22.02.2024, 01:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2024, 01:03 przez Neil Enfer.)
Neil rozmawia z Dorą, po czym ucieka do łazienki do Erika i Perseusa. Zatrzaskuję nas w kiblu.
Różnice były, ale człowiek to jednak dalej tylko człowiek. Te same emocje, te same motywacje i priorytety, te same pragnienia i ambicje, ten sam syf za uszami i poczucie wyższości, które chce się udowodnić na każdym kroku.
-Tak, dało, to zwykła transmutacja. Byłbym zły, gdybym musiał wszystkie notatki na nowo przepisywać.-pokręcił głową z uśmiechem. Tyle złości o nic tak naprawdę wtedy było. Zupełnie inaczej niż teraz, choć uraz do mężczyzny pozostał i niechęć, na której zmienianie niespecjalnie miał ochotę.
-Taa... On... Dba o ludzi dookoła. Szkoda, że o siebie tak nie dba. Czasami bierze na swoje ramiona duuużo za dużo.-przeciągnął słowo dla zaakcentowania jego mocy.
Rzucił w eter kolejne pytanie, niemalże dziecięce, ale lepsze było pytanie o zioła niż kolor, a też je miał na końcu języka. Kiwał głową na jej słowa, przyswajając informacje, powoli, bo powoli, ale jednak. Zioła lecznicze były dobrym wyborem. Pomagały, ale w odpowiedniej dawce mogły dawać zupełnie odwrotny skutek. Wszystko zależało od woli zielarza, to w jego rękach była cała władza. Mógłbym kogoś otruć... Mógłbym? Na bogów, uspokój się. Aż przeraził się na swoje myśli, szczególnie, że te były zdecydowanie za mocno nastawione na działanie wobec kobiety, jaka tańczyła z Morpheusem tam na parkiecie, tak wesoło wyglądała, śmiała się, jakby to ze swoim mężczyzną tańczyła, a nie z jego. Zaraz, Morpheus nie był jego, nie był, jeszcze. Nigdy nie będzie.
-Róża. Lubię róże. Są piękne...-mówił spokojnie.-...ale jak się w nie człowiek zapatrzy, to boleśnie zakują.-widać było, jak jego myśli odpływają w siną dal, a nieobecny wzrok nie chce do końca wrócić na swoje miejsce. Dopiero po chwili wyrwał się z tego stanu, czując ucisk w brzuchu. Powinien był coś zjeść przed piciem.
-Przepraszam Panią na chwilę. Czas mi umyć dłonie, mam na nich już tyle kropel drinków.-zaśmiał się przepraszająco, po czym siedząc ukłonił się jej subtelnie i wstał, wędrując do łazienki. Miał dosyć tego wszystkiego, ale musiał się opanować. Najchętniej wyszedłby stąd i nigdy nie wrócił. Spakował walizki i wyjechał z kraju, do domu, do Francji. Gdzie? To nie był jego dom. Gdzie był jego dom?
Kiedy tylko oddalił się od ludzi na ubocze po policzku popłynęło mu kilka łez i sam nie do końca rozpoznawał czy były to łzy złości, smutny czy zagubienia.
Idąc żywo, chwycił za klamkę. Ta jednak nie ustąpiła i czoło francuza spotkało się z twardym drewnem.
-Merde!-fuknął pod nosem i niewiele myśląc potraktował drzwi z bara. O dziwo ustąpiły na to mało eleganckie zagranie. Uparty zamek ustąpił, a Neil z rozmachem wparował do łazienki, dopiero popychając drzwi zdając sobie sprawę z tego, że może właśnie zobaczyć kogoś w negliżu, bo może ubikacja była od razu za drzwiami, a może to w ogóle nie była łazienka?
Jakież było jego zaskoczenie, gdy po dwóch złych krokach i zatrzaśnięciu za sobą drzwi uniósł spojrzenie na Erika i Perseusa, którzy najwyraźniej byli w środku rozmowy. Od razu się ocknął, przykładając dłoń do piersi.
-Kocham tę piosenkę...-wydukał, pociągając nosem, chcąc zwalić płacz na francuską emocjonalność związaną z romantycznymi kawałkami muzycznymi.-Nie będę wam przeszkadzać.-szybko jednak zrobił zwrot w tył i pociągnął za dziwnie poluzowaną klamkę drzwi które nie ustąpiły.
