy raz w towarzystwie Kim. Nie mogła być chodzącym kompasem. Czy mogła?