21.02.2024, 23:13 ✶
Cathal wspiął się na wyżyny swojego niemal nieistniejącego dżentelmeństwa oraz wyrozumiałości (zwykle nikłej, odrobinę większej wobec najbliższych przyjaciół i współpracowników, o ile akurat ich szanował), aby nijak nie skomentować nie tylko tego zwycięstwa, ale i naburmuszonej miny McGongall. Ugryzł się nawet we wnętrze policzka, żeby powstrzymać zdradziecki uśmieszek, który zaczął cisnąć się mu na wargi, gdy całe to przedstawienie zostało zakończone, nie musiał już się wygłupiać, a ona wyglądała na taką rozczarowaną.
Wcześniej trochę się o nią martwił, gdy została wrzucona w zupełnie nową dla siebie sytuację, ale teraz po prostu nie mógł oprzeć się odrobinie rozbawienia. Nie dziwiło go zresztą, że się przejęła – znał ją na tyle, by wiedzieć, jak strasznie nie lubiła przegrywać.
Pewnie gdyby wiedziała, że ujdzie jej to na sucho, transmutowałaby mu podłogę pod nogami.
- W porządku, w takim razie drinki – oświadczył z udawaną powagą, razem z nią ruszając do baru, by odebrać swojego darmowego drinka. Podsunął go Ginny, sam biorąc dla siebie i drugiego - możliwe, że ostatniego tego wieczora, bo nie chciał, aby zaczęło mu nadmiernie szumieć w głowie. Ale na tego zasłużył: ten pierwszy, który wypił, był na początek zabawy (i jak się okazało na znieczulenie), ten drugi nagrodą za przetrwanie tanecznego konkursu. Popijał alkohol, przez moment milcząc i dając kobiecie trochę czasu, aby ochłonęła.
– To co? – spytał, kiedy połowa drinka znikła, na parkiecie znowu zaczęło roić się od ludzi, światła ponownie szalały po całym pomieszczeniu, a gdzieś przy scenie w ramach jakiejś mugolskiej, chemicznej sztuczki, coś iskrzyło (co nie robiło na Cathalu wrażenia, wszak takie iskierki dało się wyczarować jednym machnięciem różdżki…). – Chcesz iść na parkiet, czy wolisz po prostu wyjść i przejść się po Londynie? – zapytał, bo mimo całego rozbawienia, jakie odczuł widząc, jak mocno dotknęła ją przegrana, nie chciał przecież, żeby tego wieczoru wróciła do obozu zła jak cały świat, z poczuciem straconego dnia.
Z głośników tymczasem płynęła kolejna piosenka:
What's that playin' on the radio?
Why do I start swayin' to and fro?
I have never heard that song before
But if I don't hear it anymore
Wcześniej trochę się o nią martwił, gdy została wrzucona w zupełnie nową dla siebie sytuację, ale teraz po prostu nie mógł oprzeć się odrobinie rozbawienia. Nie dziwiło go zresztą, że się przejęła – znał ją na tyle, by wiedzieć, jak strasznie nie lubiła przegrywać.
Pewnie gdyby wiedziała, że ujdzie jej to na sucho, transmutowałaby mu podłogę pod nogami.
- W porządku, w takim razie drinki – oświadczył z udawaną powagą, razem z nią ruszając do baru, by odebrać swojego darmowego drinka. Podsunął go Ginny, sam biorąc dla siebie i drugiego - możliwe, że ostatniego tego wieczora, bo nie chciał, aby zaczęło mu nadmiernie szumieć w głowie. Ale na tego zasłużył: ten pierwszy, który wypił, był na początek zabawy (i jak się okazało na znieczulenie), ten drugi nagrodą za przetrwanie tanecznego konkursu. Popijał alkohol, przez moment milcząc i dając kobiecie trochę czasu, aby ochłonęła.
– To co? – spytał, kiedy połowa drinka znikła, na parkiecie znowu zaczęło roić się od ludzi, światła ponownie szalały po całym pomieszczeniu, a gdzieś przy scenie w ramach jakiejś mugolskiej, chemicznej sztuczki, coś iskrzyło (co nie robiło na Cathalu wrażenia, wszak takie iskierki dało się wyczarować jednym machnięciem różdżki…). – Chcesz iść na parkiet, czy wolisz po prostu wyjść i przejść się po Londynie? – zapytał, bo mimo całego rozbawienia, jakie odczuł widząc, jak mocno dotknęła ją przegrana, nie chciał przecież, żeby tego wieczoru wróciła do obozu zła jak cały świat, z poczuciem straconego dnia.
Z głośników tymczasem płynęła kolejna piosenka:
What's that playin' on the radio?
Why do I start swayin' to and fro?
I have never heard that song before
But if I don't hear it anymore