Różnice były, ale człowiek to jednak dalej tylko człowiek. Te same emocje, te same motywacje i priorytety, te same pragnienia i ambicje, ten sam syf za uszami i poczucie wyższości, które chce się udowodnić na każdym kroku.
-Tak, dało, to zwykła transmutacja. Byłbym zły, gdybym musiał wszystkie notatki na nowo przepisywać.-pokręcił głową z uśmiechem. Tyle złości o nic tak naprawdę wtedy było. Zupełnie inaczej niż teraz, choć uraz do mężczyzny pozostał i niechęć, na której zmienianie niespecjalnie miał ochotę.
-Taa... On... Dba o ludzi dookoła. Szkoda, że o siebie tak nie dba. Czasami bierze na swoje ramiona duuużo za dużo.-przeciągnął słowo dla zaakcentowania jego mocy.
Rzucił w eter kolejne pytanie, niemalże dziecięce, ale lepsze było pytanie o zioła niż kolor, a też je miał na końcu języka. Kiwał głową na jej słowa, przyswajając informacje, powoli, bo powoli, ale jednak. Zioła lecznicze były dobrym wyborem. Pomagały, ale w odpowiedniej dawce mogły dawać zupełnie odwrotny skutek. Wszystko zależało od woli zielarza, to w jego rękach była cała władza. Mógłbym kogoś otruć... Mógłbym? Na bogów, uspokój się. Aż przeraził się na swoje myśli, szczególnie, że te były zdecydowanie za mocno nastawione na działanie wobec kobiety, jaka tańczyła z Morpheusem tam na parkiecie, tak wesoło wyglądała, śmiała się, jakby to ze swoim mężczyzną tańczyła, a nie z jego. Zaraz, Morpheus nie był jego, nie był, jeszcze. Nigdy nie będzie.
-Róża. Lubię róże. Są piękne...-mówił spokojnie.-...ale jak się w nie człowiek zapatrzy, to boleśnie zakują.-widać było, jak jego myśli odpływają w siną dal, a nieobecny wzrok nie chce do końca wrócić na swoje miejsce. Dopiero po chwili wyrwał się z tego stanu, czując ucisk w brzuchu. Powinien był coś zjeść przed piciem.
-Przepraszam Panią na chwilę. Czas mi umyć dłonie, mam na nich już tyle kropel drinków.-zaśmiał się przepraszająco, po czym siedząc ukłonił się jej subtelnie i wstał, wędrując do łazienki. Miał dosyć tego wszystkiego, ale musiał się opanować. Najchętniej wyszedłby stąd i nigdy nie wrócił. Spakował walizki i wyjechał z kraju, do domu, do Francji. Gdzie? To nie był jego dom. Gdzie był jego dom?
Kiedy tylko oddalił się od ludzi na ubocze po policzku popłynęło mu kilka łez i sam nie do końca rozpoznawał czy były to łzy złości, smutny czy zagubienia.
Idąc żywo, chwycił za klamkę. Ta jednak nie ustąpiła i czoło francuza spotkało się z twardym drewnem.
-Merde!-fuknął pod nosem i niewiele myśląc potraktował drzwi z bara. O dziwo ustąpiły na to mało eleganckie zagranie. Uparty zamek ustąpił, a Neil z rozmachem wparował do łazienki, dopiero popychając drzwi zdając sobie sprawę z tego, że może właśnie zobaczyć kogoś w negliżu, bo może ubikacja była od razu za drzwiami, a może to w ogóle nie była łazienka?
Jakież było jego zaskoczenie, gdy po dwóch złych krokach i zatrzaśnięciu za sobą drzwi uniósł spojrzenie na Erika i Perseusa, którzy najwyraźniej byli w środku rozmowy. Od razu się ocknął, przykładając dłoń do piersi.
-Kocham tę piosenkę...-wydukał, pociągając nosem, chcąc zwalić płacz na francuską emocjonalność związaną z romantycznymi kawałkami muzycznymi.-Nie będę wam przeszkadzać.-szybko jednak zrobił zwrot w tył i pociągnął za dziwnie poluzowaną klamkę drzwi które nie ustąpiły.